My matki mamy supermoce, zawijamy czasoprzestrzeń jak dywan, myjemy zęby jedną ręką, lulamy dziecko drugą, a jakby się dało, to umyłybyśmy jeszcze sedes trzecią. Wielozadaniowość jest naszym sposobem na przetrwanie. Chronicznie brakuje nam czasu, więc nasze potrzeby są na szarym końcu za dzieckiem, mężem i domem. I do tego szarego końca często nie dochodzi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksja. Pokaż wszystkie posty
Dawniej jadło się słodycze...
Dawniej standardem było, że babcia przyjeżdżała z czekoladą...
Dawniej często w niedzielę po obiedzie (rosole i kurczaku ;)) była szarlotka lub lody po kościele...
Przecież jedliśmy te słodycze i żyjemy!
Też tak myślisz? To wytłumacz mi, jak to jest, że kiedyś pierwszy przegląd dentystyczny mieliśmy zwykle, gdy rosły nam pierwsze zęby stałe, a próchnica w przedszkolu czy pierwszej klasie była ewenementem?
Miała budzić się jak z koszmaru. Rzucać się, krzyczeć. Tak ostrzegała pani anestezjolog. A ona budziła się jak anioł: po cichutku otworzyła oczy i patrzyła troszkę zdziwiona, co się koło niej dzieje i gdzie jest. Spokojna, delikatna. Po chwili popłakała się, gdy zorientowała się, że ma opatrunek na oku. Potem na szczęście zasnęła.






