...Moja Mania
Blog dzieciocentryczny - o Maryni, o macierzyństwie, rodzicielstwie bliskości i podążaniu za dzieckiem; o wyprawce, żywieniu i zabawkach rozsądnym okiem; do tego trochę refleksji, trochę DIY wokół dzieci i odpowiedzi na nurtujące mnie pytania - może ktoś, kto tu trafi, nie będzie musiał przeszukiwać drugi raz Internetu czy wypytywać innych mam o to, o co ja pytałam... Zapraszam, zajrzyj do naszego świata i rozgość się chociaż na chwilę :)

wtorek, 27 grudnia 2016

Co może połknąć dziecko?

„Trzymać z daleka od dzieci” – tak jest napisane na wszystkich środkach chemicznych. Ja czasami żartuję, że zasadniczo wszystko powinno się trzymać z daleka od dzieci, czy to dokumenty czy kieliszki. Ale przecież nie da się podwiesić wszystkiego w mieszkaniu na 1 metr od podłogi. Musimy zdecydować, co można pozwolić dziecku zniszczyć, a co nie oraz być świadomym, co może dziecku poważnie zaszkodzić. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo.

"Dzieci widzą rzeczy inaczej" - plakaty stworzone w ramach kampanii społecznej przez Lemz Advertising Agency z Amsterdamu, źródło: www.foodista.com

piątek, 23 grudnia 2016

Różności - grudzień

3/12 Taka wkłada Manię do umywalki na mycie. Ta nagle krzyczy wniebogłosy. "Tata, nie w skarpetkach!" (i wszystko jasne)

4/12 "Tatusiu, nie pasuje ci bluzeczka do spodni"

9/12 "Tatuś chce się ogolić"

11/12 Niepostrzeżenie wyrosła jedna trójka (lewa dolna), a dwie kolejne się właśnie przebiły z dziąsła

12/12 "Mania będzie robić bałwana. Najpierw dużą kulkę, a potem małą kulkę"

13/12 "Umyć rączki. Tata chce umyć? Do łazienki umyć proszę!!"

21/12 Mania kładzie się spać: "Misia, króliczki dwie obie i dzidziusia jeszcze zapomniałam" (tak, wszystko targała do łóżka)

23/12 Siedzę sobie spokojnie w toalecie, a tu: "Mamoo, chcę sikuuu! Otwieraj! Bo się zsikam do butów i będzie kłopot!" (przekonała mnie)

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Po szczepieniu, czyli o skuteczności... dziecka

Byłyśmy dzisiaj na szczepieniu. Mania do wkłucia trzymała się twardo, a jak poszedł lek, to chwilę popłakała. Ponieważ pani będąca w kolejce za nami pobiegła do apteki wykupić szczepionkę, weszłyśmy jeszcze raz do gabinetu, żeby od razu umówić kolejną wizytę.

Pielęgniarka (do Mani): A masz jeszcze naklejkę z dzidziusiem.
Mania (niezrozumiale przez smoczka): Mania nie ma efinka.
Ja: Wyjmij smoczka, bo nie rozumiemy, co mówisz.
Mania (bez smoczka, głośno i dosadnie): Nie ma delfinka!!!

No więc, ten tego... ;)


czwartek, 1 grudnia 2016

Gra w słowa

Niektóre dzieci od razu mówią poprawnie (zwykle te, które późno zaczynają), inne tworzą sobie własne słowa, jeszcze inne zabawnie je przekręcają. Moim słowem, które pamiętają wszystkie ciocie, jest "kasiander" (= skafander, a może skafander Kasi?) :) 

Mania nadała osobom w rodzinie nowe ksywki: Enta = Aneta, Bayli = baby Lili (nasza kuzyneczka z Anglii). Inne słowa, które notorycznie wzbudzały uśmiech na mojej twarzy, zamieszczam poniżej. Od jakiegoś czasu prawie wszystkie z nich pojawiają się w prawidłowej formie (poza pidololkiem), więc szybko je zapisuję, żeby nie zapomnieć. Zgadniecie? ;)

1. ocipają
2. poziaćka
3. juziućko
4. ciapćka
5. pidolol
6. kepciuk
7. jafinićki
8. ojojonga
...
...
...
...

Kalendarz adwentowy

Początkowo stwierdziłam, że Mania jest jeszcze za mała na kalendarz adwentowy, nie zrozumie ani jego idei, ani odliczania do Świąt. Potem jednak zrobiło mi się żal, bo jedyne kalendarze adwentowe, które były w naszym dzieciństwie to bombonierki z okienkami, które i tak pałaszowało się w jeden dzień.

Idea projektu do ostatniej chwili była niedookreślona. Właściwie w zakresie dekoracji powstał z tego, co było w moim przyborniku DIY. Planowałam zrobić go wieczorem, gdy Mania zaśnie, żeby za szybko się z nim nie zdradzić. Ponieważ los dla rodzica nie zawsze jest łaskawy, Marynia poszła dzisiaj spać po 23 i wieczór stał się nocą. Połowiczny efekt pracy poniżej. Połowiczny, bo wisi na nim tylko połowa paczuszek. Na szczęście Mania nie umie liczyć do 24 ani nawet do 12, więc jutro potajemnie go dokończę - mam nadzieję, że o trochę bardziej ludzkiej porze :)




wtorek, 8 listopada 2016

Kolejne dni w przedszkolu

Trochę podejrzewałam, że jak minie pierwszy zachwyt nowością, przedszkole nie będzie już takie fajne. Sporo dzieci tak ma, że dopiero koło trzeciego dnia zaczyna płakać. U nas na to nałożyło się jeszcze święto i czterodniowa przerwa. W środę Mania popłakiwała, jak mama ją zabierała po 12 - ale popłakiwały też większe dzieci, a jej rówieśnik płakał już na całego. Wczoraj było lepiej, ale Mania rozpłakała się na widok zupy i nie chciała jeść. Wieczorem długo rozmawiałyśmy. Dowiedziałam się, że przedszkole jest niefajne, opiekunowie są fajni, dzieci są fajne i nikt nie bije i nie gryzie, niefajne jest, że trzeba jeść i pić wodę, chociaż nikt nie zmusza do tego ani nie krzyczy, jak się nie je. Szkoda nam strasznie tego małego człowieczka, ale powtarzamy sobie, że wszystkie przedszkolaki tak mają. Zrezygnowałam z fitnessu, żeby wieczorami Mania miała jak najwięcej mamy. Musimy wytrzymać.

Różności - listopad

02/11 Samodzielnie ubrane skarpetki, majtki i spodnie

09/11 Pierwszy śnieg. Mania jeszcze w łóżku woła, że będzie robić bałwana. Śniegu mało, ale mężnemu udało się zrobić mini-bałwana ze śniegu pozostałego po odśnieżeniu samochodu.

14/11 Babcia usiadła na krzesełku Mani, ale miała problem wstać. Więc Mania ją pociągnęła za rękę i powiedziała "pomogę Ci".

16/11 Lala spadła na podłogę. "Tato, maaasło!!!"

20/11 "Już przytuliłam! Więcej nie będę już!"

22/11 "Pan Jezus kocha Marysię. I dzieci. I wszystko kocha!"

czwartek, 27 października 2016

Pierwszy dzień w przedszkolu

Mania poszła dzisiaj pierwszy raz do przedszkola. Na próbę. Długo się do tego mentalnie przygotowywała, ostatnio nawet na widok większych od niej dzieci woła: "Ooo, przedszkolaki idą!".
 
Trochę to przedszkole wykorzystywaliśmy od jakiegoś czasu w celach pedagogicznych, bo przecież "przedszkolaki jedzą same", "przedszkolaki nie chodzą z pieluchą", itp. W praktyce okazało się, że przedszkole postawiło jej jeszcze wyżej poprzeczkę, bo np. sanepid zabrania przedszkolom używania nocników, a jedyny w grupie tak mały jak Mania chłopiec ponoć sam sobie ściąga i zakłada spodnie. Ale już wieczorem po spotkaniu z panem dyrektorem Mania odważyła się usiąść na nakładkę na sedes, a w kolejny dzień już z niej korzystała. Da się? Da się!

wtorek, 18 października 2016

Moje dziecko takie dorosłe

Dzisiaj było zebranie członków spółdzielni. Byłam przekonana, że jest na sąsiedniej uczelni, jak wszystkie inne spotkania spółdzielni, to jednak było w jej siedzibie. Zorientowałam się już pod klatką. Bez wózka. Szkoda mi było czasu, żeby się po niego wrócić, myślałam, że wezmę Marynię na ręce. Ale ta jak na złość nie chciała ani na ręce ani na barana. Chciała iść.
 
Po parudziesięciu metrach powolnego marszu zrezygnowałam. Stwierdziłam, że nie ma sensu iść na spotkanie, bo w takiej sytuacji mocno się spóźnimy. Przykucnęłam przy córce i próbowałam jej tłumaczyć, że się śpieszymy i że muszę wziąć ją na ręce. A ona się o to popłakała. Powiedziałam, że w takim razie możemy wracać do domu. Bo nie ma sensu iść takim tempem.
 
Popatrzyła na mnie poważnie. "Szybko szybko" zawołała, odwróciła się w kierunku naszego spraceru i zaczęła truchtać, sama nie wiedząc dokąd. "Naprawdę chcesz biec?". "Tak". Przetruchtała tak całą pozostałą drogę, jakieś 600 metrów. Kilkakrotnie odmówiła niesienia (poza momentami, gdy jechał samochód).
 
Moja córka taka dorosła. Ja odpuściłam, a ona zawalczyła.

sobota, 15 października 2016

Różności - październik

15/10
Mania: Mame zieciaje
Ja: Morze Czarne?
Mężny: Mama zostaje!
No kreatywna jestem po tym antybiotyku ;)

18/10 Babcia pije słodzoną herbatę, a Mania co najwyżej dostaje odrobinę miodu. Dzisiaj złapała babci herbatę, napiła się łyka i zapytała: "Zamienimy się?" :)

24/10 Mania siada na nakładkę na sedes

25/10 Odwiedziła mnie koleżanka z niemowlęciem. Marysia od razu złapała swoją książkę, zawołała: "Mania da dzidzi książkę" i położyła jej ją na kolanach <3

sobota, 1 października 2016

piątek, 30 września 2016

Kolejka drewninana

"Ale i tak będę jej mógł kupić kolejkę, prawda?", zapytał mężny po połówkowym USG, na którym okazało się, że to jednak nie będzie syn. "Jasne, będziesz mógł kupić SOBIE kolejkę":D

Kolejka stała się prezentem od taty na drugie urodziny Marysi. Tak sobie wymarzył. Prezent dobry, na lata, kilkulatki na imprezie układały ją z zaangażowaniem. Myślałam, że dla dwulatki jest trochę na wyrost. Że tata będzie na początku układał, a ona będzie patrzeć. Nic bardziej mylnego. Mania od razu zaanektowała pociąg i sama złożyła kilka torów. Oczywiście bez rodzica tory nigdy nie zamknęłyby się w pętlę, nie miały rozjazdów i skrzyżowań, a pociąg czasami wykolejał.

środa, 14 września 2016

Fitness z opieką dla dzieci

Gdy zaszłam w ciążę, przejrzałam ofertę zajęć dedykowanych dla takich kobiet, jak ja. W niedalekim klubie fitness na Kabatach zajęcia Aktywne 9 miesięcy odbywały się we wtorki i czwartki rano rano oraz we wtorki o 19. Niestety te ostatnie zostały szybko zlikwidowane. Wszystko w godzinach porannych, a przecież kobiety w ciąży też pracują. Na zajęcia poszłam więc dopiero, gdy mój stan fizjologiczny uniemożliwił mi wysiedzenie 8 godzin przy biurku. Gdy urodziłam, zaczęłam uczęszczać na zajęcia Aktywna mama w tym samym klubie godzinę później. Bardzo mi się podobały. My ćwiczyłyśmy, niemowlęta obserwowały otaczający je świat, a te starsze pełzały po sali. I znowu musiałam z nich zrezygnować z racji wczesnej pory, gdy wróciłam do pracy.

I niby mogłam potem zostawić Manię z mężnym i wyjść późnym wieczorem na "normalne" zajęcia w moim klubie, tylko tak się ciągle składało, że albo Mania długo nie chciała się położyć, albo długo piła mleko i nie chciała się ode mnie odkleić, albo mężny został dłużej w pracy, albo - jak już udało się naszą całą trójkę zsynchronizować - na sali był już komplet. A kręgosłup cierpiał. Za drugim razem, gdy jak wariat biegłam do metra i z metra, żeby się nie spóźnić, i usłyszałam, że nie ma miejsc, straciłam motywację. I tylko mężny czasem jeszcze próbował mnie gdzieś wygonić, żebym odpoczęła troszkę od dziecka.

niedziela, 11 września 2016

Nie rozumiem

Piszę, bo się zirytowałam. 

Właśnie zwijamy się znad wody. Jest 11:50, 25 stopni, za godzinę prognozowane jest 28, później 30. Najwyższa pora schować się w domu lub chociaż w cieniu. A spora grupa ludzi właśnie się koło nas rozkłada. Również z malutkimi dziećmi. Drzew nie ma, jest tylko jasny piasek i błyszcząca woda dodatkowo odbijające promienie słoneczne, przez co odczuwalna temperatura jest wyższa niż rzeczywista.

Park Moczydło, 2 tyg. temu. Analogiczna sytuacja. Wychodzimy przed 12:00. Kolejka do wejścia 15x dłuższa, niż gdy wchodziliśmy po 9:00. Ludzie czekają jakąś godzinę na wejście w pełnym słońcu z niemowlętami na rękach. W środku jest kilka drzew, ale miejscówki pod drzewami już dawno zajęte (oprócz tej, którą właśnie zwolniliśmy). Poza tym patelnia.

Nasz ostatni pobyt w zoo. Dochodzi 12:00, podobne temperatury. Zbliżamy się do wyjścia. Tłum raczej przemieszcza się w drugą stronę. W którymś momencie zostaje rozgoniony. Przejeżdża karetka i zabiera około 5-letniego chłopca, który zasłabł. Do wejścia i kas kolejka kilkudziesięciu osób z dziećmi.

wtorek, 6 września 2016

Impreza urodzinowa

Przyszedł już wrzesień, a pogoda na dworze nie może się zdecydować czy to jeszcze lato czy już jesień. Marzyło mi się jeszcze odtworzyć klimat pikniku w ogrodzie, mimo że za oknem wiało. Zobaczcie, czy się udało :) W każdym razie jubilatka cieszyła się najbardziej z 1) dzieci, 2) prezentów, 3) paluszków ;)


   

czwartek, 1 września 2016

1. września

Dla większości to rocznica wybuchu wojny, dla rodziców to dzień rozpoczęcia szkoły. A dla nas? 
Trochę data magiczna, bo sporo ważnych rzeczy się wtedy wydarzyło:

1/09/2012 wzięliśmy z mężnym ślub

1/09/2013 wprowadziliśmy się do własnego mieszkania

1/09/2014 urodziła się Mania, po czasie, ale coś mi mówiło, że poczeka, żeby być naszym rocznicowym prezentem

„Ciekawe, co musicie zrobić za rok, żeby utrzymać poziom?”, zastanawiała się w szpitalu moja przyjaciółka. „Nie wiem, ale przeżyć nam na razie wystarczy. Może przygarnę psa?”, zażartowałam.

środa, 31 sierpnia 2016

Różności - sierpień

Mania: Puk puk!
Ja: Kto tam?
Mania: Hipotam!
(sąsiadka nauczyła)

Mężny: Aaa
Mania: Nie A!
Mężny: Bee
Mania: Nie B!
Mężny: Cee
Mania: Nie C! Nie uczyć!

Babcia: Ta zabawka nie działa, trzeba włożyć baterie. Może tata ci naprawi.
Mania: Chyba nie.

Ja: Kochasz tatę? 
Mania: Kocham tatę. 
Ja: A babcię Stenię? 
M: Babcię tak. 
J: A babcię Martę? 
M: Tak. 
J: A dziadka? 
M: Kocham dziadka. 
J: A Anetę? 
M: Anetę nie, chyba Tomka.

sobota, 27 sierpnia 2016

Gaduła

7:10 rano
Mania: Ciocia! Ciocia!
Ja: Ciocia śpi.
M: Śpi? Nie budzić! Cichutko!
Ja: Dokładnie.

M (po minucie): Stała?
Ja: Śpi. Zobacz cicho.
M (smutno): Leży.
I tak kilka razy.

M: Wujek śpi doma!
Ja: Tak, wujek nie przyjechał i śpi u siebie w domu.
M: Chcesz jeść!
Ja: Jajko?
M: Jajeczko nie.
Ja: To co chcesz jeść?
M: Śniadanko!

niedziela, 14 sierpnia 2016

Wyprawa na Roztocze cz. 1

Jesteśmy na Roztoczu. Mieszkamy przy stadninie koni w budynkach po byłym PGRze, dawniej jednym z najlepszych w hodowli koni. W środku lasu i pól, kilkanaście kilometrów od granicy polsko-ukraińskiej. Powitały nas żwirowe drogi, bociany i spadające nocą perseidy. Na miejscu na twarzy Mani pojawił się olbrzymi uśmiech, bo pod domem biegały dwa białe kuce. Wieczorem gospodarze zrobili ognisko. Musiałam długo sobie przypominać, kiedy ostatni raz siedziałam przy prawdziwym ognisku z kiełbasami na kijach - na pierwszym roku studiów! Niesamowity klimat.

DZIEŃ 1

Postój w Zamościu. Na wszystkich zdjęciach robionych szerokokątnym obiektywem zamojski rynek wydawał się większy. Ale i tak jest bardzo ładny.


Po południu zrobiliśmy pieszą wędrówkę do bunkrów z linii Mołotowa i starego cmentarza prawosławnego. Białe proste nagrobki ukryte w środku lasu zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Niestety kilka lat temu część figur zostało ukradzionych. W jedną stronę wyszło nam prawie 2 km spaceru i żeby zdążyć jeszcze do Horyńca, mężny pobiegł po samochód, a my wracałyśmy tempem dziecięcym, czyli z jedzeniem jeżyn, oglądaniem żuków i mrówek, dłubaniem kijem w ziemi i chodzeniem w kierunku każdym tylko nie tym, w który chce mama ;)

piątek, 12 sierpnia 2016

O czym rozmawiają lalki Twoich dzieci

W pewnym wieku nasze dzieci zaczynają mówić do swoich lal i misiów, potem z nimi rozmawiają, jeszcze potem odgrywają scenki rodzajowe. To, o czym rozmawiają, wydaje się nam nieistotne, ale moim zdaniem jest ważne, bo odwzorowuje nasze relacje z dziećmi.

Czy masz odwagę przejrzeć się w oczach swojego dziecka?

Moja Mania rozmawia z lalkami od kilku tygodni. W pierwszym dniu było: "Chcesz mleka? Taaak! Chcesz mleka? Taaak!" i "AaA (kołysanie i przytulanie) Ciiii, dam ci mleczka". W drugim już "Jedz szybko!". Tak, to ja, bo często rano próbuję się od Mani odkleić, żeby zdążyć do pracy ;) Ale generalnie lale są tulone, lulane i karmione. Na razie nie jest źle :)

Czy Twoje dziecko krzyczy na lalki?

To nie jest dobry znak. Tak naprawdę dużo lepiej byłoby nawet, gdyby ono krzyczało na Ciebie. Bo to pokazuje, że w domu czasem się krzyczy, ale dziecko nie zamyka się w sobie, a artykułuje, co go boli, co mu się nie podoba, ma odwagę wypowiedzieć swoje zdanie. Dziecko krzyczące często na lalki pokazuje, że to jego zakodowany wzorzec komunikacji rodzic-dziecko, ale być może też silniejszy-słabszy.

To dobrze, że patrząc na nasze dziecko, możemy zauważyć sygnały ostrzegawcze dotyczące nas samych.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Zgubiliśmy misia

Prawie każde dziecko ma misie i Misia. TEGO Misia. Albo TĘ Lalę. Do zasypiania. Do spacerów. Do czytania bajek. Punkt nr 1 na liście pakowania na urlop. Miś to rzecz cenna i należy go strzec jak oka w głowie (zaraz po dziecku). Jak już się wie, który miś stał się Misiem, najlepiej od razu kupić drugiego i schować na czarną godzinę. Ewentualnie czasem je podmieniać, żeby równomiernie się zużyły ;)
 

piątek, 22 lipca 2016

Państwo policyjne, dom policyjny?

Kiedyś koleżanka powiedziała mi, że ten, kto w dzieciństwie czytał dużo fantasy, ma bardzo mocno zakorzenione poczucie sprawiedliwości. Niby to dobrze, ale nie do końca. Ja za każdym razem muszę stoczyć walkę wewnętrzną z samą sobą, żeby grzecznie przypomnieć komuś, że po psie się sprząta, zamiast skoczyć mu (temu komuś, nie psu) do gardła. Podobnie z sąsiadem rzucającym szklane butelki do zsypu zamiast do kosza na śmieci segregowalne czy w czasach mieszkania w domu rodzinnym z takim, który palił plastikowe butelki, smrodząc na pół osiedla.

Osoby o silnym poczuciu sprawiedliwości chcą poprawiać świat. Czasem wychodzi z tego coś dobrego. Mogą np. doprowadzić do tego, że spółdzielnia ogrodzi plac zabaw i psy przestaną wypróżniać się w piaskownicy. Generalnie są niezłymi społecznikami. Dobrze, gdy tylko dbają o egzekucję prawa, a nie tworzą własne. I dobrze, gdy ich metody też są legalne. Bo są też tacy, którzy niczym bohaterowie westernów sami chcą wymierzać sprawiedliwość. Nie straszne im porysowanie źle zaparkowanego samochodu, bo przecież to właściciel jest tym złym. Nie mówiąc już, że często brak im empatii, żeby zaakceptować jakieś drobne odstępstwa od zasad np. że ten kierowca źle zaparkowanego samochodu może właśnie pobiegł po rodzącą żonę (i totalnie nie miał głowy, żeby włączyć światła awaryjne). Nie widzą szarości - jest tylko czarne i białe. Takie osoby są niebezpieczne, gdy otrzymają władzę. Chętnie np. przeprowadziliby śledztwo w sprawie każdego poronienia. Tak na wszelki wypadek, bo żałoba matki nie ma znaczenia.

sobota, 16 lipca 2016

Różności - lipiec

02/07 Mania sama wyszła na ostatni stopień czterostopniowej drabinki.

02/07 Mania została wieczorem z dziadkami. Nagle zmęczyła się zabawą, poszła do naszej sypialni, ściągnęła kapnie i ustawiła je obok łóżka, wspięła się na łóżko, cichutko zawołała "mleko, (s)pać" i.... zasnęła. (WOW)

06/07
Mężny rano: Smutno wyglądasz.
Ja: Nie, po prostu jeszcze się nie obudziłam.
Mania (przez sen): Nie budziaj. Nie budziaj! :)
12/07 Chcieliśmy iść na spacer obejrzeć miasteczko, w którym mieszka nasza ciocia. Niestety zaczął padać deszcz.
Ja: Możemy ubrać Mani nowe gumiaki, ale jej kurtka nie wytrzyma długiego deszczu...
Mania: Pajasiol!!! (No jasne, matko, weź się...)

poniedziałek, 4 lipca 2016

Czytanie to wyzwanie 31-40/52

31/52 Agata Królak "Różnimisie" - fajna, prosta, nawet dla roczniaków
32/52 Maria Montessori, "Mother and a Child" (dla rodzica)
33/52 Paula Hawkins "Dziewczyna z pociągu" (dla dorosłych) - wszyscy wszędzie czytali, a jak przyjaciółka u nas porzuciła swój egzemplarz, postanowiłam przeczytać; pierwsze 100 stron leci dosyć ospale, potem naprawdę się rozkręca
34/52 Ingakku Riukimiuki "Alinka. Złotą gwiazdą kosmos mruga"
35/52 Ingakku Riukimiuki "Alinka. Rybom pięknie błyszczą łuski"
36/52 Eva Susso "Babo chce" - kocham, Mania chyba też, bo kazała czytać trzy razy razy
37/52 Hug
38/52 Itsy Bitsy Spider
39/52 Pekaboo zoo
40/52
Lee Goldberg, "Detektyw Monk na kanapie" (dla dorosłych) - prosta, lekka i przyjemna, ale moim zdaniem ciut słabo napisana

piątek, 1 lipca 2016

O tym jak Lux Med znowu dał ciała....

Pierwszy raz temu podobną sytuację miałam rok temu na koniec czerwca. Silna gorączka, dziecko w oglądzie nic nie wykazywało, poza tym, że było rozpalone i leciało przez ręce. O tym, co robić, miało zdecydować badanie moczu (jak nic nie wiadomo, to chyba zawsze jest podejrzenie pęcherza moczowego i nerek). "Jakiś mętny", skomentowała pani, gdy oddawałam. Ale nic więcej nie dodała. Okazało się za mało - dowiedziałam po kilku dobrych godzinach, kolejne skierowanie w systemie, kolejne próby łapania. Udało się.

Badanie na cito, więc wynik miał być po 4-6 godzinach. 4 godziny nic, 6 godzin nic, dzwonię - nic nie wiedzą, 8 godzin nic, nadal na infolinii nic nie wiedzą. Pytam pani, czy może być tak, że oni mają wynik, a ja go nie widzę w systemie. Niemożliwe. 40 stopni gorączki prawie niezbijalne, 22 w nocy. Mamy dość czekania. Jedziemy do ich dyżurnego centrum medycznego przy Racławickiej. Pytam w recepcji, czy mają mój wynik, bo nadal nie widzę go w systemie. Tak, jest. Co???? Jak to? Pan drukuje. Spoglądam - wszystko w normie. Prawie odwracam się na pięcie i wychodzę, ale mężny czujnie zauważa, że wszystko się zgadza, tylko, że pan mi wydrukował wynik sprzed pół roku. Pan przeprasza i drukuje kolejny. Wynik mocno poza normami, idziemy do lekarza dyżurującego. Werdykt: szpital, problem z nerkami. Ale tak już już czy mogę pojechać do domu i nas spakować? Na cito, nie wiadomo, kiedy nerki mogą siąść. Jedziemy w środku nocy na izbę. Zaspany personel sprawdza wyniki, przyjmuje, cewnikuje, podaje pierwszy antybiotyk, ibuprofen, potem kroplówkę na schłodzenie, bo ten pierwszy nie działa. Chyba obie nawet spałyśmy - padłyśmy ze zmęczenia i stresu. Na drugi dzień po godzinie 13 telefon - lekarz z LuxMedu dzwoni z wynikiem. Tym wynikiem. Panie, ja już w szpitalu jestem z dzieckiem! Nawet nie usłyszałam "przepraszam".

niedziela, 26 czerwca 2016

Wirusy

Kilka dni temu złapałam wirusowe zapalenie gardła i jak zwykle wychodzę obronną ręką z takich sytuacji, tak tu było gorzej i gorzej, od krtani zajęły się lekko oskrzela, przeskoczyło na męża i Manię. Sobotnia strefa kibica na kanapie zmniejszyła się o znajomych z dziećmi, a my spędziliśmy cudooowny weekend nad nocnikiem, próbując złapać mocz do badań (żeby potwierdzić, skąd gorączka). Który lecieć nie chciał i kilka godzin. Dziecko protestowało, serce nam się kroiło, ale przy planie trzymała nas myśl, że cewnikowanie jest jeszcze gorsze.

Zazwyczaj mężny jest bohaterem Mani, gdy wygłupiają się na kanapie, idą na rower, gdy prasuje jej ubranka w czasie jej snu albo biegnie rano po świeżą bułkę. Wczoraj zapunktował samodzielnie odbytą z córą wizytą lekarską, a dzisiaj poszukiwaniem, kto w Warszawie przyjmie mocz na posiew po 19 (szpital Medicover gdyby ktoś kiedyś szukał).

Mania dzisiaj była przeszczęśliwa, bo zgodnie z zaleceniem lekarskim miała dostać dużo płynów, nieważne jak niezdrowych. A wiadomo,że arbuz z żurawiną i rozgazowaną kolą smakuje najlepiej :D No dobra, na kilka minut się odwróciłam ;)

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Różności - czerwiec

2/06 Pierwsze samodzielne wejście na krzesło.

3/06 Pierwsze wejście na ławę. (Aż się boję czy kolejny będzie stół czy parapet :P)

7/06 "Kikusie". Czyli o zwierzętach. Czyli dla dzieci. Czyli zabieram na swoją półkę!


8/06 Wypatrzyłam początki prawej dolnej "czwórki" :)

piątek, 17 czerwca 2016

Wyprawa w Bieszczady

Najśmieszniejszą rzeczą w Bieszczadach jest to, że niby są w Polsce, ale tak trochę na końcu świata. Dla nas to prawie 7 godzin samochodem. Do Berlina jest szybciej, do czeskiej Pragi podobnie. W sumie jest to też ich spora zaleta, bo jadą tam tylko sami narwańcy, a panie w szpileczkach lansują się na Krupówkach.

Ta wyprawa przypomniała mi czasy licealne, gdy wsiadaliśmy w pociąg (od nas jeszcze wtedy jeździł), braliśmy duży plecak na plecy, stare, ale porządne skórzane trapery na stopy (kto wtedy u nas słyszał o gore-texie?) i szliśmy. Słońce czy deszcz - szliśmy. I tak byliśmy rozpuszczeni, bo spaliśmy w schroniskach i nosiliśmy tylko śpiwory w ramach dodatkowego ekwipunku. Mężny na studiach nosił jeszcze namiot i kocher :D

Tym razem plany były duuuużo spokojniejsze, bo braliśmy Manię. Już sama trasa była wyzwaniem, bo kilka godzin w foteliku samochodowym dla dziecka w wieku poniemowlęcym nie jest niczym zdrowym (oczywiście dla niemowlęcia tym bardziej). Wieczorem po pracy, w wigilię Bożego Ciała pojechaliśmy do bliskiej rodziny w Sandomierzu (dłużej niż zwykle z racji ruchu okołoświątecznego), a na drugi dzień do Dwernika z postojem pod Rzeszowem na herbatkę u naszej sąsiadki (z jednej strony drogi były całkiem puste ze względu na święto, a z drugiej raz musieliśmy objeżdżać napotkaną procesję).

W Dwerniku zamieszkaliśmy w gospodarstwie agroturystycznym pani Basi, której mąż pochodzi z Warszawy (wreszcie ktoś, kto naprawdę p* wszystko i pojechał w Bieszczady?), a sama pani Basia okazała się wielką propagatorką sztuki. Stwierdziła, że ludzie nie czytają, więc postanowiła ich do tego zmusić. Przywitał nas więc okolicznościowy wiersz wypisany na naszych schodach.



piątek, 3 czerwca 2016

Nowa kołyska, bobas i samodzielnie uszyta pościel, bo Mania to też mama (lalkowa)

Przy Dniu Dziecka prezenty są dla nas tylko dodatkiem. Mania w ogóle jeszcze nie wie o jego istnieniu. Na początku planowałam nic nie kupować, mężny planował kupić kolejną książkę (bo każda okazja jest dobra na nową książkę ;)). Potem przy Marysi głębokich uczuciach macierzyńskich wobec lal pojawił się pomysł kołyski, ale mężny wymiękł i kupił ją przed czasem ;) Jest klasyczna, drewniana, polska i piękna. Zależało nam na kołysce, a nie łóżeczku, bo cały czas łudzimy się, że kilka minut kołysania lal, to kilka minut wolnego dla nas :D




wtorek, 31 maja 2016

O matkach słów kilka

Prawie każda z nas jest matką. Mam nadzieję, że szczęśliwą w swoim macierzyństwie. Ale obok są też inne matki, te nasze. Te, które te dwadzieścia-trzydzieści lat temu same nas nosiły, tuliły i walczyły z gorączkami. Piękne jest nasze macierzyństwo nie tylko w swojej istocie, ale też dlatego, że tak wiele dowiadujemy się o własnych mamach, ich ciąży i naszym okresie niemowlęcym. Niektóre opowieści gdzieś kiedyś się usłyszało, ale wiele z nich czekało wiele lat na ponowne odkrycie. ­Są chyba po prostu takie historie i emocje, które dzieli się tylko z innymi matkami, bo trzeba zostać matką, żeby je zrozumieć. Wtedy też inaczej spogląda się na własną matkę, na te często słyszane w dzieciństwie “Gdzie jesteś?”, “Kiedy wrócisz?”, “Co było zadane?”, “Uważaj!”. Bo same po urodzeniu się naszego maleństwa patrzymy na niego z miłością, rozczuleniem, ale też troszkę ze strachem o niego i jego przyszłość.


niedziela, 29 maja 2016

Różności - maj

14/05 Mania wyciągnęła z szafy dwie pary spodni. Siedzi cicho, coś tam kombinuje. Nagle podbiega do mnie - nogawka jednych spodni na jednej nodze, nogawka drugich na drugiej nodze, po bokach dyndają dwie puste nogawki. "Podnie! Podnie!" - woła z dumą. Po chwili zawraca do pokoju, znowu cisza i znowu wbiega do mnie do łazienki z nogawkami na rękach. "Ręcy! Ręcy!" - obwieszcza z dumą :)

15/05
Ja: Marysiu, bo Ty jesteś taki...
Mężny: Psuj!
Mania: Ch*j!
(Bo poprawna wymowa to podstawa ;))

16/05 Zrobiłam mężnemu nudną kanapkę. Mania znowu naprawiła :D



sobota, 28 maja 2016

Czytanie to wyzwanie 21-30/52

21/52 Tata Toi, "Pan pielucha" - ładna, ale na razie Mani nie porywa
22/52 Robert Romanowicz, "Rymowane cyferki"
23/52 Joceline Sanschagrin, "Kajtuś. Na nocniczku"
24/52 Aleksandra Marinina, "Iluzja grzechu" (dla dorosłych) - zacytuję często pojawiający się komentarz: "Marinina jak zawsze w doskonałej formie"
25/52 "OnoMaTo czyli zabawa dźwiękami - zwierzęta dzikie" - bardzo dobra
26/52 "Czerwona książeczka" wyd. Olesiejuk - niezła
27/52 "Żółta książeczka" wyd. Olesiejuk, odkryta z wieloma innymi dzięki odsunięciu kanapy ;)
28/52 Świętopełk Karpiński "Prawda o tramwajach" - polecam (moja recenzja)
29/52 Fiep Westendorp "W domu, w dziczy, na ulicy. Rozbrykany słownik obrazkowy" - ładny, ale z dosyć specyficzną kreską, bardziej dla dwulatków
30/52 Marcin Brykczyński, Katarzyna Bajerowicz "Opowiem ci, mamo, co robią mrówki" - klasyka książki obrazkowej

czwartek, 26 maja 2016

Prezent dla mamy na Dzień Matki - kolejny uszytek

Nie chciałam kupić kolejnego kremu. Chciałam coś dać od siebie. Chciałam uszyć, bo po pierwsze szycie sprawia mi przyjemność, bo drugie miałam akurat szyciowy pomysł, a po trzecie, chciałam udowodnić mojej mamie, że też potrafię coś uszyć. Moja mama skończyła szkołę krawiecką, w młodości projektowała i szyła sobie piękne sukienki, potem mi maleńkie sukieneczki, a potem jak oczy były już nie te - zawsze jeszcze uszyła zasłony, pościel Mani czy skróciła spódnicę. Nigdy nie chciała uczyć mnie szyć, żebym nie traciła na to czasu. Ale chodziło to za mną, oj chodziło. W końcu na 30-ste urodziny mężny kupił mi maszynę i od pół roku udaję, że szyję, jak już uda mi się położyć Manię spać, posprzątać dom, wykąpać się i mieć siły - czyli rzadko. Projekt ten był szczególny, bo z jednej strony miała to być niespodzianka, więc nie mogłam jej spytać o instrukcję, a z drugiej strony chciałam uszyć coś nieprzeciętnego.


środa, 25 maja 2016

"Prawda o tramwajach", Świętopełk Karpiński (2+)

Kupiliśmy wreszcie wypatrzoną na poprzednich targach "Prawdę o tramwajach" z wierszem Świętopełka Karpińskiego i ilustracjami Macieja Łazowskiego. Mania ma ostatnio manię autobusów i tramwajów, a moje serce ujął ten przecudny uśmiech tramwaju na okładce.


Swój wiersz Świętopełk Karpiński napisał z okazji uruchomienia pierwszej warszawskiej linii tramwajowej w XX wieku. Opowiada on zabawną historię o tramwajach, które ścigają się po Warszawie, ale bardzo cierpią, gdy muszą stawać na przystanku, bo czas mija, a tramwaj, który jest przed nimi, ucieka. Jak więc już wszyscy pasażerowie wejdą, to tramwaj goni czym prędzej te z przodu i dzwoni radośnie.

wtorek, 17 maja 2016

Dziecko = człowiek

"- Widzisz Helciu, ty jesteś niespokojnym człowiekiem.
Ona:
- Ja jestem człowiekiem?
- No tak. Przecież nie pieskiem.
Zamyśliła się. Po długiej pauzie zdziwiona.
- Jestem człowiekiem. Jestem Helcia. Jestem dziewczynka. Jestem Polka. Jestem córeczka mamusi, jestem warszawianka... Jak ja dużo jestem."
(Janusz Korczak, "Pamiętniki i inne pisma z getta")

Często patrzymy na swoje niemowlęta trochę jak na przedstawicieli innego gatunku. Coś pomiędzy człowiekiem, lalką i psiakiem. Karmimy, przewijamy, sterujemy ich życiem, oczywiście robimy to, jak możemy najlepiej, ale czy czasem nie zapominamy, że to jest CZŁOWIEK? Fizycznie od nas zależny, ale tak naprawdę będący niezależną i indywidualną jednostką.

piątek, 13 maja 2016

Wydawnictwa i książki dziecięce znane i nieznane

Dużo fajnych książek dziecięcych już mamy, dużo chcemy mieć. A jeszcze do tego sporo fajnych nowych wypatrzyłam na ostatnich targach :) Źle to rokuje dla mojego portfela, ale może Wy się zainspirujecie. Wrzucam tu wszystko hurtem, bo zanim opiszę każdą dobrą książkę, którą kochamy, to Mania zacznie już sama je czytać. Podkreślam, że nie wszystkie z poniższych książek są mi dobrze znane - niektóre są na liście do przeczytania, ale wszystkie w jakiś sposób mnie zainteresowały. Skupiam się na książkach dla dzieci w wieku mniej więcej od 1 do 3 lat i zaznaczam te pozycje, które mają miękkie kartki (my już kilka takich mamy, ale zawsze je zabieram po czytaniu, bo inaczej by nie pożyły długo).

Disclaimer: Czytacie to na własną odpowiedzialność. Autorka tego wpisu nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne bankructwa finansowe czytających :D

Wydawnictwo Dwie Siostry - relatywnie młode wydawnictwo, ale prężnie się rozwijające i wydające wiele bardzo dobrych książek. I zdobywające wiele różnych nagród i wyróżnień. Jak byłam w ciąży, to jeszcze znałam całą ich ofertę - obecnie troszkę nie nadążam ;)

Tu znajdziemy popularne pozycje jak "Księga dźwięków" Soledada Bravi, "Miasteczko Mamoko" Mizielińskich, ich piękne "Mapy", seria Ulica Czereśniowa R. S. Berner, "Elmer" Davida McKee, książki Oli Cieślak: "Co by tu wtrąbić", "Co wypanda, a co nie wypanda", "Od 1 do 10" czy "Różnimisie" Agaty Królak, a także dla trzylatków "Misiową piosenkę" (miękka). Mężnego na targach zachwyciła pozycja wydana w marcu 2016 "W domu, w dziczy, na ulicy. Rozbrykany słownik obrazkowy", który jest pozycją obowiązkową przy naszych najbliższych zakupach książkowych.




Wydawnictwo Babaryba znane głównie z zakręconych w swej idei książek Herve Tulleta m.i.n. "Naciśnij mnie", "Kolory", "Książka z dziurą", ale też wydanych pod koniec 2015 czterech książeczek dla najmniejszych: "Super tata", "Duży czy mały?", "Już jadę" i "Ufo kuku!". Do tego dorzucić można kilka książek obrazkowych, których kiedyś było jak na lekarstwo, a ostatnio zrobiły się popularne i każde wydawnictwo stara się mieć je w swojej ofercie (mi akurat ten sposób prowadzenia kreski w wydanych książkach mniej się podoba, ale może Mani albo Wam się spodoba). Uwagę zwracają też dwie mniej znane, a polskie i ciekawe książki Wandy Chotomskiej z rysunkami Edwarda Lutczyna, znanego polskiego rysownika o dosyć charakterystycznej kresce: "Kurczę blade" i "Smok ze smoczej jamy" (wydania dwujęzyczne).

niedziela, 8 maja 2016

20 miesięcy

Mania jest przesłodka. Popatrzyliśmy wczoraj na nią i stwierdziliśmy, że mogłaby już nie rosnąć. To taki mały aniołek w burzy loków z dołkami w policzkach. Starsze sąsiadki mówią, że jest jak z reklamy. Może inne dzieci też tak mają, ale ją zna pół osiedla i wszyscy okoliczni właściciele psów. "Zobacz Fafik, Marysia do ciebie idzie!". A obcym Mania daje się kochać jeszcze bardziej niż rodzinie - od dawna wita się, żegna, uśmiecha, robi papa, czasami wysyła buziaczki. Księżna Katarzyna by się jej nie powstydziła. Zresztą jak mała księżniczka od zawsze je z zamkniętą buzią, nie mlaszcząc, a po posiłku wyciera buzię i dłonie serwetką. Jak coś rozleje, to też wytrze. Obserwuję ją z lekkim niedowierzaniem.

Oczywiście ma swoje szaleństwa - na niejedzenie, na nieprzewijanie, na niesiadanie na nocnik, na niemycie głowy i nieczesanie - czasem z tym wszystkim jest naprawdę ciężko. Ale w końcu to człowiek z własnymi kaprysami. Szaleństwo i temperament huraganu trochę osłabły po ukończeniu przez nią 1,5 roku, nawet jeszcze niedawno mogłam powiedzieć, że jest całkiem spokojna, ale od kilku dni huragan zaczyna się pojawiać coraz częściej. Ciężko ją też wyciągnąć z placu zabaw, szczególnie z piaskownicy.

piątek, 6 maja 2016

O zabawie i zabawkach

Postanowiłam zrobić ten wpis, jak na jednym forum dotyczącym pedagogiki Montessori przeczytałam pytania:
"Czy Wasze dzieci mają normalne zabawki?"
"Czy zabawa samochodami jest...nie wiem, jak to ująć-bezproduktywna/niepożądana?
"Jestem tu nowa. Podoba mi się myśl Montessori, chciałabym, żeby moje dziecko, które się niedługo narodzi, mogło się uczyć, nie chciałabym, żeby marnowało czas"
"Czytałam w jakiejś pozycji Montessori <<Im mniej zabawek, tym lepiej. A jeśli zabawki, to coś wnoszące w rozwój dzieci>>. No i zastanawiam się czy misie i lale coś wnoszą czy nie?"

Pomyślałam, o Jezu, co też siedzi w głowach tych rodziców. Przeczytali coś o podejściu Montessori (i chwała im za to, że czytają), a może nie, może tylko gdzieś coś usłyszeli i weszli na forum, usłyszeli coś o zabawkach Montessori, spodobała im się jakaś myśl, wycięli jakiś fragment z kontekstu, w ogóle nie patrząc na aspekt szerzej. Czytałam tylko dwa dzieła Marii Montessori, więc ekspertem od jej pedagogiki nie jestem, ale z tego, co zdążyłam sobie przyswoić jej podejścia do życia, nie wierzę, żeby była wrogiem "zwykłych" zabawek. Moim zdaniem, ona po prostu o nich nie pisała, bo w jej czasach były w domu każdego dziecka i chyba nawet jej się w głowie nie mieściło pomyśleć, że dziecku trzeba wyrzucić lalkę. Dla mnie główne idee pedagogiki Montessori są bardzo zbliżone do mojej ukochanej Korczakowskiej: szacunek dla dziecka, podążanie za dzieckiem, czyli zezwolenie mu na rozwój, kreatywność, samodzielność, traktowanie go jak człowieka (pamiętajmy, że oboje pedagogów nauczało jeszcze w czasach, kiedy mówiono "Dzieci i ryby głosu nie mają"), zwracanie uwagi na jego uczucia i potrzeby, dbanie o higienę i rozwój. Czy myślicie, że którekolwiek z nich zabrałoby dziecku lalkę albo misia? Od razu więc zastrzegam, by po powyższych cytatach nie oceniać metody Montessori, natomiast zachęcam do zapoznania się z nią, bo niesie ze sobą fajne rzeczy i wybrania dla siebie i dziecka tego, co się spodoba.

niedziela, 1 maja 2016

Szpital zamiast Szwajcarii

Miałam Wam wrzucić zdjęcia z lotniska Mani z jej już oswojoną walizką-biedronką Trunky. W Zurychu czekała na nią jej rówieśnica Zosia. Nawet Mania nauczyła się ostatnio mówić "Zosia". Niestety plany się pokrzyżowały i kilka godzin przed wylotem przyjęto mnie do szpitala z delikatnymi acz podejrzanymi objawami. Popłakałam sobie chwilę w swoim nowym łóżku - najmniej nad sobą, bardziej nad tyle wyczekiwanym przez mężnego urlopem i małą Manią pozbawioną na kilka dni mamy. Ale szybko padłam ze zmęczenia.

Mania okazała się dosyć dobrze znosić rozłąkę. Pierwszej nocy obudziła się z płaczem, a moja mama powiedziała jej, że jestem w pracy. Przyjęła to jak gdyby nigdy nic i poszła spać dalej. Ale potem już czuła, że coś jest nie tak - była taka cicha i grzeczna. W szpitalu nie chciała się do mnie przytulić, czułam jakąś rezerwę, może strach, nie wiem, co siedziało w tej małej główce. Nie chciała śpiewać, nie chciała się bawić. Nagle zaczęła się tulić i tak się tuliłyśmy cichutko.

sobota, 30 kwietnia 2016

Moje pierwsze książki: "Jest tam kto?" Anna-Clara Tidholm (9M+)

Zachęcona książką "Gdzie idziemy?" Anny-Clary Tidholm po jej przekartkowaniu, wraz z nią kupiłam od razu drugą pozycję tej autorki. "Jest tam kto?" zachęca nas do odwiedzin i stawia nas pod drzwiami czyjegoś domu.


Żeby wejść, musimy zapukać. Puk puk. Jest tam kto? Oczywiście, że jest! Zaglądamy do małego Kajtka, którzy z radością bije w bęben. W kolejnych pomieszczeniach, do których prowadzą kolejne drzwi, są króliki, pan z kotem, małpy, misie. Pukamy w drzwi razem Manią. Twardy karton daje dobre echo. Puk puk! Jest tam kto?! W przedostatnie drzwi pukamy już ciszej. Szeptem pytamy, kto tam jest, bo niektóre misie już śpią. Zostały ostatnie drzwi. Ooo, już noc - te drzwi wyprowadzają nas na dwór.

piątek, 29 kwietnia 2016

Ulubione zabawki w wieku 1,5 roku

Poniżej prezentuję Mani ulubione zabawki w wieku ok. 1,5 roku. Każde dziecko ma inne preferencje, ale jest to jakaś inspiracja. Nie ma dużych zmian wobec zestawienia na koniec roku, ale Mania dojrzała i porzuciła swojego misia przytulisia. Może dobrze, bo zawsze bałam się, co będzie, gdy zginie, a znalazłam go tylko w jakimś holenderskim sklepie internetowym.

1. Książki - na pierwszym miejscu te Anny-Clary Tidholm, Mania kocha czytać dużo i często. Ostatnio wracam z pracy i słyszę od swojej mamy: "No, Mańka to mi dzisiaj dała w kość!", przed oczami staje mi moje dziecko, które wyrzuca zawartości wszystkich szuflach, nie chce jeść, drze gazety i rozlewa wodę z bidonu, "Kazała mi czytać i czytać, czytać i czytać, już mi literki przed oczami latały..." :D

2. Lalki - dwie zostały nazwane "dzidzi", nie ma bez nich spania, wozi je w wózku cały dzień na zmianę z misiami, buja w swoim bujaku, lula, a-a-a kukika... (=koty dwa) ostatnio dostała kołyskę i mam nadzieję, że lulanie lalek w kołysce zajmie ją na kilka-kilkanaście minut.

3. Wózek dla lalek - służy nie tylko wożeniu lalek i misiów, ale robi za auto służbowe, czyli terenowe. Mania sama wyszukuje sobie tor przeszkód - przejechanie za stołem (jak się jej wózek nie mieści czy nie chce się "złamać" na zakręcie, to jest niezła awantura jeszcze zanim zdążę dobiec i pomóc), po plecaku taty (dlatego drugą czynnością mężnego po przyjściu do domu i ściągnięciu butów jest wyciągnięcie laptopa), po ładowarkach, pod suszarką na bieliznę i suszącymi się ubraniami, są też próby zaparkowania wózka na walizce czy bujaczku.

czwartek, 28 kwietnia 2016

Różności - kwiecień

2/04 Pierwsza samodzielnie ubrana bluzka. Moja ;)

4/04 Mania przyłożyła lalce telefon do ucha i woła "alo". " Lala rozmawia przez telefon?", pytam. "Tak!". "Naprawdę?". "Nieee", odpowiada że słodkim uśmiechem i spojrzeniem mówiącym " Mamo, oszalałaś?" :D

5/04 Babcia pokazała Mani świeży kopiec kreta. Tylko kopiec się zaczął ruszać i nieźle Manię nastraszył :)

6/04 Mania liczy wspólnie na palcach do trzech. "Ciii" (trzy) jest najlepsze, bo w czasie spacerów z rodzicami się skacze za ręce na trzy. Czasem podaje nam ręce, idzie idzie i nagle "ci!" i puszcza nogi, ciągnąc nas ku ziemi ;)

8/04 Pierwsze powtórzone trzysylabowe słowo: pa-ku-ga = papuga. Wcześniej zawsze sobie skracała, np. Enta = Aneta, auto = autobus.

środa, 27 kwietnia 2016

"Magia sprzątania" Marie Kondo - recenzja

Pierwszy raz o Marie Kondo przeczytałam rok temu w gazecie. Pomyślałam: niewiarygodne, ta kobieta ma tyle lat, co ja, dziecko w moim wieku, odniosła niesamowity sukces, jej książki sprzedają się jak świeże bułeczki, jeździ po całym świecie, a na jej wykłady jest dwumiesięczna kolejka. I jeszcze do tego ma męża, który wspierał ją w tym pozornie szalonym pomyśle, by ze sprzątania zrobić biznes.

Ze sprzątaniem nie mam większego problemu, najlepszą moim zdaniem książką, która mi służy, jest ta napisana przez Kim Woodburn i Aggie MacKenzie z popularnego brytyjskiego programu "How Clean is Your House?" (do znalezienia w YT - polecam). Moim zdaniem dużo lepsza od "Perfekcyjnej Pani Domu" (w każdym razie polskiej). Ale z racji tego, że wywiad z panią Kondo został opublikowany w związku z wydaniem jej książki "Magia sprzątania" w Polsce, ascetyczna okładka tej książki pojawiała mi się często przed oczami, nawet w Rossmannie. I zaciekawiała. Gdy więc któraś księgarnia Internetowa wystawiła elektroniczne wydanie za 9,90 zł, złamałam się i kupiłam.


niedziela, 24 kwietnia 2016

Światowy Dzień Książki - targi książki

Dzisiaj Światowy Dzień Książki. Z tej okazji odwiedziliśmy festiwal książki dziecięcej Tere-Fere w Warszawie.


Kupiliśmy kilka książek i zrobiliśmy długą listę kolejnych pozycji do nabycia. Musieliśmy się mocno powstrzymywać, żeby nie wyjść z kilkoma reklamówkami, tym bardziej, że niektórzy wystawcy mieli niezłe rabaty.

czwartek, 21 kwietnia 2016

Fakty i mity o RWFach

Kiedyś jeździliśmy bez fotelików i żyjemy. Dziecko miało wygodnie, mogło sobie pospać wzdłuż na kanapie. 
FAKT Było nam przyjemnie i wygodnie, ale żyjemy tylko dlatego, że nigdy nie ulegliśmy wypadkowi (a w każdym razie nie poważnemu), ALE! to nie znaczy, że wtedy ludzie i dzieci nie ginęli. Po prostu, ilość zabitych i rannych w stosunku do wielkości populacji jest na tyle mała, że prawie nikt z nas nie ma ofiar wypadków samochodowych wśród bliskiej rodziny i najbliższych znajomych. A w naszym umyśle jak coś nas nie dotyczy, to tak do końca nie istnieje. Jak dobrze pomyślimy, to zwykle jakaś historia nam się przypomni. U mnie w Sandomierzu była kwiaciarnia, do której często zaglądałam - po kwiaty, po ziemię, po różne bibeloty na prezent, bo kiedyś najwięcej ich było w kwiaciarniach. Prowadził ją wesoły młody mężczyzna i jego naprawdę przepiękna żona. Wybudowali dom, rozbudowali kwiaciarnię. Mieli chyba dwoje dzieci. Któregoś dnia mieli wypadek - kierujący mężczyzna wyszedł z niego z obrażeniami, jego żona i dzieci zginęli. Został sam, bez rodziny, w pustym domu, kwiaciarnia podupadła. Widziałam go później na ulicy - wrak człowieka. Być może dzieci miałyby szansę przeżyć porządnie zapięte w dobrych fotelikach (pytanie czy w ogóle miały jakiekolwiek w tamtych czasach). To, że właśnie my żyjemy, znaczy, że mieliśmy szczęście, że nie uczestniczyliśmy w żadnym wypadku (nie mówię o zwykłej stłuczce). Bo gdybyśmy uczestniczyli, mielibyśmy małą szansę na wyjście z niego bez szwanku.  

Dobrze/Mało/Powoli jeżdżę. Nie będę mieć wypadku. 
MIT To, że mało jeździsz, przekłada się na mniejsze doświadczenie. Jak jeździsz dużo, możesz się kiedyś poczuć zbyt pewnie na drodze i przecenić możliwości swoje i swojego samochodu. A nawet jak faktycznie jesteś bardzo dobrym kierowcą, pamiętaj, że na drodze jest duża liczba słabych kierowców i różne przypadki losowe, np. wybiegający na drogę pies (żeby tylko nie dziecko), kierowca, który nagle zasłabnął (to dotyczy także Ciebie), strzelająca opona, usterka samochodu, butelka, która poturlała Ci się pod nogi/pedały, oślepienie przez światła/słońce, gwałtownie zmieniające się warunki pogodowe.  


niedziela, 17 kwietnia 2016

Małe radości

Mało kto z nas potrafi już znaleźć szczęście w sobie, tu i teraz. Ludzie szukają go gdzieś daleko, w rzeczach, chodzą na kursy rozwoju osobistego, przedkładają obce nad swoje. Jakoś tak się dzieje, że napotkany w trakcie podróży starzec w Argentynie staje się mędrcem, a babcia z klatki obok jest już tylko starym mocherem, chociaż doświadczenia i mądrość mogą mieć podobne.

Kiedyś na pierwszym roku studiów poznałam chłopaka z Delhi. Poprosiłam, żeby nauczył mnie wschodniej filozofii, pokazał, co jest w życiu ważne. Powiedział, że nikt mi tego nie pokaże, bo każdy człowiek musi sam w sobie znaleźć swoje szczęście i swoją drogę. Nie chciał być moim nauczycielem, a dzięki temu zdaniu został jednym z ważniejszych w życiu. Mam już swoje szczęście i swoje miejsce na świecie. Nie potrzebuję nauczyciela. Ale jeżeli Ty go jeszcze poszukujesz, popatrz na dziecko. Ono statystycznie śmieje się 300 razy dziennie, a my tylko 10. Żyje tu i teraz. Cieszy się z każdego napotkanego psa, mrówki i kałuży. Ważniejsze jest dla niego być niż mieć.

Jest godzina 8 rano i piękna pogoda w Sanomierzu. Mania karmi i głaszcze koty ciotki i wręcz pieje z zachwytu. Ja wystawiam głowę do słońca, które już praży jak w południe. Będzie naprawdę cudowny dzień. Nie jadłyśmy jeszcze śniadania, ale nigdzie nam się nie śpieszy. Jesteśmy szczęśliwe.

sobota, 16 kwietnia 2016

Jaki kupić fotelik następny

O pierwszych fotelikach i o tym, kiedy przesadzić dziecko do następnego fotelika już pisałam. Teraz czas na foteliki następne. W moim przypadku wybór okazał się bardzo prosty, ale może też dlatego, że miałam w tym zakresie sporą wiedzę (i wsparcie dobrego sprzedawcy). Dzielę się więc nią i mam nadzieję, że poniższy wpis pomoże komuś podjąć decyzję.

(Żródło: www.pro-test.pl)


TYPY FOTELIKÓW

Podział wg wagi dziecka
Foteliki następne to foteliki z kategorii wagowej 9-18 kg, 9-25 kg, 0-18 kg i 0-25 kg. Bywają też takie 9-36 kg. U niektórych producentów (ale też w homologacji ECE) można się też spotkać z innym nazewnictwem, tj. 0 (0-9 kg), 0+ (0-13 kg), 1 (9-18 kg), 2 (15-25 kg) i 3 (22-36 kg) wraz z kombinacjami typu 0+/1 (0-18 kg), 1/2 (9-25 kg), 1/2/3 (9-36 kg). Część sprzedawców twierdzi, że foteliki o dużych zakresach wagowych nie do końca nadaje się do wożenia dziecka z dolnej granicy wagowej, gdyż mimo dodatkowych wkładek takie dziecko zapada się w fotelik. Foteliki od 9 kg i tak naprawdę większość fotelików 0-18 kg nie nadają się dla dziecka, które samodzielnie nie siedzi poza 2-3 modelami.

Podział wg metody montażu:
- montaż tylko na pasy samochodowe,
- montaż na isofix i/lub pasy samochodowe.

Foteliki następne montuje się w bazę, która jest na isofix (do 18 kg, bo na tyle obecnie pozwala ten system, trwają rozmowy nad przeniesieniem tej granicy do 22 kg, ale to raczej kwestia kilku lat) lub na pasy. Wiele z nich ma podwójny system montażu, więc te do 25 kg lub 36 kg można np. najpierw montować na isofix, a jak dziecko przekroczy 18 kg, to przepiąć na pasy (isofix najlepiej jest pozostawić, bo dodatkowo stabilizuje taki fotel). Albo w swoim samochodzie wozić na isofixie, a przy okazjonalnym korzystaniu z samochodu, który tego systemu nie ma (np. samochód zastępczy, samochód dziadków) w pasach. Potocznie mówi się, że system isofix jest bezpieczniejszy. Technicznie isofix sam w sobie nie zwiększa bezpieczeństwa przewożenia dziecka, a raczej neutralizuje obniżenie tego bezpieczeństwa z racji niepoprawnego montażu (badania w USA przed wprowadzeniem systemu LATCH, czyli amerykańskiego brata isofixa, pokazały, że 3 na 4 foteliki były źle zamocowane). Dobrze zamontowany fotelik na pasy jest tak samo bezpieczny jak ten na isofixie, jego wadą jest to, że łatwiej jest popełnić błąd przy montażu, pasy trzeba co jakiś czas dociągać i albo za każdym razem luzować pas piersiowy przed wyjęciem dziecka, a po włożeniu ponownie zahaczać go o tył fotelika albo zostawić ten pas zamontowany na stałe i przekładać dziecko nad nim. Minusem isofixa jest to, że, jak twierdzą niektórzy, czasami na opadających w tył kanapach ciężej jest wypoziomować bazę z racji sztywnego przyłącza isofix. Kluczowe jest tu mocne wciśnięcie fotela w brzeg kanapy - mi się w miarę udało, ale też pomogła mi kilkustopniowa regulacja fotelika. Dostępne są też dodatkowe bazy poziomujące.

Podział wg kierunku montażu:
- montowane przodem (ang. FWF - front way facing lub FF - forward facing),
- montowane tyłem (ang. RWF - rear way facing lub RF - rear facing),
- z opcją montażu i przodem i tyłem (ang. convertible).

Te ostatnie foteliki mają opcję odwrócenia, więc możemy "przekształcić" je z RWF w FWF. Przy czym niektórych modeli można używać tyłem w pełnym zakresie ich wagi (np. Axkid Kidzone 9-25 kg można montować i przodem i tyłem do 25 kg), a w innych istnieje konieczność odwrócenia ich przy pewnej masie/wzroście dziecka (np. Klippan Triofix Recline 9-36 kg można montować na oba sposoby do 18 kg, a powyżej tej granicy tylko przodem). W ramach fotelików obracanych są też foteliki 360 stopni. Ich nie przepina się przód-tył, a obraca na specjalnych łożyskach. Wygodna jest tu możliwość ustawienia ich przodem do drzwi na czas wkładania/wyciągania dziecka.

Podział wg zapięcia dziecka:
- na pasy trzy- lub pięciopunktowe,
- z osłoną tułowia/półką.

Te drugie część testów zdają śpiewająco (np. ADAC i OEAMTC), więc dostały sporo gwiazdek, ale część testów oblewają (np. UTAC). Producenci chwalą się, że w porównaniu do fotelików na pasy dziecko ma więcej swobody, nie ma tu ryzyka zbyt słabego naprężenia pasów, co jest niebezpieczne dla dziecka, oraz momentu w FWFie zawieszenia na pasach i przeciążenia głowy w trakcie uderzenia (odrobina mechaniki ruchu w akapicie Jaki najbezpieczniejszy?), tylko dziecko "leci do przodu, odbija się i wraca", jak to elegancko określił ekspert marki Kiddy tu. Nie mówi tylko, że od tej półki odbija się brzuchem, co może skutkować zmiażdżeniem organów wewnętrznych. Dodatkowo często nie były one w stanie utrzymać dziecka przy dachowaniu, które to ma udział ok. 7,5-8% we wszystkich wypadkach. Właśnie dlatego w 2014 roku zmieniono testy homologacji ECE i dodano do nich dachowanie - po raz pierwszy testy homologacji stały się bardziej rygorystyczne niż niezależne testy jak ADAC, OEAMTC czy ANWB. 7 poprawka do ECE R44/04 wyklucza też foteliki, w których głowy manekina może uderzyć o półkę. Niestety modele, które dostały homologację wg starszych wytycznych mogą być nadal sprzedawane, a na samej naklejce homologacji nie ma informacji, która to wersja, więc jeżeli już ktoś bardzo się napali na taki fotelik, niech chociaż poszuka tych informacji w Internecie. Nadal aktualnym kontrargumentem przeciwko fotelikom z osłoną jest to, że testowe manekiny mają czujniki tylko na szyi i klatce piersiowej, więc ewentualne uszkodzenia wrażliwych organów wewnętrznych brzucha przez osłonę nie są przez te testy wykazywane. Trochę o tym na osiemgwiazdek tu i tu (acz sprzed czasów nowej homologacji) PS. Sami przedstawiciele Cybexa przyznają, że RWF są bezpieczniejsze od ich fotelików, ale swoje foteliki uważają za bezpieczniejsze niż FWF na pasy. Podsumowując, fotelików z półką nie kupujemy.

Podział wg możliwości odchylenia
W foteliku następnym pojawia się dodatkowa opcja, a mianowicie jego wychył, czyli możliwość przestawienia fotelika w pozycję półleżącą, co przydaje się, gdy dziecko zaśnie - nie tylko dla jego wygody, fizjologii, ale też bezpieczeństwa (opadająca głowa obciąża kark, utrudnia oddychanie i zwiększa ryzyko uszkodzeń przy wypadku). Przy niektórych modelach pozycji nie można zmieniać w trakcie jazdy, więc już przy montażu należy zdecydować się na wybraną pozycję.

GDZIE MONTOWAĆ?

Miejsca w samochodzie od najbardziej do najmniej bezpiecznego:
- środek tylnej kanapy (jeżeli jej profil i pasy pozwalają na montaż),
- miejsce za pasażerem,
- miejsce za kierowcą,
- miejsce obok kierowcy (tylko przy wyłączonej poduszce powietrznej!).
Więcej szczegółów we wpisie o pierwszych fotelikach w punkcie o tej samej nazwie.

JAK MONTOWAĆ?

Należy dokładnie przeczytać instrukcję montażu i się jej stosować, regularnie naprężać pasy, a o innych istotnych rzeczach przy montażu przeczytasz we wpisie o pierwszych fotelikach w punkcie Jak montować.

JAKI NAJBEZPIECZNIEJSZY?

Dawniej w Polsce mówiło się, że najważniejsze, żeby fotelik miał dużo gwiazdek. Teraz dobry sprzedawca powie, że najlepszy fotelik to RWF. Oczywiście ważne jest to, żeby fotelik był dobrze dopasowany do kanapy, bo nawet najlepszy fotelik "latający" po siedzeniu nie zapewni dziecku bezpieczeństwa.

Wożenie dziecka tyłem do kierunku jazdy jest dużo bezpieczniejsze niż przodem. W przypadku większości uderzeń, siła wbija wtedy plecy dziecka i głowę w fotelik (fotelik pochłania większość siły uderzenia), a przy FWF wbija brzuch i klatkę w pasy (ciało dziecka pochłania uderzenie), a głowa opada bezwładnie do przodu. To opadnięcie głowy jest dużo bardziej niebezpieczne niż w przypadku dorosłego, gdyż a) głowa dziecka jest proporcjonalnie do ciała dużo większa i cięższa, b) mięśnie karku są bardzo wiotkie, a kręgi dużo delikatniej połączone. Stąd ryzyko uszkodzenia kręgosłupa jest dużo większe niż u dorosłego siedzącego przodem i przypiętego pasami. Dlatego zaleca się wożenie dziecka tyłem tak długo, jak się da. Najbardziej wiarygodnym i restrykcyjnym testem fotelika jest szwedzki Test Plus, który bada nacisk na szyję dziecka w trakcie wypadku. Zdają go tylko foteliki, w których siła ta jest na tyle mała, że nie złamie dziecku szyjnego odcinka kręgosłupa. Nie jest on ograniczony tylko do fotelików montowanych tyłem, ale żaden z montowanych przodem go nie zaliczył i chyba nigdy nie zaliczy! Dodatkowym plusem RWFa przy uderzeniu czołowym jest mniejsze ryzyko obrażeń od odłamków, np. rozbitej przedniej szyby czy części karoserii, bo fotelik izoluje dziecko od przedniej części samochodu.

Co dzieje się z głową dziecka w trakcie wypadku czołowego? Najpierw ciało dziecka leci bezwładnie do przodu aż jego tułów mocno wbija się w pasy i zatrzymuje się, głowa leci dalej i przy dużej sile jej ciężar łamie kręgosłup (co się dzieje potem nie ma już znaczenia). Przy mniejszej sile uderzenia szyja się nadweręża, ale rdzeń kręgowy pozostaje nienaruszony, za to mózg leci do przodu siłą bezwładności i uderza o czaszkę, co często kończy się wstrząśnieniem mózgu. Brutalne, wiem, przepraszam. Przeszedł Cię dreszcz? Powinien, bo skoro to czytasz, to najpewniej właśnie decydujesz o bezpieczeństwie swojego dziecka. Poniżej filmik wrzucony na YouTube przez tylem.pl


A co z uderzeniem bocznym? Poza bardzo specyficznymi przypadkami (np. samochód wpada w poślizg, przekręca się i uderza bokiem w drzewo czy latarnię albo inny samochód uderza w nasz, gdy właśnie stanęliśmy na parkingu, ale jeszcze nie wysiedliśmy), odbywa się ono zazwyczaj wtedy, gdy oba pojazdy są w ruchu. Wtedy RWF również zwiększa bezpieczeństwo naszego dziecka, bo uderzenie zwykle wyhamowuje naszą prędkość,a siła bezwładności wciska dziecko głębiej w fotelik, a osłony boczne głowy lepiej ją chronią przed uszkodzeniem. W przypadku FWFa siła bezwładności wyrzuca dziecko do przodu aż do jego zatrzymania się na pasach, a jego głowa staje się bardziej odsłonięta, przez co jest większe ryzyko jej uszkodzenia.

W przypadku uderzenia innego samochodu w nasz tył sytuacja jest odwrotna niż przy uderzeniu czołowym. Dziecko w RWFie najpierw jest wyrzucane do przodu na pasy, a potem (gdy samochód uderzający w nasz tył zaczyna hamować) siła bezwładności wpycha go znowu w fotelik. Ale! Tego typu uderzenia charakteryzują się dużo niższą siłą, bo różnica prędkości obu samochodów jest dużo mniejsza (tu prędkości odejmują się), a najczęściej są to małe stłuczki np. przy skrzyżowaniu czy nagle pojawiającym się korku - gdy my już wyhamowaliśmy, a kierowca za nami się zagapił i nie zdążył. Wg foteliki-pod-lupa.pl średnia prędkość przy takich uderzeniach to 30 km/h. Stąd dzieci wychodzą z takich zderzeń z mniejszymi obrażeniami niezależnie od typu montażu fotelika. Potwierdzają to też statystyki - w 2014 roku w przypadku zderzenia tylnego był tylko jeden zabity na 20 wypadków, a przy zderzeniu czołowym jeden zabity na 6 wypadków (na podstawie danych z raportu "Wypadki drogowe w Polsce w 2014 roku" Komendy Głównej Policji).


Inne wpisy z cyklu:

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Czytanie to wyzwanie 11-20/52

11/52 Leszek Talko, "Dziecko dla początkujących" - przezabawny autoironiczny "podręcznik", a może nawet anty-podręcznik, przeczytana drugi raz (moja recenzja)
12/52 Ola Cieślak, "Od 1 do 10" - docelowo do nauki liczenia dla trochę starszych dzieci, ale Mania lubi oglądać obrazki ze zwierzętami
13/52 Soledad Bravi, "Księga dźwięków" - świetna książka, ale wykonanie słabe, wszystkie się rozsypują
14/52 Marie Kondo, "Sztuka sprzątania" - druga moja dorosła i nierodzicielska książka od początku roku, która nie ma nic do czynienia z dziećmi, pokładałam w niej duże nadzieje, ale nie porwała mnie (moja recenzja)
15/52 Eva Susso, Benjamin Chaud, "Lalo gra na bębnie" - "must have",  tylko miękkie kartki
16/52 "OnoMaTo czyli zabawa dźwiękami - co słychać?" - nowy nabytek mężnego, podobne do "Księgi dźwięków", ale rozbite na kilka książeczek, więc się nie rozpada i wygodnie czyta
17/52 "OnoMaTo czyli zabawa dźwiękami - instrumenty muzyczne"
18/52 "OnoMaTo czyli zabawa dźwiękami - zwierzęta wiejskie"
19/52 Pamela Druckermann, "Dlaczego w Paryżu dzieci nie grymaszą" - polecam każdemu rodzicowi, przeczytana drugi raz
20/52 Anna-Clara Tidholm, "A dlaczego?"

sobota, 9 kwietnia 2016

Nienawidzę chorować

Ostatnio w trakcie remanentu odkryłam w kuchni dwa słoiki z malinami. Pomyślałam, że tak bardzo brakowało mi ich w zimie, gdy robiłam herbatę z imbirem, cynamonem, goździkami i miodem, a tu przyszła wiosna i nie wiadomo czy je zjeść same czy trzymać do kolejnej zimy. Niestety okazja się nadarzyła.


Jeszcze, żeby człowiek mógł się w weekend wygrać w łóżku. A jest jak w tej reklamie - "mamy nie biorą zwolnień". Ale chociaż drzemię w południe z Manią. Mani lekko kapie z nosa, ale na razie się trzyma.

sobota, 2 kwietnia 2016

Idziemy do Zoo, czyli jakie zwierzęta kocha moje dziecko


To chyba czwarta albo piąta wizyta Maryni w Zoo. Trzeba korzystać, wiosna przyszła, pogoda piękna, karnety roczne kurzą się w szufladzie. Taka pogoda jest najlepsza na zwiedzanie - temperatura jest optymalna i dla dziecka i dla zwierząt. Przy trzydziestu stopniach w lecie moja córa zdycha tak samo bardzo jak lwy i tygrysy, mimo że to zwierzęta z cieplejszych regionów. Chyba tylko hipopotamom zawsze dobrze, bo mają swoje chłodne bajoro, znaczy basen. Kiedyś zdarzało nam się nawet zaglądać tam okazyjnie w zimie - niezłe pustki były, ale zwierzęta w dużo lepszej formie niż latem. Za to raz nie odśnieżono porządnie uliczek i skakałam przez zaspy o kulach - chociaż raz to zwierzęta miały coś bardziej egzotycznego do oglądania :) W ogóle jak sobie pomyślę o sobie kulawej w lutym w Zoo, to stwierdzam, że jednak niezłymi wariatami kiedyś byliśmy z mężnym.

czwartek, 31 marca 2016

Małe sukcesy i uśmieszki - luty, marzec

Takie drobiazgi, niby niezauważalne, ale przynoszące radość bądź uśmiech. Nie ma jak z tego zrobić wpis, ale szkoda zapomnieć. Niech wpadnie więc we wspólny worek.

21/02 Pierwsza samodzielnie ubrana czapka.

25/02 Mania po raz pierwszy zmieniła mi tapetę na tablecie. Na co? No jak na co, na autobus!

20/03 Pierwsze próby zakładania i ściągania spodni

21?/03 Wchodzimy do małego sklepu, ciasno, mężny stawia wózek pod półką ze słodyczami, Mania wyciąga ręce, być może powiedziałam coś w stylu "Przestaw ją pod kurczaki", ale raczej nie. Po kilku minutach Mania pokazuje na rożen, miga "kura" i woła "ko ko ko".

Kobiecość

Matka - kobieta?

Wydaje się, że nie ma nic bardziej kobiecego niż macierzyństwo. W praktyce jednak większość z nas robi się gruba, nieporadna manualnie, a za boginie płodności mogą uchodzić co najwyżej modelki w ciąży. My bardziej przypominamy ideały neolityczne bądź barokowe. Może nawet nadal podobamy się swoim partnerom, ale sobie samym zwykle nie bardzo. Ja  przez pierwsze pół ciąży tyłam książkowo, potem coraz szybciej, w dodatku mocno puchłam. Myślałam o sesji ciążowej, ale odpuściłam, bo i tak nie mogłam patrzeć na siebie na zdjęciach. Nawet nie miałam super dużego brzucha, ale cała byłam taka jakaś... wielka. Ze dwa tygodnie przed porodem ledwo mogłam się schylić, ale w jakimś desperackim akcie kobiecości zrobiłam sobie sama pedikiur i pomalowałam paznokcie u rąk i nóg.

Po porodzie wcale nie jest lepiej - brzuch wygląda jak w szóstym miesiącu ciąży albo wisi, piersi pękają od mleka, często zostaje parę nadprogramowych kilogramów, rozstępy tu i tam (jak nie na brzuchu, to na udach czy piersiach). Do tego dochodzą bóle od kurczącej się macicy, szwów i nawału mlecznego. I strach przed najzwyklejszymi ludzkimi czynnościami jak pójście do toalety czy pod prysznic (przez te szwy). Sama weszłam w macierzyństwo pewnie, świadomie, ze spokojem wewnętrznym, ale miałam taki dzień zaraz po powrocie do domu, że położyłam Manię spać, poszłam pod prysznic, myłam się i ryczałam - z fizycznego bólu i braku pogodzenia się ze zmianami, które zaszły w moim ciele. Tak, jakby coś pękło. O wielu sytuacjach z okresu noworodkowego takich jak nocne pobudki, kolki, całodzienne kicanie po domu z dzieckiem na rękach praktycznie zapomniałam (nie tylko ja - "Ona była taka grzeczna, jak była malutka" powiedział niedawno mężny). Ale ten szloch pod prysznicem będzie tkwił w mojej głowie tak samo silnie jak emocje z porodu. Chyba przez wiele lat. A i tak byłam szczęściarą, bo ominął mnie baby blues. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że każdy poród to nieodwracalny 5% uszczerbek na zdrowiu kobiety (nie tylko w wyglądzie, ale też zależnie od przypadku np. spadek gęstości kości, pogorszenie wzroku, pieprzyki czy włókniaki, pojawienie się alergii, itp.).

niedziela, 27 marca 2016

Wesołych Świąt!

Święta u nas jakieś takie nieogarnięte. Przez zajęte urlopem dwa ostatnie weekendy nasze porządki były mniejsze niż kompleksowo-pedantyczne, a ponieważ odwiedzamy mamę i teściów, też nie gotowałam. Wiem, że nie sprzątanie i nie upychanie lodówki jest najważniejsze w świętach, ale przede wszystkim przeżycia religijne i zaraz za nimi spędzenie czasu z rodziną, ale te porządki to taki nawyk z dzieciństwa. Zapach pastowanej podłogi, zapachy z kuchni, pieczenie ciast innych niż zwykle, wspólne odsuwanie mebli i pucowanie kryształów, kieliszków i porcelany z witryny były takim symbolem, że tym razem jest inaczej, dzieje się coś wielkiego, ważnego. Przygotowujesz się jak na arcyważnego gościa, porządki w mieszkaniu są wstępem do poukładania samego siebie (nawet feng shui tak głosi), zatrzymujesz się na chwilę i skupiasz na "tu i teraz", taka aktywna medytacja wg myśli dalekowschodnich. Trochę mi tego brakowało, ale w sumie z pracą w piątek i małym dzieckiem, które po urlopie znowu zrobiło się mamusiowe nie jest tak łatwo zrobić wszystko. Nie wiem, jak moja mama ogarniała to 40 lat temu z dwójką małych dzieci, zmianowym systemem pracy, olbrzymimi kolejkami do wszystkich sklepów i czarnymi oknami i balkonem od sadzy w pobliskich kopalni, hałd i hut.

piątek, 25 marca 2016

Z dzieckiem na Malcie

Malta jest piękną niewielką (13 km długości) wyspą z towarzyszącymi jej jeszcze mniejszymi Gozo i Comino. Aż ciężko uwierzyć, że w czasie drugiej wojny światowej było to jedno z najmocniej bombardowanych miejsc.

Architektura jest piękna, w wielu miejscach można znaleźć małe kręte uliczki w stylu włoskim z domami w kolorze piaskowym i małymi Maryjkami na prawie każdym z nich. To bez wątpienia najbardziej religijny kraj w Europie. Z racji wąskich uliczek i wąskich chodników, czasem ciężko jest manewrować wózkiem i trzeba zejść na ulicę. Bardzo mało jest też drzew i napotkani Polacy czuli się tym lekko przytłoczeni. Mam wrażenie, że w letnim upale otwarte przestrzenie działają jak patelnia i co najwyżej wąskie uliczki mogą zapewnić odrobinę cienia. Beżowość miast, na początku ładna i schludna, po tygodniu troszkę męcząca, przełamuje granatowa lub lauzurowa woda oraz pływające po niej wielokolorowe łódki. Ponieważ wyspy są w dużej mierze klifowe, nie ma tam wcale tak dożo plaż, a jeszcze spora część z nich jest kamienista. Teraz w marcu były pustki, ale mam wrażenie, że w lecie jest bitwa o każdy metr plaży. Tak właściwie, to w ogóle nie wyobrażam sobie wakacji na Malcie w lipcu-sierpniu i z racji tłoku i temperatur.


czwartek, 24 marca 2016

"Dziecko dla początkujących", Leszek K. Talko

Druga rodzicielska książka, którą przeczytałam w ciąży po "Dlaczego w Paryżu dzieci nie grymaszą" Pameli Druckermann.

Leszek Talko, również felietonista w "Twoim Stylu" i piszący do miesięcznika "Dziecko", zebrał różne swoje opowiastki i przemyślenia z tego drugiego miesięcznika do swojej książki. Jej sukcesem jest lekkie pióro autora, olbrzymie pokłady autohumoru i autoironii oraz oczywiście szaleństwa jego syna zwanego Pitulkiem. Nie jest to poradnik (żadnego z nich jak dotąd nie ukończyłam), a raczej anty-poradnik. Z racji sporej ilości czasu w ciąży (kiedy to było?) pochłonęłam ją w dwa wieczory, regularnie wybuchając śmiechem. A potem jej dalsze części, czyli "Dziecko dla średniozaawansowanych" (wprowadzającą siostrę Pitulka Kudłatą) i "Dziecko dla profesjonalistów" (nie nie, na trzecie dziecko się państwo Talko nie zdecydowali).


Świetna, zabawna, chyba trochę przerysowana, myślałam. Po czym weszłam na lubimyczytac.pl odznaczyć książkę, zerknęłam na recenzje: "to dokładnie tak wygląda", "wydawała mi się wesoła, choć nieco przekoloryzowana. Cóż, dziś mogę powiedzieć, że jest to dokładny opis tego, co może spotkać młodych rodziców...". Ups. Serio?! Nikt nie mówił, że dzieci są takie straszne. Poczułam lekki niepokój.

wtorek, 22 marca 2016

Moje pierwsze książki: "Gdzie idziemy?", Anna-Clara Tidholm (9M+)

„Gdzie idziemy?” to wraz z drugą pozycją tej autorki ulubiona książka mojej półtorarocznej córki. Nie ma dnia bez jej przeczytania. Pierwszy raz spotkałam się z nią na targach Mamaville, gdzie pan ze sklepu Lamala prezentował mi kilka ciekawych pozycji dla maluszków. Pan cudownie komentował tę książkę, a ja naprawdę patrzyłam wielkimi oczami zafascynowana jak przedszkolak. „Musimy się ubrać, bo przecież nie możemy wyjść na dwór bez kurtki. Masz już kurtkę? To ubieramy czapkę, szalik i buty. Gotowe? To wyruszamy w drogę! Ale droga biegnie przed nami, a co jest za pagórkiem? Chodź, sprawdzimy! Tup tup tup (dwoma palcami po ścieżce). I co tam jest? (obracamy kartkę)…”

Źródło: www.zakamarki.pl

poniedziałek, 21 marca 2016

Zakupy w Zalando


Ostatnio Zalando.pl miało obniżki posezonowe do nawet 70% i udało mi się kilka rzeczy upolować. Dobre marki, o długiej żywotności, parę rzeczy na wyrost. Kiedyś byłam oporna wobec zakupów ubraniowych przez Internet, ale przekonała mnie głównie darmowa wysyłka i odsyłka niepasujących rzeczy. Do tego oszczędzam czas, a jak się dobrze trafi, to ceny są sporo niższe niż w outletach. Dodatkowo za newsletter jest 40 zł zniżki za zakupy min. 200 zł.

sobota, 19 marca 2016

Już w domu

Już w domu. Chyba raczej niestety niż na szczęście. Również dlatego, że z temperatur 16-20 stopni przeskoczyliśmy na 3 stopnie Celsjusza.

Mania odmówiła kąpania i padła. Dzięki temu, gdy zasypiała, mogłam ostatni raz wtulać się w jej włosy pachnące piaskiem, wiatrem i słońcem...

Było bardzo fajnie. Mania chłonęła nowe miejsca, w ogóle zapominając o zabranej lali i książkach (które ratowały nas w samolocie i czasem rankami przed godziną 8.00). Zapomnieliśmy też smoczka, ale nie był potrzebny. Dużo wrażeń: plaże, piasek, autobusy, samoloty, prom, konie na promie i w dorożkach, głaskanie sowy na plaży - nie dało się nudzić. Do tego ciągle mama i tata.


piątek, 18 marca 2016

O naszym miganiu i mowie

Na prośbę piszę o naszym miganiu. Nie jest to wpis ekspercki, ale subiektywny rodzicielski. Tych pierwszych znajdziesz w sieci kilka (o bobomigach i dlaczego warto),  natomiast na czyjeś wrażenia i opis, jak to w praktyce wygląda, jakoś nie trafiłam. Mam więc nadzieję, że komuś się przyda.

Ciężko mi nawet określić, na jakim etapie jest to nasze miganie - czy to jeszcze rozwój czy już schyłek. Mania już trochę mówi i znaki wprowadzone przy wymowie danych słów są słabsze albo w ogóle się nie przyjęły, np. mama, tata, baba. Generalnie ciężko mówić o miganiu w całkowitym oderwaniu od mówienia w wieku poniemowlęcym, bo jedno z drugim się uzupełnia.

Więc jak jest u nas z mówieniem? Po pierwsze widzę wielkie chęci do mówienia, ale równocześnie duże ograniczenia. Umysł by chciał, ale krtań nie pozwala. Co ciekawe, w jednych zlepkach zgłosek dany dźwięk się pojawia, a w innych nie chce (np. B - baba, bam, ale zamiast buda już duda, M - mama, muka, ale ta muka zamiast muuu robi buuu). W niektórych zbitkach słów wychodzi, w innych nie.

Obecny wokabularz Mańki: mama, baba, tata, o to, mniam mniam, dam (=daj lub daję), am, tup tup, bam (=but), Ala, tak, nie, nununu, babam (=banan), tjotja (=ciocia), dom, pan/pam, papa, dziadzia, si (=gorące), ni ma (=nie ma), dzidzi, pupa (=pupa lub kupa), buła, kaka (=kaczka), dziób dziób, duda (=buda), dżu (=żółw), niunia, pani (19/02), ałbu (=autobus, 22/02), auto (25/02, później też na autobus), lala, dzi (=dzik), panka (=panda, 1/03), muka (=krowa), bułka (2/03), pamka (=pępek, 7/03), Mańka, pa (=parasol, 13/03), dzindań (=winda, 14/03), kupa (16/03), pi (=pić, 16/03), autoka (=autokar), kici (18/03). Sporo wyrazów powtarza, ale sama nie powie, np. top top (=laptop), tęcza, Tom, odda.


sobota, 12 marca 2016

Urlop, to już?

Nie licząc jednego dnia urlopu po 3 Króli, to pierwszy nasz urlop od ponad 6 miesięcy.

Urlop trochę nieplanowany. Okazało się bowiem, że moja mama, a Marysi Bunia (parafrazując "Mikołajka") podupadła trochę na zdrowiu i jutro jedzie do sanatorium, a na jesieni ma operację po której będzie potrzebować opieki. Stąd też trzymam większość urlopu na jesień, a skoro teraz i tak muszę wziąć wolne, żeby siedzieć z Marysią, to jest to jedyna szansa na przyspieszone wakacje :)


Urlop bardzo potrzebny, bo ostatnio chodzę strasznie niewyspana i zmęczona. Do tego szarzyzna, chłód, nadal dłuższe noce od dni i brak słońca. Mylę w pracy klientów, piję już po dwie kawy, ziewam jak wariatka po wyjściu na powietrze. Nic mi się nie chce. Wam pewnie też ;)

Urlop tak nierealny w mojej głowie, że dopiero w samolocie zaczęło do mnie docierać, co się dzieje. A lecimy, bo miało być choć trochę cieplej niż w Polsce, ale znowu lot miał nie przekraczać czterech godzin, bo szkoda mi było dziecka.

poniedziałek, 7 marca 2016

Nie samym pyłem żyje człowiek

W Warszawie, jak w każdym dużym mieście, o świeże powietrze ciężko. Każdy wie, że dobrze w miarę możliwości wyjeżdżać z dzieckiem nad morze, w góry czy nad jeziora. Znajomi z racji powiększenia rodziny planują kupić większe mieszkanie i wymogiem jest, żeby było w drugiej linii zabudowy, dalej od głównej ulicy. Niby smog pojawia się czasem i głównie w centrum, ale zdarzało mi się czytać w gazecie albo na Fejsbuku, że normy w Warszawie są przekroczone i lepiej nie wychodzić na spacery. Zazwyczaj czytałam to już w tramwaju, wracając z pracy, bo dopiero wtedy miałam chwilę na gazetę/Fejsbuka/bloga, a zresztą dziennikarze zazwyczaj o wszystkim piszą post factum.

Znalazłam więc i zainstalowałam darmową aplikację Zanieczyszczenie Powietrza, a na pulpit telefonu wrzuciłam jej widget. Wygląda on tak:


środa, 2 marca 2016

1,5 roku!

To już! Marysia to duża dziewczynka i niezły huragan. Już wiem, po co poród i często koniec ciąży są tak ciężkie. Bo każdy kolejny raz, gdy chcesz wyrzucić taki huragan przez okno, myślisz, że po tym wszystkim, co przeszłaś, już się nie opłaca. Niby fajnie, że dziecko pełne energii, że eksploruje, ale często nasz dom wygląda, jakby przeszło przez niego tornado, znaczy huragan w rzeczy samej. Do tego często chce coś, co akurat nie powinna dostać, np. pilota do telewizora, moją szczoteczkę do zębów, i potrafi o to zrobić niezłą awanturę. Mam nadzieję, że to nie bunt dwulatka i zaraz minie (ale właśnie że to już on i kolejny tak szybko nie nadejdzie) :D

Mania kocha autobusy. To bez wątpienia numer jeden. Potrafi leżeć na spacerze w wózku, prawie spać, oczy półprzymknięte, ale jednak przez tę szparkę kontroluje otoczenie, bo nagle: "Yyy (dźwięk nagłego zapowietrzenia się), ałbu!!!!!". W domu pokazuje na telewizor i woła tak samo, tylko już bez problemów respiracyjnych.

Na drugim miejscu są ex aequo psy oraz niemowlęta i małe dzieci. Dwie lalki też podchodzą pod kategorię "dzidzi". Mania nosi je, układa na poduszkach, lula, przykrywa, karmi. Nie da się bez nich zasnąć - przed spaniem jest akcja wyprawki do łóżka, czyli jedno dzidzi, drugie dzidzi, flanelka do przykrycia dzidzi. Mania nadal nienawidzi przykrywania, ale czasem wkłada nogi w zabawie pod kołdrę i woła, że też jest dzidzi. Wózkom też nie przepuszcza - najchętniej zajrzałaby do każdego. Na dzień dziecka na pewno dostanie kołyskę dla lalek.

niedziela, 28 lutego 2016

Czytanie to wyzwanie 1-10/52

W listopadzie przypadkiem odkryłam akcję "Czytanie to wyzwanie" i powiązaną z nią grupę na Fejsbuku. Ideą akcji jest przeczytanie co najmniej jednej książki w tygodniu. Uczestnicy to głównie rodzice, więc cała akcja jest mocno dziecięca. Fajne miejsce, w którym można zainspirować się książkami, szczególnie, gdy uczestnicy piszą krótkie recenzje (nawet "Nie porwała nas" to zawsze jakaś wskazówka).

Zaczęłam numerowanie książek w listopadzie, ale okazało się, że wszyscy zaczęli od nowa w styczniu, więc zrobiłam tak samo. Podejmuję wyzwanie... chociaż, jak ktoś stwierdził, co to za wyzwanie, gdy kocha się czytać :)

1/52 "Aleksandra Marinina, "Stylista" - pierwsza dorosła książka od dawna, otrzymana w listopadzie na imieniny od mężnego, o której jakoś szybko zapomniałam, ale po odnalezieniu pochłonęłam
2/52 Marcin Malicki, "Sam się ubieram!" - całkiem niezła, plus za ładne duże obrazki, ale do ulubionych jej raczej daleko
3/52 Marcin Malicki, "Już sprzątam!" - jak wyżej
4/52 Anna-Clara Tidholm, "Gdzie idziemy?" - świetna książka, ulubiona, czytamy chyba codziennie (moja recenzja)
5/52 Anna-Clara Tidholm, "Jest tam kto?"- jak wyżej (moja recenzja)
6/52 Ola Cieślak, "Co by tu wtrąbić?" - Mania jest na nią za mała, mi się spodobała, chociaż ma parę skomplikowanych słów, mam wrażenie, że trochę na siłę do rymu
7/52 Marcin Brykczyński, "Opowiem ci, mamo, co robią auta" - obrazkowa, całkiem fajna
8/52 Daniel i Aleksandra Mizielińscy, "Mam oko na litery" -  obrazkowa, oryginalnie do zabawy z alfabetem ("Znajdź na stronie 20 rzeczy na literę A" -z tym mierzę się z mężnym i wcale nie jest łatwo), Mania ogląda i pokazuje mi różne rzeczy, próbuje wymawiać słowo albo wydawać dźwięk (auto, konik, bęben...)
9/52 "Moje pierwsze kształty" - rysunki bardziej niemowlęce, ale same kształty celujące w starsze dziecko, na Mani w ogóle nie robi wrażenia
10/52 Krzysztof Sąsiadek, "Zabawy paluszkowe" - fajna książka z różnymi starymi zabawami typu "Tu sroczka kaszkę warzyła" oraz nowymi napisanymi przez autora, oczywiście do zabawy i stosowania, a nie tylko do przeczytania od deski do deski

Postaram się kiedyś gdzieś napisać konkretniejsze recenzje chociaż tych lepszych książek ;)

11? Czytam obecnie po raz drugi rewelacyjny "poradnik" pana Talko, który czytałam w ciąży i mocno się uśmiałam, ale wydawał mi się przerysowany, więc postanowiłam teraz przeczytać go jeszcze raz i to zweryfikować z perspektywy rodzica.