...Moja Mania
Blog dzieciocentryczny - o Maryni, o macierzyństwie, rodzicielstwie bliskości i podążaniu za dzieckiem; o wyprawce, żywieniu i zabawkach rozsądnym okiem; do tego trochę refleksji, trochę DIY wokół dzieci i odpowiedzi na nurtujące mnie pytania - może ktoś, kto tu trafi, nie będzie musiał przeszukiwać drugi raz Internetu czy wypytywać innych mam o to, o co ja pytałam... Zapraszam, zajrzyj do naszego świata i rozgość się chociaż na chwilę :)

środa, 10 maja 2017

O szczepieniach subiektywnie



Sytuacja 1. W szkole rodzenia położna doradza, by szpitalu zapłacić 50 zł za lepszą szczepionkę ma WZW. Jak to lepszą? To są gorsze? I dlaczego system zdrowotny oszczędza na niemowlętach???

 
Sytuacja 2. Czytam i czytam. Co się da. Po polsku i po angielsku. Aż głowa pęka. Niestety w Polsce dostępne są tylko oficjalne strony typu szczepienia.pl albo po drugiej stronie barykady stopnop.pl. Stopnop nie czytam (chyba, że jakiś odsyłający link, to zerkam), ale za to czytam Marię Majewską. I rozporządzenia Ministra Zdrowia oraz komunikaty Głównego Inspektora Sanitarnego. Są jeszcze fora rodzicielskie, ale pojedyncze przypadki są niczym w statystyce ("Nie szczepię i moje dziecko nie choruje, a koleżanka szczepi i jej ciągle choruje"), a bardziej profesjonalnie mówiąc statystycznie nieistotne. I fora para-medyczne lekarzy i rodziców dyskutujących o ułożeniu optymalnego kalendarza szczepień - te już lepsze. Im więcej czytam, tym bardziej czuję się głupia. Aż głowa pęka. Dymi wręcz.

Chyba jednak bardziej skłaniam się do szczepionek jak najmniej skojarzonych. I nie rozważam nieszczepienia, chociaż boję się niektórych NOPów, czyli odczynów poszczepiennych (bo przecież jakieś istnieją), a raczej kombinuję, jak zaszczepić mądrze.

 
Sytuacja 3. Dzwoni pani z infolinii LuxMed i za "jedyne" 900-4500 zł zależnie od pakietu chce mi sprzedać pakiet prawie wszystkich lub wszystkich możliwych szczepień do 2 roku życia, przy czy pakiet nie uwzględnia poślizgów i obowiązuje do skończenia 2. roku życia przez dziecko. Dziękuję, postoję. A w każdym razie chociaż jeszcze poczytam zanim podejmę tak istotną decyzję w 2 minuty.


Sytuacja 4. U Mani dosyć szybko zauważyłam zwiększone napięcie mięśniowe, potwierdzone przez pediatrę i potem przez neurologa. Pani neurolog zaleca wolniejsze i ostrożne szczepienie (nie 5-w-1, żeby obserwować reakcje na szczepionki), zaszczepienie koniecznie krztuśćcem bezkomórkowym, a wcześniej zrobienie USG przezciemiączkowego, żeby wykluczyć potencjalne dodatkowe kwestie neurologiczne. I stąd kalendarz szczepień nam się później opóźni bo a) czekam na wizytę u neurolog i USG, b) długo szukam DTPa 3-w-1 (to "Pa" to krztusiec bezkomórkowy czyli acelularny właśnie), bo akurat od 2 miesięcy brak w hurtowniach farmaceutycznych, a te z bezpłatnej puli sanepidu są dla faktycznie ciężkich przypadków typu dziecko po udarze, a nie tam ze zwiększonym napięciem. Trochę to komiczne, że sporo rodziców nie chce zaszczepić swojego dziecka, a ja właśnie chcę, tylko nie mam czym.

 
Sytuacja 5. Pierwsza wizyta szczepienna w przychodni. Chcę szczepić tylko na WZW, bo jeszcze czekam na USG, a na WZW dostałam już zielone światło od pani neurolog. Nowo poznana przypisana nam losowo lekarka a) chce zaszczepić na wszystko, na co się da ‌(czyli standardowe 5 + rotawirus), b) traktuje mnie z pogardą i jak debila i c) ostatecznie wręcza do podpisania kartkę, że rezygnuję z pozostałych szczepień i zostałam poinformowana o szczepieniach dodatkowych, z których również rezygnuję. Zero sensownej rozmowy. Nawet nie wiem, czy rezygnuję dzisiaj, czy na zawsze. Z wizyty wychodzę psychicznie podeptana.

 
Sytuacja 6. USG wypada dobrze i jakiś czas później znajduję DTPa tak blisko, pod nosem w LuxMedzie. To olbrzymi moloch medyczny i gdzieś dostali albo wcześniej kupili hurtowe ilości. Szczepię. Pierwszy NOP* - po ok. 30 godzinach Mania przestaje gugać, milknie, co najwyżej płacze i wydaje się przeraźliwie smutna. Lekarz LuxMed bada dokładnie, nic nie znajduje, nie chce wypełnić zawiadomienia o NOPie do sanepidu. Lekarz POZ też. Odchodzę od zmysłów. I dodatkowo się wkurwiam na lekarzy. Po tygodniu wszystko mija. Koleżanka potem mówi, że jedno z jej dzieci też tak miało tylko bez szczepienia. Być może jakiś skok rozwojowy.

 
Sytuacja 7. Odwiedza nas koleżanka internistka. Młoda, ambitna, rozsądna. Podpytuję, co wie, o szczepieniach. Okazuje się, że miała staż w szpitalu pediatrycznym. I nawet pytała lekarkę nadzorującą o to, które szczepienia nieobowiązkowe są ważne, a które mniej. Lekarka powiedziała coś w stylu, że ospa nie tak koniecznie, bo nawet dzieci nieźle ją przechodzą. Kolejnego dnia koleżanka stażystka przyszła do pracy i okazało się, że w nocy przywieziono  na dyżur dziewczynkę z ospą, która po kilku dniach zmarła. Lekarka stwierdziła, że los sprowadził ją do parteru.
Koleżanka mówi też, że na wykładach uczono ją, że szczepienie kilkoma szczepionkami na raz generalnie nie jest złe, bo organizm przechodzi wtedy w wysoki stan alertu i powinien złapać wtedy silną odporność.


Sytuacja 8. Żeby chociaż trochę rozdzielać szczepienia, na jednej wizycie planuję szczepić przeciwko DTPa, na drugiej HIB+polio, a na którejśtam kolejnej WZW. Z przerwami co najmniej miesięcznymi, ale raczej dwumiesięcznymi. Z obowiązkowymi czekam na jakieś dłuższe "okienko" w naszym pokręconym kalendarzu szczepień. 
Z przesuniętego kalendarza wynika jeden plus - z racji późnego wieku (6 miesięcy) Mania może dostać jedną szczepionkę przeciwko HIB mniej. Mania ma 5 miesięcy i 3 tygodnie, ale lekarka upiera się, że dziecko musi mieć skończone 6 miesięcy i szczepi tylko przeciwko polio. Po dwóch dniach dostaję interpretację z sekretariatu Głównego Inspektora Sanitarnego: "zapis należy interpretować analogicznie do informacji zawartych w Programie Szczepień Ochronnych na 2015 rok w części - Organizacja Szczepień w punkt. 4 str. 26 w brzmieniu "Określony w części I A.PSO wiek dziecka należy rozumieć jak w przykładzie: dziecko, które ukończyło 3 lata jest w 4 roku życia". W przypadku Pani dziecka, jeżeli dziecko ukończyło 5 miesięcy to oznacza, że jest w 6 miesiącu życia. Mała satysfakcja, że ja wiem, a lekarka okazała się być niedouczona, tylko traci dziecko, bo kolejna szczepionka przesuwa się o ponad miesiąc.


Sytuacja 9. Spotykam koleżankę, która ma kolegę lekarza, który jakiś czas temu był stażystą u jakiegoś znanego polskiego profesora (nazwiska nie zapamiętałam). Kolega się dopytywał, bo sam ma dzieci. Profesor ten potwierdził, że akurat szczepionki skojarzone 5-w-1 uznawane są za relatywnie bezpieczne i on poleca nimi szczepić, jeżeli nie ma innych przeciwwskazań.


Sytuacja 10. Któraś z kolejnych, ale tych wcześniejszych szczepionek skutkuje tym, że kilka godzin po przyjściu do domu Mania zaczyna się zanosić. Na szczęście nie do omdlenia. Przytulam mocno, dmucham w twarz, sama nie wiem, skąd wiem, co robić. Widok zanoszącego się dziecka jest straszny. Do wieczora wiem chyba wszystko o zanoszeniu. Dobrze, że moja mama jest emerytowaną pielęgniarką pediatryczną i sporo takich przypadków zna z autopsji. Na szczęście potem jeszcze 2 epizody i od prawie 2 lat spokój. Wszystkie kolejne szczepionki już spokojnie, nawet bez odczynów poszczepiennych (z wyjątkiem jednego zaczerwienienia).



DLACZEGO WIĘC SZCZEPIĘ?

1. Bo wiem, że są NOPy, ale wiem też, że dzieci faktycznie umierają od chorób zakaźnych, a dokładniej od ich powikłań.
2. Bo nie wierzę, że jak się dziecko dobrze leczy, to powikłań nie ma. Zawsze mogą być. Dokładnie tak samo jak NOPy. A powikłania mogą kończyć się zgonem, zapaleniem mięśnia sercowego, zapaleniem opon mózgowych czy sepsą.
3. Bo słyszałam z pierwszej ręki o więcej ilości zgonów w bardzo małej grupie niezaszczepionych dzieci (<10% dzieci), a o żadnym wśród tych zaszczepionych (>90%, gdzie zgon może być traktowany jako NOP), a statystycznie powinno być odwrotnie - większa próba to większa reprezentacja.
4. Bo moja mama przez 20 lat szczepiła dzieci w mieście o 27 tys. mieszkańców, gdzie o każdej dziwnej chorobie czy NOPie wiedziało całe środowisko medyczne, gdzie znała ona "swoje" przychodniane dzieci i nie spotkała się z żadnym istotnym NOPem (a to już statystycznie duża próba). Za to jedno niezaszczepione dziecko zmarło.
5. Bo po tych całych przygodach Mania jest zdrowa, wesoła i bardzo sprytna/inteligentna (fakt, statystycznie nieistotne, ale subiektywnie istotne).


O CZYM NALEŻY PAMIĘTAĆ?

1. Żeby dziecko było perfekcyjnie zdrowe. Jak nie jest, najlepiej od razu odwołaj wizytę, bo a) jak masz lekarza-konowała, to zignoruje i zaszczepi, b) wprowadzając zawirusowane dziecko do przychodni dzieci zdrowych, ryzykujesz zarażenie wirusem świeżo zaszczepionych dzieci. Ponieważ Mania ma predyspozycje do chorób nerek, jak niepokoił mnie jakiś najmniejszy objaw moczowy, pobierałam mocz kilka dni przed i płaciłam te kilkanaście zł za badanie ogólne. Jak wiesz, że dziecko ma lekki zaschnięty katar od zimy i kaloryferów, to raczej możesz machnąć ręką, ale jak pojawia się świeży katar, to lepiej przesunąć szczepienie, bo nigdy nie wiesz czy to akurat nie jest początek np. infekcji wirusowej. Najlepiej 2-3 dni przed i po unikaj wizyt obcych dzieci. Potem z czasem coraz lepiej będziesz znać organizm swojego dziecka, reakcje na przeziębienia czy choroby. Ja obecnie dwulatkę już na drugi dzień po szczepieniu puszczam do naszego przedszkola Montessori.

2. Żeby się nie śpieszyć z niektórymi szczepionkami - chociaż szczepienie przeciwko odrze-śwince-różyczce kalendarz przewiduje na 13-15 miesiąc, sporo lekarzy każe odczekać do tych 15 miesięcy, bo jest to ciężka szczepionka. A jak ten wiek wypada w marcu-kwietniu, kiedy dziecko często łapie wirusy, to lepiej poczekać nawet do maja. Albo jak konkretnej szczepionki nie ma w przychodni i szczepią jedną, a na drugą każą przyjść po 2 tygodniach, to poczekaj chociaż ten miesiąc - niech organizm dojdzie do równowagi po pierwszym szczepieniu.

3. Żeby w miarę możliwości przeczytać rozporządzenie GIS, bo wiedza niektórych lekarzy pozostawia sporo do życzenia. A ostatecznie to Ty jesteś odpowiedzialna/odpowiedzialny za to dziecko.


EPILOG ;)


Sytuacja 11. Lekarka Mani odchodzi z przychodni i mam na cito wybrać lekarza. Tu forum pomaga - koleżanka z okolicy poleca mi lekarkę, która okazuje się być super i sama uważa, że bezpieczny spokojny odstęp między szczepieniami to dwa miesiące. Nie traktuje mnie też jak ostatniego debila albo mebla, czuję, że mam partnera do rozmowy i nawet jak się zagubię, to jej mogę zaufać.


Zdjęcie: CC0 Public Domain /qimono

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz