...Moja Mania
Blog dzieciocentryczny - o Maryni, o macierzyństwie, rodzicielstwie bliskości i podążaniu za dzieckiem; o wyprawce, żywieniu i zabawkach rozsądnym okiem; do tego trochę refleksji, trochę DIY wokół dzieci i odpowiedzi na nurtujące mnie pytania - może ktoś, kto tu trafi, nie będzie musiał przeszukiwać drugi raz Internetu czy wypytywać innych mam o to, o co ja pytałam... Zapraszam, zajrzyj do naszego świata i rozgość się chociaż na chwilę :)

czwartek, 31 marca 2016

Małe sukcesy i uśmieszki - luty, marzec

Takie drobiazgi, niby niezauważalne, ale przynoszące radość bądź uśmiech. Nie ma jak z tego zrobić wpis, ale szkoda zapomnieć. Niech wpadnie więc we wspólny worek.

21/02 Pierwsza samodzielnie ubrana czapka.

25/02 Mania po raz pierwszy zmieniła mi tapetę na tablecie. Na co? No jak na co, na autobus!

20/03 Pierwsze próby zakładania i ściągania spodni

21?/03 Wchodzimy do małego sklepu, ciasno, mężny stawia wózek pod półką ze słodyczami, Mania wyciąga ręce, być może powiedziałam coś w stylu "Przestaw ją pod kurczaki", ale raczej nie. Po kilku minutach Mania pokazuje na rożen, miga "kura" i woła "ko ko ko".

Kobiecość

Matka - kobieta?

Wydaje się, że nie ma nic bardziej kobiecego niż macierzyństwo. W praktyce jednak większość z nas robi się gruba, nieporadna manualnie, a za boginie płodności mogą uchodzić co najwyżej modelki w ciąży. My bardziej przypominamy ideały neolityczne bądź barokowe. Może nawet nadal podobamy się swoim partnerom, ale sobie samym zwykle nie bardzo. Ja  przez pierwsze pół ciąży tyłam książkowo, potem coraz szybciej, w dodatku mocno puchłam. Myślałam o sesji ciążowej, ale odpuściłam, bo i tak nie mogłam patrzeć na siebie na zdjęciach. Nawet nie miałam super dużego brzucha, ale cała byłam taka jakaś... wielka. Ze dwa tygodnie przed porodem ledwo mogłam się schylić, ale w jakimś desperackim akcie kobiecości zrobiłam sobie sama pedikiur i pomalowałam paznokcie u rąk i nóg.

Po porodzie wcale nie jest lepiej - brzuch wygląda jak w szóstym miesiącu ciąży albo wisi, piersi pękają od mleka, często zostaje parę nadprogramowych kilogramów, rozstępy tu i tam (jak nie na brzuchu, to na udach czy piersiach). Do tego dochodzą bóle od kurczącej się macicy, szwów i nawału mlecznego. I strach przed najzwyklejszymi ludzkimi czynnościami jak pójście do toalety czy pod prysznic (przez te szwy). Sama weszłam w macierzyństwo pewnie, świadomie, ze spokojem wewnętrznym, ale miałam taki dzień zaraz po powrocie do domu, że położyłam Manię spać, poszłam pod prysznic, myłam się i ryczałam - z fizycznego bólu i braku pogodzenia się ze zmianami, które zaszły w moim ciele. Tak, jakby coś pękło. O wielu sytuacjach z okresu noworodkowego takich jak nocne pobudki, kolki, całodzienne kicanie po domu z dzieckiem na rękach praktycznie zapomniałam (nie tylko ja - "Ona była taka grzeczna, jak była malutka" powiedział niedawno mężny). Ale ten szloch pod prysznicem będzie tkwił w mojej głowie tak samo silnie jak emocje z porodu. Chyba przez wiele lat. A i tak byłam szczęściarą, bo ominął mnie baby blues. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że każdy poród to nieodwracalny 5% uszczerbek na zdrowiu kobiety (nie tylko w wyglądzie, ale też zależnie od przypadku np. spadek gęstości kości, pogorszenie wzroku, pieprzyki czy włókniaki, pojawienie się alergii, itp.).

niedziela, 27 marca 2016

Wesołych Świąt!

Święta u nas jakieś takie nieogarnięte. Przez zajęte urlopem dwa ostatnie weekendy nasze porządki były mniejsze niż kompleksowo-pedantyczne, a ponieważ odwiedzamy mamę i teściów, też nie gotowałam. Wiem, że nie sprzątanie i nie upychanie lodówki jest najważniejsze w świętach, ale przede wszystkim przeżycia religijne i zaraz za nimi spędzenie czasu z rodziną, ale te porządki to taki nawyk z dzieciństwa. Zapach pastowanej podłogi, zapachy z kuchni, pieczenie ciast innych niż zwykle, wspólne odsuwanie mebli i pucowanie kryształów, kieliszków i porcelany z witryny były takim symbolem, że tym razem jest inaczej, dzieje się coś wielkiego, ważnego. Przygotowujesz się jak na arcyważnego gościa, porządki w mieszkaniu są wstępem do poukładania samego siebie (nawet feng shui tak głosi), zatrzymujesz się na chwilę i skupiasz na "tu i teraz", taka aktywna medytacja wg myśli dalekowschodnich. Trochę mi tego brakowało, ale w sumie z pracą w piątek i małym dzieckiem, które po urlopie znowu zrobiło się mamusiowe nie jest tak łatwo zrobić wszystko. Nie wiem, jak moja mama ogarniała to 40 lat temu z dwójką małych dzieci, zmianowym systemem pracy, olbrzymimi kolejkami do wszystkich sklepów i czarnymi oknami i balkonem od sadzy w pobliskich kopalni, hałd i hut.

piątek, 25 marca 2016

Z dzieckiem na Malcie

Malta jest piękną niewielką (13 km długości) wyspą z towarzyszącymi jej jeszcze mniejszymi Gozo i Comino. Aż ciężko uwierzyć, że w czasie drugiej wojny światowej było to jedno z najmocniej bombardowanych miejsc.

Architektura jest piękna, w wielu miejscach można znaleźć małe kręte uliczki w stylu włoskim z domami w kolorze piaskowym i małymi Maryjkami na prawie każdym z nich. To bez wątpienia najbardziej religijny kraj w Europie. Z racji wąskich uliczek i wąskich chodników, czasem ciężko jest manewrować wózkiem i trzeba zejść na ulicę. Bardzo mało jest też drzew i napotkani Polacy czuli się tym lekko przytłoczeni. Mam wrażenie, że w letnim upale otwarte przestrzenie działają jak patelnia i co najwyżej wąskie uliczki mogą zapewnić odrobinę cienia. Beżowość miast, na początku ładna i schludna, po tygodniu troszkę męcząca, przełamuje granatowa lub lauzurowa woda oraz pływające po niej wielokolorowe łódki. Ponieważ wyspy są w dużej mierze klifowe, nie ma tam wcale tak dożo plaż, a jeszcze spora część z nich jest kamienista. Teraz w marcu były pustki, ale mam wrażenie, że w lecie jest bitwa o każdy metr plaży. Tak właściwie, to w ogóle nie wyobrażam sobie wakacji na Malcie w lipcu-sierpniu i z racji tłoku i temperatur.


czwartek, 24 marca 2016

"Dziecko dla początkujących", Leszek K. Talko

Druga rodzicielska książka, którą przeczytałam w ciąży po "Dlaczego w Paryżu dzieci nie grymaszą" Pameli Druckermann.

Leszek Talko, również felietonista w "Twoim Stylu" i piszący do miesięcznika "Dziecko", zebrał różne swoje opowiastki i przemyślenia z tego drugiego miesięcznika do swojej książki. Jej sukcesem jest lekkie pióro autora, olbrzymie pokłady autohumoru i autoironii oraz oczywiście szaleństwa jego syna zwanego Pitulkiem. Nie jest to poradnik (żadnego z nich jak dotąd nie ukończyłam), a raczej anty-poradnik. Z racji sporej ilości czasu w ciąży (kiedy to było?) pochłonęłam ją w dwa wieczory, regularnie wybuchając śmiechem. A potem jej dalsze części, czyli "Dziecko dla średniozaawansowanych" (wprowadzającą siostrę Pitulka Kudłatą) i "Dziecko dla profesjonalistów" (nie nie, na trzecie dziecko się państwo Talko nie zdecydowali).


Świetna, zabawna, chyba trochę przerysowana, myślałam. Po czym weszłam na lubimyczytac.pl odznaczyć książkę, zerknęłam na recenzje: "to dokładnie tak wygląda", "wydawała mi się wesoła, choć nieco przekoloryzowana. Cóż, dziś mogę powiedzieć, że jest to dokładny opis tego, co może spotkać młodych rodziców...". Ups. Serio?! Nikt nie mówił, że dzieci są takie straszne. Poczułam lekki niepokój.

wtorek, 22 marca 2016

Moje pierwsze książki: "Gdzie idziemy?", Anna-Clara Tidholm (9M+)

„Gdzie idziemy?” to wraz z drugą pozycją tej autorki ulubiona książka mojej półtorarocznej córki. Nie ma dnia bez jej przeczytania. Pierwszy raz spotkałam się z nią na targach Mamaville, gdzie pan ze sklepu Lamala prezentował mi kilka ciekawych pozycji dla maluszków. Pan cudownie komentował tę książkę, a ja naprawdę patrzyłam wielkimi oczami zafascynowana jak przedszkolak. „Musimy się ubrać, bo przecież nie możemy wyjść na dwór bez kurtki. Masz już kurtkę? To ubieramy czapkę, szalik i buty. Gotowe? To wyruszamy w drogę! Ale droga biegnie przed nami, a co jest za pagórkiem? Chodź, sprawdzimy! Tup tup tup (dwoma palcami po ścieżce). I co tam jest? (obracamy kartkę)…”

Źródło: www.zakamarki.pl

poniedziałek, 21 marca 2016

Zakupy w Zalando


Ostatnio Zalando.pl miało obniżki posezonowe do nawet 70% i udało mi się kilka rzeczy upolować. Dobre marki, o długiej żywotności, parę rzeczy na wyrost. Kiedyś byłam oporna wobec zakupów ubraniowych przez Internet, ale przekonała mnie głównie darmowa wysyłka i odsyłka niepasujących rzeczy. Do tego oszczędzam czas, a jak się dobrze trafi, to ceny są sporo niższe niż w outletach. Dodatkowo za newsletter jest 40 zł zniżki za zakupy min. 200 zł.

sobota, 19 marca 2016

Już w domu

Już w domu. Chyba raczej niestety niż na szczęście. Również dlatego, że z temperatur 16-20 stopni przeskoczyliśmy na 3 stopnie Celsjusza.

Mania odmówiła kąpania i padła. Dzięki temu, gdy zasypiała, mogłam ostatni raz wtulać się w jej włosy pachnące piaskiem, wiatrem i słońcem...

Było bardzo fajnie. Mania chłonęła nowe miejsca, w ogóle zapominając o zabranej lali i książkach (które ratowały nas w samolocie i czasem rankami przed godziną 8.00). Zapomnieliśmy też smoczka, ale nie był potrzebny. Dużo wrażeń: plaże, piasek, autobusy, samoloty, prom, konie na promie i w dorożkach, głaskanie sowy na plaży - nie dało się nudzić. Do tego ciągle mama i tata.


piątek, 18 marca 2016

O naszym miganiu i mowie

Na prośbę piszę o naszym miganiu. Nie jest to wpis ekspercki, ale subiektywny rodzicielski. Tych pierwszych znajdziesz w sieci kilka (o bobomigach i dlaczego warto),  natomiast na czyjeś wrażenia i opis, jak to w praktyce wygląda, jakoś nie trafiłam. Mam więc nadzieję, że komuś się przyda.

Ciężko mi nawet określić, na jakim etapie jest to nasze miganie - czy to jeszcze rozwój czy już schyłek. Mania już trochę mówi i znaki wprowadzone przy wymowie danych słów są słabsze albo w ogóle się nie przyjęły, np. mama, tata, baba. Generalnie ciężko mówić o miganiu w całkowitym oderwaniu od mówienia w wieku poniemowlęcym, bo jedno z drugim się uzupełnia.

Więc jak jest u nas z mówieniem? Po pierwsze widzę wielkie chęci do mówienia, ale równocześnie duże ograniczenia. Umysł by chciał, ale krtań nie pozwala. Co ciekawe, w jednych zlepkach zgłosek dany dźwięk się pojawia, a w innych nie chce (np. B - baba, bam, ale zamiast buda już duda, M - mama, muka, ale ta muka zamiast muuu robi buuu). W niektórych zbitkach słów wychodzi, w innych nie.

Obecny wokabularz Mańki: mama, baba, tata, o to, mniam mniam, dam (=daj lub daję), am, tup tup, bam (=but), Ala, tak, nie, nununu, babam (=banan), tjotja (=ciocia), dom, pan/pam, papa, dziadzia, si (=gorące), ni ma (=nie ma), dzidzi, pupa (=pupa lub kupa), buła, kaka (=kaczka), dziób dziób, duda (=buda), dżu (=żółw), niunia, pani (19/02), ałbu (=autobus, 22/02), auto (25/02, później też na autobus), lala, dzi (=dzik), panka (=panda, 1/03), muka (=krowa), bułka (2/03), pamka (=pępek, 7/03), Mańka, pa (=parasol, 13/03), dzindań (=winda, 14/03), kupa (16/03), pi (=pić, 16/03), autoka (=autokar), kici (18/03). Sporo wyrazów powtarza, ale sama nie powie, np. top top (=laptop), tęcza, Tom, odda.


sobota, 12 marca 2016

Urlop, to już?

Nie licząc jednego dnia urlopu po 3 Króli, to pierwszy nasz urlop od ponad 6 miesięcy.

Urlop trochę nieplanowany. Okazało się bowiem, że moja mama, a Marysi Bunia (parafrazując "Mikołajka") podupadła trochę na zdrowiu i jutro jedzie do sanatorium, a na jesieni ma operację po której będzie potrzebować opieki. Stąd też trzymam większość urlopu na jesień, a skoro teraz i tak muszę wziąć wolne, żeby siedzieć z Marysią, to jest to jedyna szansa na przyspieszone wakacje :)


Urlop bardzo potrzebny, bo ostatnio chodzę strasznie niewyspana i zmęczona. Do tego szarzyzna, chłód, nadal dłuższe noce od dni i brak słońca. Mylę w pracy klientów, piję już po dwie kawy, ziewam jak wariatka po wyjściu na powietrze. Nic mi się nie chce. Wam pewnie też ;)

Urlop tak nierealny w mojej głowie, że dopiero w samolocie zaczęło do mnie docierać, co się dzieje. A lecimy, bo miało być choć trochę cieplej niż w Polsce, ale znowu lot miał nie przekraczać czterech godzin, bo szkoda mi było dziecka.

poniedziałek, 7 marca 2016

Nie samym pyłem żyje człowiek

W Warszawie, jak w każdym dużym mieście, o świeże powietrze ciężko. Każdy wie, że dobrze w miarę możliwości wyjeżdżać z dzieckiem nad morze, w góry czy nad jeziora. Znajomi z racji powiększenia rodziny planują kupić większe mieszkanie i wymogiem jest, żeby było w drugiej linii zabudowy, dalej od głównej ulicy. Niby smog pojawia się czasem i głównie w centrum, ale zdarzało mi się czytać w gazecie albo na Fejsbuku, że normy w Warszawie są przekroczone i lepiej nie wychodzić na spacery. Zazwyczaj czytałam to już w tramwaju, wracając z pracy, bo dopiero wtedy miałam chwilę na gazetę/Fejsbuka/bloga, a zresztą dziennikarze zazwyczaj o wszystkim piszą post factum.

Znalazłam więc i zainstalowałam darmową aplikację Zanieczyszczenie Powietrza, a na pulpit telefonu wrzuciłam jej widget. Wygląda on tak:


środa, 2 marca 2016

1,5 roku!

To już! Marysia to duża dziewczynka i niezły huragan. Już wiem, po co poród i często koniec ciąży są tak ciężkie. Bo każdy kolejny raz, gdy chcesz wyrzucić taki huragan przez okno, myślisz, że po tym wszystkim, co przeszłaś, już się nie opłaca. Niby fajnie, że dziecko pełne energii, że eksploruje, ale często nasz dom wygląda, jakby przeszło przez niego tornado, znaczy huragan w rzeczy samej. Do tego często chce coś, co akurat nie powinna dostać, np. pilota do telewizora, moją szczoteczkę do zębów, i potrafi o to zrobić niezłą awanturę. Mam nadzieję, że to nie bunt dwulatka i zaraz minie (ale właśnie że to już on i kolejny tak szybko nie nadejdzie) :D

Mania kocha autobusy. To bez wątpienia numer jeden. Potrafi leżeć na spacerze w wózku, prawie spać, oczy półprzymknięte, ale jednak przez tę szparkę kontroluje otoczenie, bo nagle: "Yyy (dźwięk nagłego zapowietrzenia się), ałbu!!!!!". W domu pokazuje na telewizor i woła tak samo, tylko już bez problemów respiracyjnych.

Na drugim miejscu są ex aequo psy oraz niemowlęta i małe dzieci. Dwie lalki też podchodzą pod kategorię "dzidzi". Mania nosi je, układa na poduszkach, lula, przykrywa, karmi. Nie da się bez nich zasnąć - przed spaniem jest akcja wyprawki do łóżka, czyli jedno dzidzi, drugie dzidzi, flanelka do przykrycia dzidzi. Mania nadal nienawidzi przykrywania, ale czasem wkłada nogi w zabawie pod kołdrę i woła, że też jest dzidzi. Wózkom też nie przepuszcza - najchętniej zajrzałaby do każdego. Na dzień dziecka na pewno dostanie kołyskę dla lalek.