...Moja Mania
Blog dzieciocentryczny - o Maryni, o macierzyństwie, rodzicielstwie bliskości i podążaniu za dzieckiem; o wyprawce, żywieniu i zabawkach rozsądnym okiem; do tego trochę refleksji, trochę DIY wokół dzieci i odpowiedzi na nurtujące mnie pytania - może ktoś, kto tu trafi, nie będzie musiał przeszukiwać drugi raz Internetu czy wypytywać innych mam o to, o co ja pytałam... Zapraszam, zajrzyj do naszego świata i rozgość się chociaż na chwilę :)

sobota, 30 kwietnia 2016

Moje pierwsze książki: "Jest tam kto?" Anna-Clara Tidholm (9M+)

Zachęcona książką "Gdzie idziemy?" Anny-Clary Tidholm po jej przekartkowaniu, wraz z nią kupiłam od razu drugą pozycję tej autorki. "Jest tam kto?" zachęca nas do odwiedzin i stawia nas pod drzwiami czyjegoś domu.


Żeby wejść, musimy zapukać. Puk puk. Jest tam kto? Oczywiście, że jest! Zaglądamy do małego Kajtka, którzy z radością bije w bęben. W kolejnych pomieszczeniach, do których prowadzą kolejne drzwi, są króliki, pan z kotem, małpy, misie. Pukamy w drzwi razem Manią. Twardy karton daje dobre echo. Puk puk! Jest tam kto?! W przedostatnie drzwi pukamy już ciszej. Szeptem pytamy, kto tam jest, bo niektóre misie już śpią. Zostały ostatnie drzwi. Ooo, już noc - te drzwi wyprowadzają nas na dwór.

piątek, 29 kwietnia 2016

Ulubione zabawki w wieku 1,5 roku

Poniżej prezentuję Mani ulubione zabawki w wieku ok. 1,5 roku. Każde dziecko ma inne preferencje, ale jest to jakaś inspiracja. Nie ma dużych zmian wobec zestawienia na koniec roku, ale Mania dojrzała i porzuciła swojego misia przytulisia. Może dobrze, bo zawsze bałam się, co będzie, gdy zginie, a znalazłam go tylko w jakimś holenderskim sklepie internetowym.

1. Książki - na pierwszym miejscu te Anny-Clary Tidholm, Mania kocha czytać dużo i często. Ostatnio wracam z pracy i słyszę od swojej mamy: "No, Mańka to mi dzisiaj dała w kość!", przed oczami staje mi moje dziecko, które wyrzuca zawartości wszystkich szuflach, nie chce jeść, drze gazety i rozlewa wodę z bidonu, "Kazała mi czytać i czytać, czytać i czytać, już mi literki przed oczami latały..." :D

2. Lalki - dwie zostały nazwane "dzidzi", nie ma bez nich spania, wozi je w wózku cały dzień na zmianę z misiami, buja w swoim bujaku, lula, a-a-a kukika... (=koty dwa) ostatnio dostała kołyskę i mam nadzieję, że lulanie lalek w kołysce zajmie ją na kilka-kilkanaście minut.

3. Wózek dla lalek - służy nie tylko wożeniu lalek i misiów, ale robi za auto służbowe, czyli terenowe. Mania sama wyszukuje sobie tor przeszkód - przejechanie za stołem (jak się jej wózek nie mieści czy nie chce się "złamać" na zakręcie, to jest niezła awantura jeszcze zanim zdążę dobiec i pomóc), po plecaku taty (dlatego drugą czynnością mężnego po przyjściu do domu i ściągnięciu butów jest wyciągnięcie laptopa), po ładowarkach, pod suszarką na bieliznę i suszącymi się ubraniami, są też próby zaparkowania wózka na walizce czy bujaczku.

czwartek, 28 kwietnia 2016

Różności - kwiecień

2/04 Pierwsza samodzielnie ubrana bluzka. Moja ;)

4/04 Mania przyłożyła lalce telefon do ucha i woła "alo". " Lala rozmawia przez telefon?", pytam. "Tak!". "Naprawdę?". "Nieee", odpowiada że słodkim uśmiechem i spojrzeniem mówiącym " Mamo, oszalałaś?" :D

5/04 Babcia pokazała Mani świeży kopiec kreta. Tylko kopiec się zaczął ruszać i nieźle Manię nastraszył :)

6/04 Mania liczy wspólnie na palcach do trzech. "Ciii" (trzy) jest najlepsze, bo w czasie spacerów z rodzicami się skacze za ręce na trzy. Czasem podaje nam ręce, idzie idzie i nagle "ci!" i puszcza nogi, ciągnąc nas ku ziemi ;)

8/04 Pierwsze powtórzone trzysylabowe słowo: pa-ku-ga = papuga. Wcześniej zawsze sobie skracała, np. Enta = Aneta, auto = autobus.

środa, 27 kwietnia 2016

"Magia sprzątania" Marie Kondo - recenzja

Pierwszy raz o Marie Kondo przeczytałam rok temu w gazecie. Pomyślałam: niewiarygodne, ta kobieta ma tyle lat, co ja, dziecko w moim wieku, odniosła niesamowity sukces, jej książki sprzedają się jak świeże bułeczki, jeździ po całym świecie, a na jej wykłady jest dwumiesięczna kolejka. I jeszcze do tego ma męża, który wspierał ją w tym pozornie szalonym pomyśle, by ze sprzątania zrobić biznes.

Ze sprzątaniem nie mam większego problemu, najlepszą moim zdaniem książką, która mi służy, jest ta napisana przez Kim Woodburn i Aggie MacKenzie z popularnego brytyjskiego programu "How Clean is Your House?" (do znalezienia w YT - polecam). Moim zdaniem dużo lepsza od "Perfekcyjnej Pani Domu" (w każdym razie polskiej). Ale z racji tego, że wywiad z panią Kondo został opublikowany w związku z wydaniem jej książki "Magia sprzątania" w Polsce, ascetyczna okładka tej książki pojawiała mi się często przed oczami, nawet w Rossmannie. I zaciekawiała. Gdy więc któraś księgarnia Internetowa wystawiła elektroniczne wydanie za 9,90 zł, złamałam się i kupiłam.


niedziela, 24 kwietnia 2016

Światowy Dzień Książki - targi książki

Dzisiaj Światowy Dzień Książki. Z tej okazji odwiedziliśmy festiwal książki dziecięcej Tere-Fere w Warszawie.


Kupiliśmy kilka książek i zrobiliśmy długą listę kolejnych pozycji do nabycia. Musieliśmy się mocno powstrzymywać, żeby nie wyjść z kilkoma reklamówkami, tym bardziej, że niektórzy wystawcy mieli niezłe rabaty.

czwartek, 21 kwietnia 2016

Fakty i mity o RWFach

Kiedyś jeździliśmy bez fotelików i żyjemy. Dziecko miało wygodnie, mogło sobie pospać wzdłuż na kanapie. 
FAKT Było nam przyjemnie i wygodnie, ale żyjemy tylko dlatego, że nigdy nie ulegliśmy wypadkowi (a w każdym razie nie poważnemu), ALE! to nie znaczy, że wtedy ludzie i dzieci nie ginęli. Po prostu, ilość zabitych i rannych w stosunku do wielkości populacji jest na tyle mała, że prawie nikt z nas nie ma ofiar wypadków samochodowych wśród bliskiej rodziny i najbliższych znajomych. A w naszym umyśle jak coś nas nie dotyczy, to tak do końca nie istnieje. Jak dobrze pomyślimy, to zwykle jakaś historia nam się przypomni. U mnie w Sandomierzu była kwiaciarnia, do której często zaglądałam - po kwiaty, po ziemię, po różne bibeloty na prezent, bo kiedyś najwięcej ich było w kwiaciarniach. Prowadził ją wesoły młody mężczyzna i jego naprawdę przepiękna żona. Wybudowali dom, rozbudowali kwiaciarnię. Mieli chyba dwoje dzieci. Któregoś dnia mieli wypadek - kierujący mężczyzna wyszedł z niego z obrażeniami, jego żona i dzieci zginęli. Został sam, bez rodziny, w pustym domu, kwiaciarnia podupadła. Widziałam go później na ulicy - wrak człowieka. Być może dzieci miałyby szansę przeżyć porządnie zapięte w dobrych fotelikach (pytanie czy w ogóle miały jakiekolwiek w tamtych czasach). To, że właśnie my żyjemy, znaczy, że mieliśmy szczęście, że nie uczestniczyliśmy w żadnym wypadku (nie mówię o zwykłej stłuczce). Bo gdybyśmy uczestniczyli, mielibyśmy małą szansę na wyjście z niego bez szwanku.  

Dobrze/Mało/Powoli jeżdżę. Nie będę mieć wypadku. 
MIT To, że mało jeździsz, przekłada się na mniejsze doświadczenie. Jak jeździsz dużo, możesz się kiedyś poczuć zbyt pewnie na drodze i przecenić możliwości swoje i swojego samochodu. A nawet jak faktycznie jesteś bardzo dobrym kierowcą, pamiętaj, że na drodze jest duża liczba słabych kierowców i różne przypadki losowe, np. wybiegający na drogę pies (żeby tylko nie dziecko), kierowca, który nagle zasłabnął (to dotyczy także Ciebie), strzelająca opona, usterka samochodu, butelka, która poturlała Ci się pod nogi/pedały, oślepienie przez światła/słońce, gwałtownie zmieniające się warunki pogodowe.  


niedziela, 17 kwietnia 2016

Małe radości

Mało kto z nas potrafi już znaleźć szczęście w sobie, tu i teraz. Ludzie szukają go gdzieś daleko, w rzeczach, chodzą na kursy rozwoju osobistego, przedkładają obce nad swoje. Jakoś tak się dzieje, że napotkany w trakcie podróży starzec w Argentynie staje się mędrcem, a babcia z klatki obok jest już tylko starym mocherem, chociaż doświadczenia i mądrość mogą mieć podobne.

Kiedyś na pierwszym roku studiów poznałam chłopaka z Delhi. Poprosiłam, żeby nauczył mnie wschodniej filozofii, pokazał, co jest w życiu ważne. Powiedział, że nikt mi tego nie pokaże, bo każdy człowiek musi sam w sobie znaleźć swoje szczęście i swoją drogę. Nie chciał być moim nauczycielem, a dzięki temu zdaniu został jednym z ważniejszych w życiu. Mam już swoje szczęście i swoje miejsce na świecie. Nie potrzebuję nauczyciela. Ale jeżeli Ty go jeszcze poszukujesz, popatrz na dziecko. Ono statystycznie śmieje się 300 razy dziennie, a my tylko 10. Żyje tu i teraz. Cieszy się z każdego napotkanego psa, mrówki i kałuży. Ważniejsze jest dla niego być niż mieć.

Jest godzina 8 rano i piękna pogoda w Sanomierzu. Mania karmi i głaszcze koty ciotki i wręcz pieje z zachwytu. Ja wystawiam głowę do słońca, które już praży jak w południe. Będzie naprawdę cudowny dzień. Nie jadłyśmy jeszcze śniadania, ale nigdzie nam się nie śpieszy. Jesteśmy szczęśliwe.

sobota, 16 kwietnia 2016

Jaki kupić fotelik następny

O pierwszych fotelikach i o tym, kiedy przesadzić dziecko do następnego fotelika już pisałam. Teraz czas na foteliki następne. W moim przypadku wybór okazał się bardzo prosty, ale może też dlatego, że miałam w tym zakresie sporą wiedzę (i wsparcie dobrego sprzedawcy). Dzielę się więc nią i mam nadzieję, że poniższy wpis pomoże komuś podjąć decyzję.

(Żródło: www.pro-test.pl)


TYPY FOTELIKÓW

Podział wg wagi dziecka
Foteliki następne to foteliki z kategorii wagowej 9-18 kg, 9-25 kg, 0-18 kg i 0-25 kg. Bywają też takie 9-36 kg. U niektórych producentów (ale też w homologacji ECE) można się też spotkać z innym nazewnictwem, tj. 0 (0-9 kg), 0+ (0-13 kg), 1 (9-18 kg), 2 (15-25 kg) i 3 (22-36 kg) wraz z kombinacjami typu 0+/1 (0-18 kg), 1/2 (9-25 kg), 1/2/3 (9-36 kg). Część sprzedawców twierdzi, że foteliki o dużych zakresach wagowych nie do końca nadaje się do wożenia dziecka z dolnej granicy wagowej, gdyż mimo dodatkowych wkładek takie dziecko zapada się w fotelik. Foteliki od 9 kg i tak naprawdę większość fotelików 0-18 kg nie nadają się dla dziecka, które samodzielnie nie siedzi poza 2-3 modelami.

Podział wg metody montażu:
- montaż tylko na pasy samochodowe,
- montaż na isofix i/lub pasy samochodowe.

Foteliki następne montuje się w bazę, która jest na isofix (do 18 kg, bo na tyle obecnie pozwala ten system, trwają rozmowy nad przeniesieniem tej granicy do 22 kg, ale to raczej kwestia kilku lat) lub na pasy. Wiele z nich ma podwójny system montażu, więc te do 25 kg lub 36 kg można np. najpierw montować na isofix, a jak dziecko przekroczy 18 kg, to przepiąć na pasy (isofix najlepiej jest pozostawić, bo dodatkowo stabilizuje taki fotel). Albo w swoim samochodzie wozić na isofixie, a przy okazjonalnym korzystaniu z samochodu, który tego systemu nie ma (np. samochód zastępczy, samochód dziadków) w pasach. Potocznie mówi się, że system isofix jest bezpieczniejszy. Technicznie isofix sam w sobie nie zwiększa bezpieczeństwa przewożenia dziecka, a raczej neutralizuje obniżenie tego bezpieczeństwa z racji niepoprawnego montażu (badania w USA przed wprowadzeniem systemu LATCH, czyli amerykańskiego brata isofixa, pokazały, że 3 na 4 foteliki były źle zamocowane). Dobrze zamontowany fotelik na pasy jest tak samo bezpieczny jak ten na isofixie, jego wadą jest to, że łatwiej jest popełnić błąd przy montażu, pasy trzeba co jakiś czas dociągać i albo za każdym razem luzować pas piersiowy przed wyjęciem dziecka, a po włożeniu ponownie zahaczać go o tył fotelika albo zostawić ten pas zamontowany na stałe i przekładać dziecko nad nim. Minusem isofixa jest to, że, jak twierdzą niektórzy, czasami na opadających w tył kanapach ciężej jest wypoziomować bazę z racji sztywnego przyłącza isofix. Kluczowe jest tu mocne wciśnięcie fotela w brzeg kanapy - mi się w miarę udało, ale też pomogła mi kilkustopniowa regulacja fotelika. Dostępne są też dodatkowe bazy poziomujące.

Podział wg kierunku montażu:
- montowane przodem (ang. FWF - front way facing lub FF - forward facing),
- montowane tyłem (ang. RWF - rear way facing lub RF - rear facing),
- z opcją montażu i przodem i tyłem (ang. convertible).

Te ostatnie foteliki mają opcję odwrócenia, więc możemy "przekształcić" je z RWF w FWF. Przy czym niektórych modeli można używać tyłem w pełnym zakresie ich wagi (np. Axkid Kidzone 9-25 kg można montować i przodem i tyłem do 25 kg), a w innych istnieje konieczność odwrócenia ich przy pewnej masie/wzroście dziecka (np. Klippan Triofix Recline 9-36 kg można montować na oba sposoby do 18 kg, a powyżej tej granicy tylko przodem). W ramach fotelików obracanych są też foteliki 360 stopni. Ich nie przepina się przód-tył, a obraca na specjalnych łożyskach. Wygodna jest tu możliwość ustawienia ich przodem do drzwi na czas wkładania/wyciągania dziecka.

Podział wg zapięcia dziecka:
- na pasy trzy- lub pięciopunktowe,
- z osłoną tułowia/półką.

Te drugie część testów zdają śpiewająco (np. ADAC i OEAMTC), więc dostały sporo gwiazdek, ale część testów oblewają (np. UTAC). Producenci chwalą się, że w porównaniu do fotelików na pasy dziecko ma więcej swobody, nie ma tu ryzyka zbyt słabego naprężenia pasów, co jest niebezpieczne dla dziecka, oraz momentu w FWFie zawieszenia na pasach i przeciążenia głowy w trakcie uderzenia (odrobina mechaniki ruchu w akapicie Jaki najbezpieczniejszy?), tylko dziecko "leci do przodu, odbija się i wraca", jak to elegancko określił ekspert marki Kiddy tu. Nie mówi tylko, że od tej półki odbija się brzuchem, co może skutkować zmiażdżeniem organów wewnętrznych. Dodatkowo często nie były one w stanie utrzymać dziecka przy dachowaniu, które to ma udział ok. 7,5-8% we wszystkich wypadkach. Właśnie dlatego w 2014 roku zmieniono testy homologacji ECE i dodano do nich dachowanie - po raz pierwszy testy homologacji stały się bardziej rygorystyczne niż niezależne testy jak ADAC, OEAMTC czy ANWB. 7 poprawka do ECE R44/04 wyklucza też foteliki, w których głowy manekina może uderzyć o półkę. Niestety modele, które dostały homologację wg starszych wytycznych mogą być nadal sprzedawane, a na samej naklejce homologacji nie ma informacji, która to wersja, więc jeżeli już ktoś bardzo się napali na taki fotelik, niech chociaż poszuka tych informacji w Internecie. Nadal aktualnym kontrargumentem przeciwko fotelikom z osłoną jest to, że testowe manekiny mają czujniki tylko na szyi i klatce piersiowej, więc ewentualne uszkodzenia wrażliwych organów wewnętrznych brzucha przez osłonę nie są przez te testy wykazywane. Trochę o tym na osiemgwiazdek tu i tu (acz sprzed czasów nowej homologacji) PS. Sami przedstawiciele Cybexa przyznają, że RWF są bezpieczniejsze od ich fotelików, ale swoje foteliki uważają za bezpieczniejsze niż FWF na pasy. Podsumowując, fotelików z półką nie kupujemy.

Podział wg możliwości odchylenia
W foteliku następnym pojawia się dodatkowa opcja, a mianowicie jego wychył, czyli możliwość przestawienia fotelika w pozycję półleżącą, co przydaje się, gdy dziecko zaśnie - nie tylko dla jego wygody, fizjologii, ale też bezpieczeństwa (opadająca głowa obciąża kark, utrudnia oddychanie i zwiększa ryzyko uszkodzeń przy wypadku). Przy niektórych modelach pozycji nie można zmieniać w trakcie jazdy, więc już przy montażu należy zdecydować się na wybraną pozycję.

GDZIE MONTOWAĆ?

Miejsca w samochodzie od najbardziej do najmniej bezpiecznego:
- środek tylnej kanapy (jeżeli jej profil i pasy pozwalają na montaż),
- miejsce za pasażerem,
- miejsce za kierowcą,
- miejsce obok kierowcy (tylko przy wyłączonej poduszce powietrznej!).
Więcej szczegółów we wpisie o pierwszych fotelikach w punkcie o tej samej nazwie.

JAK MONTOWAĆ?

Należy dokładnie przeczytać instrukcję montażu i się jej stosować, regularnie naprężać pasy, a o innych istotnych rzeczach przy montażu przeczytasz we wpisie o pierwszych fotelikach w punkcie Jak montować.

JAKI NAJBEZPIECZNIEJSZY?

Dawniej w Polsce mówiło się, że najważniejsze, żeby fotelik miał dużo gwiazdek. Teraz dobry sprzedawca powie, że najlepszy fotelik to RWF. Oczywiście ważne jest to, żeby fotelik był dobrze dopasowany do kanapy, bo nawet najlepszy fotelik "latający" po siedzeniu nie zapewni dziecku bezpieczeństwa.

Wożenie dziecka tyłem do kierunku jazdy jest dużo bezpieczniejsze niż przodem. W przypadku większości uderzeń, siła wbija wtedy plecy dziecka i głowę w fotelik (fotelik pochłania większość siły uderzenia), a przy FWF wbija brzuch i klatkę w pasy (ciało dziecka pochłania uderzenie), a głowa opada bezwładnie do przodu. To opadnięcie głowy jest dużo bardziej niebezpieczne niż w przypadku dorosłego, gdyż a) głowa dziecka jest proporcjonalnie do ciała dużo większa i cięższa, b) mięśnie karku są bardzo wiotkie, a kręgi dużo delikatniej połączone. Stąd ryzyko uszkodzenia kręgosłupa jest dużo większe niż u dorosłego siedzącego przodem i przypiętego pasami. Dlatego zaleca się wożenie dziecka tyłem tak długo, jak się da. Najbardziej wiarygodnym i restrykcyjnym testem fotelika jest szwedzki Test Plus, który bada nacisk na szyję dziecka w trakcie wypadku. Zdają go tylko foteliki, w których siła ta jest na tyle mała, że nie złamie dziecku szyjnego odcinka kręgosłupa. Nie jest on ograniczony tylko do fotelików montowanych tyłem, ale żaden z montowanych przodem go nie zaliczył i chyba nigdy nie zaliczy! Dodatkowym plusem RWFa przy uderzeniu czołowym jest mniejsze ryzyko obrażeń od odłamków, np. rozbitej przedniej szyby czy części karoserii, bo fotelik izoluje dziecko od przedniej części samochodu.

Co dzieje się z głową dziecka w trakcie wypadku czołowego? Najpierw ciało dziecka leci bezwładnie do przodu aż jego tułów mocno wbija się w pasy i zatrzymuje się, głowa leci dalej i przy dużej sile jej ciężar łamie kręgosłup (co się dzieje potem nie ma już znaczenia). Przy mniejszej sile uderzenia szyja się nadweręża, ale rdzeń kręgowy pozostaje nienaruszony, za to mózg leci do przodu siłą bezwładności i uderza o czaszkę, co często kończy się wstrząśnieniem mózgu. Brutalne, wiem, przepraszam. Przeszedł Cię dreszcz? Powinien, bo skoro to czytasz, to najpewniej właśnie decydujesz o bezpieczeństwie swojego dziecka. Poniżej filmik wrzucony na YouTube przez tylem.pl


A co z uderzeniem bocznym? Poza bardzo specyficznymi przypadkami (np. samochód wpada w poślizg, przekręca się i uderza bokiem w drzewo czy latarnię albo inny samochód uderza w nasz, gdy właśnie stanęliśmy na parkingu, ale jeszcze nie wysiedliśmy), odbywa się ono zazwyczaj wtedy, gdy oba pojazdy są w ruchu. Wtedy RWF również zwiększa bezpieczeństwo naszego dziecka, bo uderzenie zwykle wyhamowuje naszą prędkość,a siła bezwładności wciska dziecko głębiej w fotelik, a osłony boczne głowy lepiej ją chronią przed uszkodzeniem. W przypadku FWFa siła bezwładności wyrzuca dziecko do przodu aż do jego zatrzymania się na pasach, a jego głowa staje się bardziej odsłonięta, przez co jest większe ryzyko jej uszkodzenia.

W przypadku uderzenia innego samochodu w nasz tył sytuacja jest odwrotna niż przy uderzeniu czołowym. Dziecko w RWFie najpierw jest wyrzucane do przodu na pasy, a potem (gdy samochód uderzający w nasz tył zaczyna hamować) siła bezwładności wpycha go znowu w fotelik. Ale! Tego typu uderzenia charakteryzują się dużo niższą siłą, bo różnica prędkości obu samochodów jest dużo mniejsza (tu prędkości odejmują się), a najczęściej są to małe stłuczki np. przy skrzyżowaniu czy nagle pojawiającym się korku - gdy my już wyhamowaliśmy, a kierowca za nami się zagapił i nie zdążył. Wg foteliki-pod-lupa.pl średnia prędkość przy takich uderzeniach to 30 km/h. Stąd dzieci wychodzą z takich zderzeń z mniejszymi obrażeniami niezależnie od typu montażu fotelika. Potwierdzają to też statystyki - w 2014 roku w przypadku zderzenia tylnego był tylko jeden zabity na 20 wypadków, a przy zderzeniu czołowym jeden zabity na 6 wypadków (na podstawie danych z raportu "Wypadki drogowe w Polsce w 2014 roku" Komendy Głównej Policji).


Inne wpisy z cyklu:

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Czytanie to wyzwanie 11-20/52

11/52 Leszek Talko, "Dziecko dla początkujących" - przezabawny autoironiczny "podręcznik", a może nawet anty-podręcznik, przeczytana drugi raz (moja recenzja)
12/52 Ola Cieślak, "Od 1 do 10" - docelowo do nauki liczenia dla trochę starszych dzieci, ale Mania lubi oglądać obrazki ze zwierzętami
13/52 Soledad Bravi, "Księga dźwięków" - świetna książka, ale wykonanie słabe, wszystkie się rozsypują
14/52 Marie Kondo, "Sztuka sprzątania" - druga moja dorosła i nierodzicielska książka od początku roku, która nie ma nic do czynienia z dziećmi, pokładałam w niej duże nadzieje, ale nie porwała mnie (moja recenzja)
15/52 Eva Susso, Benjamin Chaud, "Lalo gra na bębnie" - "must have",  tylko miękkie kartki
16/52 "OnoMaTo czyli zabawa dźwiękami - co słychać?" - nowy nabytek mężnego, podobne do "Księgi dźwięków", ale rozbite na kilka książeczek, więc się nie rozpada i wygodnie czyta
17/52 "OnoMaTo czyli zabawa dźwiękami - instrumenty muzyczne"
18/52 "OnoMaTo czyli zabawa dźwiękami - zwierzęta wiejskie"
19/52 Pamela Druckermann, "Dlaczego w Paryżu dzieci nie grymaszą" - polecam każdemu rodzicowi, przeczytana drugi raz
20/52 Anna-Clara Tidholm, "A dlaczego?"

sobota, 9 kwietnia 2016

Nienawidzę chorować

Ostatnio w trakcie remanentu odkryłam w kuchni dwa słoiki z malinami. Pomyślałam, że tak bardzo brakowało mi ich w zimie, gdy robiłam herbatę z imbirem, cynamonem, goździkami i miodem, a tu przyszła wiosna i nie wiadomo czy je zjeść same czy trzymać do kolejnej zimy. Niestety okazja się nadarzyła.


Jeszcze, żeby człowiek mógł się w weekend wygrać w łóżku. A jest jak w tej reklamie - "mamy nie biorą zwolnień". Ale chociaż drzemię w południe z Manią. Mani lekko kapie z nosa, ale na razie się trzyma.

sobota, 2 kwietnia 2016

Idziemy do Zoo, czyli jakie zwierzęta kocha moje dziecko


To chyba czwarta albo piąta wizyta Maryni w Zoo. Trzeba korzystać, wiosna przyszła, pogoda piękna, karnety roczne kurzą się w szufladzie. Taka pogoda jest najlepsza na zwiedzanie - temperatura jest optymalna i dla dziecka i dla zwierząt. Przy trzydziestu stopniach w lecie moja córa zdycha tak samo bardzo jak lwy i tygrysy, mimo że to zwierzęta z cieplejszych regionów. Chyba tylko hipopotamom zawsze dobrze, bo mają swoje chłodne bajoro, znaczy basen. Kiedyś zdarzało nam się nawet zaglądać tam okazyjnie w zimie - niezłe pustki były, ale zwierzęta w dużo lepszej formie niż latem. Za to raz nie odśnieżono porządnie uliczek i skakałam przez zaspy o kulach - chociaż raz to zwierzęta miały coś bardziej egzotycznego do oglądania :) W ogóle jak sobie pomyślę o sobie kulawej w lutym w Zoo, to stwierdzam, że jednak niezłymi wariatami kiedyś byliśmy z mężnym.