...Moja Mania
Blog dzieciocentryczny - o Maryni, o macierzyństwie, rodzicielstwie bliskości i podążaniu za dzieckiem; o wyprawce, żywieniu i zabawkach rozsądnym okiem; do tego trochę refleksji, trochę DIY wokół dzieci i odpowiedzi na nurtujące mnie pytania - może ktoś, kto tu trafi, nie będzie musiał przeszukiwać drugi raz Internetu czy wypytywać innych mam o to, o co ja pytałam... Zapraszam, zajrzyj do naszego świata i rozgość się chociaż na chwilę :)

niedziela, 26 lutego 2017

Kompletowanie wyprawki

Dawniej...
Skompletowanie wyprawki kiedyś było dużo prostsze. Mieszkało się wielopokoleniowo, więc bardzo pomagały babcie, w sklepach były tylko podstawowe rzeczy, ubranka dostawało się od znajomych, trochę kupiło, ew. jakieś wydziergało na drutach czy szydełku, do tego jakiś kocyk i becik (często znoszone ze strychu), używane łóżeczko i wanienka, duży zapas pieluch tetrowych, oliwka, puder, spirytus, mydło Bambino i jazda. Laktatorów nie było - przy nawale mlecznym pomagał... ten tego... mąż. Szumisie czy dedykowane płyny do odkażania zabawek nie istniały nawet w głowach swoich twórców. A ubranka używało się tak długo, jak się dało - jak dziecko nie mieściło się w pajacu, to obcinało się stopy (temu pajacu rzecz jasna).
i dziś...
 
Teraz żyjemy w czasach dobrobytu. Mamy więcej pieniędzy, a ilość dóbr w sklepie doprowadza do zawrotów głowy. Mamy są zbyt daleko, żeby doradzać, a jak są blisko, to i tak najczęściej nie mają u nas macierzyńskiego autorytetu - bo jak można słuchać kogoś, kto zawijał nas w tetrę, pupę posypywał mąką ziemniaczaną, a pępek smarował spirytusem brrr! (Potem życie pokaże, że poza postępem kosmetologicznym i lepszym poznaniem fizjologii dziecka tak dużo się przez te kilkadziesiąt lat nie zmieniło, a mąka ziemniaczana dalej jest świetnym środkiem na pieluszkowe zapalenie pupy).
Do tego należy dodać cechę rodzica, który sam nie zje, a dziecku odda, i pewną dawkę hormonów i stresu przed nieznanym i mamy naprawdę świetną pożywkę dla dużych koncernów, które całe życie próbują wmówić nam, że potrzebujemy tego, czego nie potrzebujemy.

A tak w ogóle, to kobiecie przed porodem pojawiają się czasem dziwne myśli i przemyślenia, np. "Jaki kupić płyn do higieny intymnej?" lub "Czy powinnam kupić specjalny płyn o mycia butelek?"

piątek, 24 lutego 2017

Macierzyństwo

Przez długi czas była cisza, a tu nagle okazało się, że kilka bliskich mi kobiet jest w ciąży. Każda z nich jest inna (i ciąża i przyjaciółka), ale łączy je to radosne, troszkę niespokojne wyczekiwanie maluszka.
 
Ja też czekam na te dzieci, jakby to byli moi siostrzeńcy. Jakoś tak jest, że jak ktoś już ma to swoje wyczekane i kochane, to kocha wszystkie maluszki i czeka na nie z niecierpliwością.
 
Kiedyś głupio mi było, gdy moja ukochana siostra cioteczna tak bardzo wyczekiwała mojego dziecka. Głupio, bo ja kilka lat wcześniej cieszyłam się z jej ciąży, ale to było całkiem inne spektrum uczuć. Teraz już wiem, co nas różniło: kontekst - ona była matką i patrzyła na moją ciążę z perspektywy własnego macierzyństwa.

środa, 8 lutego 2017

Różności - luty

1/02 Mania czytałam niedawno Turlututu, a teraz w kluczach znalazła brylok. "Wieża Aflaa. Taka sama!
 
6/02 "Taty nie ma. Martwię się o tatusia!" (Był w pracy)
 
8/02 "Róziowa, róziowa, roziowa!!! Maścia do dupki. Tam na gorze, pokazałam ci, o tam" czyli higiena z tatą

9/02 Babcia poprosiła, żeby jej powiedzieć, jak jest małpa po angielsku, bo Marysia się uczyła w przedszkolu. Okazało się, że zna już: mon...key!, e...lefant!, dog!

Ja: "A powiedz, jakie zwierzątko chcesz, to ci powiem po angielsku."
Mania: "Strusia!"
Tata: "A skąd ty znasz takie zwierzątko?"
M. (oczywistym tonem): "Mania przecież zna strusia!"

M.: "Nie zjadaj mi! Nie ruszaj tego, to Marysi jest. Nie można tego jeść Marysi. To Marysia tu zje wszystko!"

22/02 Dwa dni temu żeby się trochę pouczyć w spokoju, wysłałam Manię razem z mężnym do sklepu na skrócenie spodni. Argumentem przekonywującym był kącik zabaw i stoisko z rurkami. Niestety stoiska nie znaleźli, mężny stwierdził, że pewnie się zlikwidowało. Dzisiaj pojechali razem odebrać spodnie. Po zabawie w kąciku wracali do samochodu inną drogą, nagle Mania stanęła i zawołała: "PACHNIE RURKĄ!!". Tak, znalazła.
 
26/02 Jajko obrane ;)

poniedziałek, 6 lutego 2017

Pachnąca wiatrem

Włosy mojej Maryni po umyciu pachną mokrym psem.

Pierwszy raz ten zapach zaskoczył, trochę drażnił. Wcześniej pachniała po bobaskowemu, a potem długie włosy myte lekkim hipoalergicznym bezzapachowym płynem zaczęły pachnieć sobą. Zapach nam dorosłym całkowicie zapomniany przez dobrze prosperujący przemysł kosmetyczny. Dlatego najbardziej kojarzący mi się z moim psem świeżo umytym szarym mydłem bądź ochlapanym letnim upałem w beczce.