...Moja Mania
Blog dzieciocentryczny - o Maryni, o macierzyństwie, rodzicielstwie bliskości i podążaniu za dzieckiem; o wyprawce, żywieniu i zabawkach rozsądnym okiem; do tego trochę refleksji, trochę DIY wokół dzieci i odpowiedzi na nurtujące mnie pytania - może ktoś, kto tu trafi, nie będzie musiał przeszukiwać drugi raz Internetu czy wypytywać innych mam o to, o co ja pytałam... Zapraszam, zajrzyj do naszego świata i rozgość się chociaż na chwilę :)

niedziela, 31 stycznia 2016

Ulubione zabawki w wieku 1 roku

Poniżej prezentuję ulubione zabawki Maryni w wieku około roku. Dostaliśmy ich kilka pudeł w spadku po rodzinie, więc było w czym wybierać i powstał spory przekrój od lubienia po głęboką ignorancję. Oczywiście każde dziecko jest inne, ale może kogoś to zainspiruje.

1. Książki - bez wątpienia nr 1. W różnym momencie inne były tymi ulubionymi, ale bez nich nie wyobrażamy sobie życia, a Mania podziela nasze zdanie i jak już nauczyła się wychodzić na kanapę, obsługuje się sama.

2. Miś-przytuliś, jak go nazywamy, czyli głowa misia na kawałku szmatki. Super do zasypiania i memłania rogów i metki w palcach (czasem ssania/gryzienia). Mam wrażenie, że dzieci dzielą się na memłaczy i niememłaczy - dla pierwszej grupy zabawka będzie baaardzo ważna, jak nie najważniejsza, na drugiej nie zrobi wrażenia. To chyba genetyczne, bo u mężnego wszyscy memłali, a u mnie nikt.

3. Zabawki kąpielowe - gumowe kaczki, konewka, wieloryb z lusterkiem, ale też wszystko, co się do wanny nadaje: butelka z szamponem, plastikowe kubeczki itp.

Jak bezpiecznie przewozić niemowlę, czyli o pierwszym foteliku

Fotelik samochodowy jest obowiązkowy w wyprawce każdego, kto ma samochód i komu rodzi się dziecko. Na wielu rzeczach można oszczędzić - odkupić używane ubranka od znajomych lub przez Allegro czy meble z Olx, ale fotelik należy kupić dobry i bezpieczny. Zawsze mi się wydawało to oczywiste. I to, że osoby kupujące fotelik tylko po to, by nie dostać mandatu, są jakąś marginalną grupą. Dopiero ratownik medyczny na szkoleniu z pierwszej pomocy uświadomił mi, jak mała jest wiedza społeczeństwa na temat wyboru i użytkowania fotelików. Powiedział, że on już nie walczy, by ktoś kupił fotelik montowany tyłem z kilkoma gwiazdkami w dobrym teście. On walczy, by uświadomić rodzicom, że trzeba zapinać pasy, nawet jak jadą tylko do sklepu za rogiem, żeby fotelik był prawidłowo zamontowany i był lepszy od tego nabytego w dyskoncie spożywczym albo supermarkecie.

Zdarza się, że rodzice kupują dobry fotelik, tylko nie zapinają pasów. Albo trzypunktowe pasy ciągną dookoła talii dziecka. Albo nie zastanawiają się, że pałąk służy do czegoś innego niż do wieszania na nim zabawek albo przenoszenia "nosidełka", bo tak często nazywa się fotelik, zapominając o jego podstawowej funkcji. A o regularnym dociąganiu pasów na bazie i foteliku to już mało kto pomyślał. Takie "drobiazgi" mogą sprawić, że nawet w najlepszym foteliku dziecko może doznać poważnych urazów.

Największą kopalnią wiedzy o fotelikach jest dla mnie blog osiemgwiazdek.blogspot.com prowadzony przez sprzedawcę z wieloletnim doświadczeniem i nienastawionego na to, żeby sprzedać jak najwięcej tylko na to, by dzieciaki były bezpieczne, człowieka z pasją, a do tego jeszcze z lekkim stylem pisania. Zajrzyjcie koniecznie, szczególnie jak będziecie mieć jakieś wątpliwości albo problemy. Polecam też stronę sklepu www.tylem.pl, na której znajdziecie sporo informacji.

czwartek, 28 stycznia 2016

Ile łóżko pomieści

Seriously? Z TYM mamy spać?? 
Pierwsza tura zabawek leży, a druga  jest właśnie niesiona przez Manię. Chyba weszła w fazę nowych nocnych potrzeb. Czas na nowe łóżko albo niedługo któreś z nas przestanie się tu mieścić ;)


niedziela, 24 stycznia 2016

Zdrowe ciasteczka owsiane

Trafił mi w ręce bardzo fajny przepis na zdrowe ciastka.

Składniki:
- 2 dojrzałe banany lub jabłka,
- 1,5 szkl. płatków owsianych górskich,
- 4 kostki gorzkiej czekolady,
- garść orzechów,
- 1 łyżka miodu,
- 1 płaska łyżeczka cynamonu.

Przygotowanie:
Orzechy drobno posiekajmy i zmiksujmy z bananem (jabłkiem) i czekoladą. Dodajmy resztę składników. Uformujmy małe ciasteczka, posypmy cynamonem i pieczmy w piekarniku nagrzanym do 180 st. C przez około 15 minut, do zarumienienia.
(Za: "Rewia").



sobota, 23 stycznia 2016

Pierwsze kucyki

Rosły te włosy i rosły i zawsze miałam ochotę zrobić kucyki ...tylko mi modelka uciekała ;) I wreszcie się udało. Zakochałam się jeszcze bardziej <3


czwartek, 21 stycznia 2016

środa, 20 stycznia 2016

6. ząb

Powoli ruszyło. Mani przebiła się przez dziąsło lewa dolna dwójka. Jeszcze trochę i przestanie być królikiem ;)

czwartek, 14 stycznia 2016

Samodzielność

Idę chodnikiem, obok mnie drepcze zadowolona Mania, krok przed nami Tomek prowadzi wózek. Z przeciwka idzie starsza pani i zbliżając się do nas woła kategorycznie: "Mamo, weź dziecko na ręce!". Lekko w szoku odpowiadam spokojnie: "Od tego ma nogi, żeby chodziło". "Wyrodna matka!", usłyszałam na odchodnym.

Nie ma nawet co pisać, że dziecko było zadowolone, że obok był wózek, ale nie chciało, że przecież rodzic najlepiej zna swoje dziecko, że wreszcie byliśmy po 2,5-godzinnej podróży i przyjemnie było rozruszać nogi. Bo nawet, żebyśmy nie byli, to co?

Czytałam kiedyś fascynującą książkę Magdaleny Skopek "Dobra krew. W krainie reniferów, bogów i ludzi". Autorce udało się dotrzeć do mieszkających w tundrze Nieńców i spędzić z nimi trochę czasu. Jako koczownicy regularnie pakowali oni swój dobytek na sanie i się przemieszczali. Na początku Magdzie powożenie zaprzęgiem reniferów w ogóle nie wychodziło, zwierzęta robiły, co chciały. Wodze przejęła rozbawiona Anżela. Zaraz zaraz! Musiałam cofnąć się o kilka kartek, żeby się upewnić, że nie pomyliłam bohaterów (a dzieci było tam kilkoro). Tak, miała ona 8 lat, nieźle powoziła kilkuosobowymi nartami (=saniami) i miała posłuch u swojego zaprzęgu. Zresztą dzieci wszędzie tam pomagały - kilkulatki zaganiały renifery do zagrody czy podtrzymywały ogień w ognisku.

Oczywiście wymagało tego życie, ale te dzieciaki skłoniły mnie do refleksji. Jaka przestrzeń nie tylko geograficzna i mentalna, ale też na poziomie umiejętności jest pomiędzy małym Nieńcem a Polakiem, nie mówiąc już o Amerykaninie? Tam kilkulatek potrafi złowić rybę (sam), u nas coraz częściej nie umie zasznurować butów. I może nie zachęcam do uczenia trzylatka rozpalania ogniska czy obsługi kuchenki gazowej, bo u ludów pierwotnych czy w krajach rozwijających się dzieci są traktowani jak dorośli i faktycznie umieją wiele, ale też ilość zgonów w wyniku nieszczęśliwych wypadków jest większa, ale warto zastanowić się nad tym, na ile samodzielności pozwalamy naszym dzieciom.

wtorek, 12 stycznia 2016

Nowe umiejętności

Wczoraj Marysia po raz pierwszy weszła kolanami na oparcie kanapy. Udało jej się też dosięgnąć do najniższych guzików windy, w tym alarmowego. Dodatkowo nauczyła się zwiększać ssanie odkurzacza i teraz odkurzanie przypomina mi pracę na lotnisku wśród startujących samolotów. Nie że jej rozwój w tę stronę mnie jakoś bardzo cieszy, ale w końcu musi być on wszechstronny ;)

Za to dzisiaj po raz pierwszy zobaczyłam, jak Marysia składa klocki Duplo. Nie: rozczłonkowuje, nie: rozwala, nie: demoluje, co jest jej domeną, ale właśnie składa, konstruuje, tworzy. Połączyła razem aż 5 klocków. Potem dobrała do siebie po dwa klocki tego samego kształtu, a potem próbowała złożyć wszystkie różowe i czerwone. Jestem w szoku.


EDIT 14/01/2016: Mania pierwszy raz zawołała "si", że zrobiła kupkę i wyszła nogami na oparcie kanapy.
EDIT 18/01/2016: Puzzle drewniane też po raz pierwszy ułożyła (sama!), a zawsze rozkładała tylko na części.
EDIT 20/01/2016: Mania pierwszy raz spadła z kanapy ;)

niedziela, 10 stycznia 2016

Odpoczynek od dziecka... z dzieckiem

Ostatnio Maria była trudna do koegzystowania. Potrafiła wpaść w histerię, bo nie dostała np. pilota. Płakała, tupała, rzucała rzeczami. Przytulającego odpychała, a argumenty nie przedostawały się przez płacz i zaciśnięte oczy. Taki wiek, standardowy dla dziecka, ale bardzo trudny dla rodzica. Miałam momentami bardzo dość. Czułam bezsilność, bo nic nie pomagało. Pozostawienie płaczącego dziecka samemu sobie też nie jest rozwiązaniem, bo ono przeżywa i cierpi, mimo że może z błachego dla mnie powodu.

Wyjechaliśmy na dłuższy weekend w góry. Jakby mi podmienili dziecko! Spokojniejsze, mało płaczące, histeryzujące tylko raz o moją szczoteczkę do zębów. Spędziłam z Manią 4 dni po 22-23 godziny dziennie w odległości nie większej niż 3 metry i... odpoczęłam. W samych rozrywkach nic się nie zmieniło - głównie spacerowaliśmy po parku i po miejskim deptaku (było cieplej niż w Warszawie, od -3 do +3 stopni). W przedostatnim dniu pojechaliśmy do starego młyna, gdzie Manię zachwyciło olbrzymie koło wodne, ale poza tym bez specjalnych rozrywek, bo Mania jest na nie za mała.

Nie wiem, co się zmieniło. Na pewno nie nasza obecność, bo w weekendy szaleje bardziej niż w tygodniu przy babci. Czy to, że miała mniej rzeczy do zabawy i te zabawki jej tak nie rozpraszały (rozdrażniały?). Czy po prostu nowe miejsce, czyli więcej obserwacji, skupienia, ciekawości? Nie wiem, ale bardzo chciałabym znaleźć do tego klucz.

środa, 6 stycznia 2016

Pierwsze dziecięce ubranko - spodnie pumpy/baggy


Zbierałam się do nich długo. Nawet kupiłam ładne materiały na dresowka.pl, ale tak jakoś brakowało wieczoru, żeby a) Mania poszła w miarę szybko spać, b) nie miałam jakiegoś zajęcia czy sprzątania, c) nie byłam już tak sponiewierana, że nic mi się nie chciało.

W końcu wczoraj nadszedł taki wieczór i wyciągnęłam maszynę. Wykrój odrysowałam od starych spodni w wąsy od Guga Baby, które już są trochę ciasne i na szwach dodałam po 1 centymetrze, a także po 1 cm na obwodzie na ściągaczach. Szyłam na zwykłej stębnówce, bo nie mam overlocka i dałam radę.




Spodnie wyszły fajne, z kształtu dokładnie takie, jakie miały być, tylko lekko za szerokie. Wcześniej pocięłam podobne dla siebie i wygląda, że chyba będą węższe niż planowałam, więc tu z obawy przed tym samym błędem przegięłam w drugą stronę. Na szczęście nie zjeżdżają. Mania po domu biega najczęściej w legginsach, a zimą na dłuższy spacer dorzucany jej na to jakieś dresy zamiast zimowych ortalionowych spodni, więc w tej roli powinny się sprawdzić idealnie.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

1 rok i 4 miesiące!

Mania to huragan. Niby jest grzeczna, ale jest taka... intensywna. Podziwiamy babcię, że wytrzymuje z nią te 7,5-8 godzin. Bądź co bądź Mania potrafi dać w kość. Jest uparta i musi dostać to, co chce. Czasem dostaje, a czasem nie. Wtedy potrafi wpaść w niezłą histerię. Generalnie małe dzieci mają jeszcze problem z radzeniem sobie z emocjami. Maria nie jest wyjątkiem.

Od jakiegoś miesiąca ma spory problem z jedzeniem. Wygląda, że jest to kwestia zębów, że Mania z niezłego smakosza zamieniła się w niejadka. Ale do tego stopnia, że potrafi przez cały dzień zjeść tylko jeden jogurt i dolewać mleka. I ze spaniem - niedawno zasypiała koło 12, teraz czasem zasypia, a czasem hasa do 14, 15, czasem trzeba wsadzić w auto, żeby padła. Do nocnika też ma lekką awersję. Chyba do wszystkiego przy czym musi się chwilę zatrzymać. Nawet pieluchę ciężko jej zmienić.
Jest trochę pobudzona, rozbiegana, rozszalała - to wyrzuci mi rzeczy z szuflady w kuchni, to wyjedzie wanienką do salonu, to powyciąga mi wszystkie rajstopy z komody. Albo przewróci choinkę. Tajfun energii. Zatrzymuje się już tylko, jak przypomni sobie, że dawno nie oglądała psów na YouTube. Nawet jak czytamy, to potrafi mi szybko przewracać kartki tak, że nie zdążę czytać albo co kilkanaście sekund dawać nową książkę do czytania. Może to nowy standard, a może skok rozwojowy. Mam nadzieję, że to drugie.

niedziela, 3 stycznia 2016

Anegdotka o papaniu

Od Nowego Roku gościliśmy w domu bardzo sympatycznego Słowaka. Polubili się z Marysią. Gdy nie chciała jeść, zawołał "Papaj*, Marysia!".

Praktycznie 30 lat temu... mała Kasia siedziała wiosną na kocyku przed domem w Havličkach Brodzie w Czechach. Też nie chciała jeść. Przechodzące sąsiadki zawołały "Papaj, Katku, papaj!" i... Kasia pomachała papa.

* papaj (cz.) = jedz

piątek, 1 stycznia 2016

5. ząb

Mania wreszcie przestaje być królikiem. Przez dziąsło wybił się dzisiaj piąty ząb - lewa górna "dwójka" :) Rozwój to marny, bo u znanych rówieśników wychodzą zęby od nr 9 do 12, ale zawsze do przodu.