Moje pierwsze książki: książki tekstylne (3M+)

środa, 8 lipca 2015
Książki tekstylne uważam za najlepsze książki dla malucha, którego schemat poznawczy to oko-ręka-buzia. Są właściwie niezniszczalne. Przy pobrudzeniu/ulaniu albo co jakiś czas przy ślinieniu można je wrzucić do pralki na cykl 30 stopni.
 
Długo naszym hitem nr 1 była książeczka Leka z Ikei za 29,99 zł. Zalecana przez producenta dla dzieci powyżej 6 miesiąca życia, ale u nas poszła w obroty wcześniej. Lubimy ją za różne faktury, szeleszczące elementy, wystające elementy, zwierzątka i coś, co mają wszystkie zabawki z Ikei - długaaaśne metki. Bo wszystkie niemowlęta kochają metki (a jak już mają te 2-3 lata, to wszystkie jak jeden mąż ich nienawidzą). Fajna jest też zawieszka, bo można przyczepić ją do smyczki, jak dziecko wejdzie w fazę wyrzucania wszystkiego z wózka.


 

Moje pierwsze książki: książki kontrastowe (0-6M)

wtorek, 7 lipca 2015
Książeczki kontrastowe o prostszych rysunkach można pokazywać dzieciom teoretycznie już od urodzenia, w praktyce bardziej od drugiego miesiąca i oczywiście dawać do rąk, jak już będą w stanie je złapać.


Książki kontrastowe wydaje:
1) Wydawnictwo Wilga - seria "Książeczki kontrastowe", m.in. "Moje pierwsze obrazki", "Jakie to ciekawe!", "Zwierzęta wokół nas" rekomendowane od 3-ego miesiąca i takie z dodatkiem kolorów od 6-ego m-ca np. "Nasze buzie", "Zwierzęta tu i tam", " Świat dzidziusia", "Świat wokół nas" - 9,90 zł za 10 stron.


Moje pierwsze książki: wprowadzenie

poniedziałek, 6 lipca 2015
Mój mąż i ja kochamy czytać. U mnie teraz, jak to u matki, trochę mniej czasu na czytanie, ale wieczorem jak Mania śpi czy to w metrze, na urlopie czy to w szpitalu (ehm), zawsze się go troszkę znajdzie. 

Ku naszej radości, nasze dziecko też kocha książki. Obecnie dużo częściej widzę ją kartkującą jakąś książkę niż bawiącą się czymś innym.

Czytać można nawet noworodkowi. Niektórzy czytają dzieciom od urodzenia, inni już w czasach, gdy są one w brzuchu. Noworodek jest mało wymagający - jeszcze nie łapie książek w ręce, jeszcze ich nie gryzie, ba! jeszcze ich nie widzi (poza niektórymi książeczkami kontrastowymi). Możemy więc czytać mu zarówno książki dziecięce całokartonowe, te z miękkimi kartkami np. z serii "Poczytaj mi, mamo", jak i własne lektury ;) Maryni było wszystko jedno, więc dzieliłam się z nią swoimi kryminałami albo czytałam i jej i sobie "Mikołajka".

Pamiętam książki mojego dzieciństwa. Bardzo je lubiłam, część kochałam, kilku nie lubiłam, bo jakoś nie podeszły mi obrazki. Moja najkochańsza była "Masza i niedźwiedź". Wg mojej mamy znałam ją na pamięć, kazałam czytać codziennie i była już praktycznie w strzępach, gdy mamie udało się kupić drugą identyczną. Byłam tak mała, że w ogóle tego nie pamiętam. Ale jakimś dziwnym trafem jak byłam 10 lat temu we Lwowie i koleżanka Ukrainka chciała mi sprezentować prostą bajeczkę do nauki rosyjskiego, wybrałam na bazarze właśnie "Maszę i Niedźwiedzia". Przypadek?

Szpital

sobota, 4 lipca 2015
Szpitale są złe. Z założenia. Nikt tam dobrowolnie nie chodzi. Chyba że ktoś odwiedza kogoś, kogo kocha. 

Siedzimy na patologii niemowląt w szpitalu na Niekłańskiej na Saskiej Kępie. Po ok. 30 godzinach, 4 nurofenach, kroplówce i 5 pierwszych dawkach antybiotyku udało nam się zbić gorączkę dochodzącą do 40 stopni. Późniejszy posiew potwierdził bakterię E. Coli. Pacjent był prawie zdrowy, ale trzeba było skończyć antybiotyk. Zdrowy, co nie znaczy, że zadowolony. 

Po pierwszych zabiegach Marynia reagowała płaczem na widok salowej wchodzącej z czystym workiem na śmieci. Na początku była baardzo smutna, potem pojawiły się weselsze momenty. Odwiedziły nas nawet panie z Fundacji Dr Clown i zostawiły balonowego pieska i clowni nosek. Tata w tym nosku był bardzo śmieszny.

Obsługa miła, pomocna, informuje, co się dzieje czy jakie leki podaje. Tylko wchodzą do sali jak do saloonu w westernie. 6 rano: jeb! temperatura, 7: jeb! kieliszek z probiotykiem, 7:50: jeb! wymiana worków na śmieci, 8: jeb! antybiotyk, 8:30: jeb! Ile kup było i co jadła?, 9: jeb! obchód, 10: jeb! mycie podłogi, itd. Po południu rzadziej, ale i tak zgodnie z prawem Murphy'ego po ponad godzinnym usypianiu i zaledwie kilkunastu minutach spania będzie jeb! W nocy też wesoło - najpierw o 23:30 wpada pani od gorączki i ledwo uda się to biedne rozkrzyczne dziecko utulić do snu, a wpada pani z antybiotykiem. Tylko raz personel wpadł na pomysł, żeby zrobić to razem. Ja rozumiem, że to nie spa i nie hotel, wygód nie ma, ale sen to jednak istotny sprzymierzeniec zdrowia. Oczywiście tak jest chyba wszędzie. Jak leżałam na Patologii Ciąży z Manią, to 4 rano okazała się być najlepszą godziną do robienia KTG. Przy tym wszystkim trzeba pamiętać, że pielęgniarka to funkcjonariusz państwowy i nie można jej udusić, bo się z więzienia już nie wyjdzie.

W szpitalu panuje nadal gospodarka niedoborów. Że papieru toaletowego nie ma, to już standard. Ale że mydła w łazience nie ma, to słabo. Jest tylko w sali, żeby było dla lekarzy. Ciekawe, co by na to powiedział Sanepid. A jeść w sali nie można ze względu na higienę, buhaha - czystszy mój obiad niż tutejsze klamki. Więc żeby zjeść obiad, należy zostawić płaczące dziecko w łóżeczku, bo jemu za to nie wolno opuszczać sali. 

Do tego wszystkiego dorzućcie sobie wschodnie okna, ponad 30 stopni i totalny zaduch. Nie ma czym oddychać, nie ma jak zrobić przeciągu. I tak dobrze, że są rolety. Zostawiam jedno okno uchylone, żeby trochę powietrza weszło, ale ze względu na brak różnicy temperatur obieg jest prawie zerowy. W nocy robi się chłodniej, przykrywam Marynię, bo coś się glut zbiera. Wstaję ostrożnie z mojej powyginanej trzeszczącej polówki przed 6 rano, jak na dworze jeszcze jest 16 stopni, szczelnie przykrywam Manię i mocno otwieram okna. O 8 jest już 20 stopni, więc zamykam. O 9 na dworze jest już 26 stopni i mam wrażenie, że z mojego wietrzenia nie zostało ani śladu.

Wczoraj, najprawdopodobniej w odpowiedzi na antybiotyk, pojawiła się biegunka, ale słabsza niż kiedyś przy rota. Dzisiaj znowu Marynię zacewnikowano i pobrano mocz do badań. Prawdopodobnie ostatnia dawka antybiotyku i będziemy tu wegetować, czekając dwa dni na posiew. Masakra! 
 

10 miesięcy

czwartek, 2 lipca 2015
Boże, jak to leci. Chwilę temu pisałam o 8 miesiącach i za chwilę zrobię taki sam wpis na roczek.
Marynia jest już taka duża (będę chyba tak mówić aż skończy 30 lat hehe). Wie, które książki na regale są jej, a które rodziców (te zrzuca z szelmowskim uśmiechem). Kocha kicać po kanapie i zrzucać, co się da. Dobrze zasuwa bokiem przy meblach, ostatnio nawet złapała dwa razy krzesło i przeszła z nim ponad metr. Wstaje też po drzwiach i lustrach i kontrolowanie upada na pupę albo opiera się o coś plecami, zsuwa się w kucki i zaraz siada. Czasem nawet potrafi się pod okiem i asekuracją rodzica zsunąć na nogi z kanapy (do nauki schodzenia tyłem jeszcze daleko). Próbuje puszczać się brzegu kanapy i stać sama albo odwraca się do niej tyłem, opiera się pupką i lekko odbija, próbując łapać równowagę.

Polubiła brokuły, śpi często na boku, loki są coraz dłuższe, a zębów brak mimo długiego namiętnego ząbkowania. Dalej kocha kąpiele, ale już się jej nie zdarza przewracać w wannie, tylko bawi się na całego gumowymi zabawkami. Na szczęście, łojotok już długo i póki co skutecznie przygaszony. Zrobiła się drobniejsza, bo wydłuża się szybciej, a mało tyje.

Na spacerach hitem poza psami jest huśtawka i piaskownica. Nawet niedawno oprotestowała moją próbę wyjścia z placu zabaw z pominięciem tej drugiej. Kocha książki, czyta je od początku do końca, od końca do początku i do góry nogami też. Książki mamy są lepsze, bo można miąć kartki, a te całokartonowe co najwyżej dobrze się gryzie. Oczywiście największą miłością obdarza telefony, kable, buty (chowamy do szafki jak przy szczeniaku) i komputer. Potrafi wyciągnąć ukradkiem telefon z kieszeni. Uwielbia grzebać w torebkach i walizkach!

Dalej jej ciężko zasnąć w dzień, a dodatkowo ostatnio chyba próbuje się przestawiać na jedną drzemkę. Częściej budzi się w nocy i przesypia poranek u nas. Dalej ma wstręt do czapek, tylko jak wcześniej płakała przy zakładaniu, tak teraz je po prostu ściąga i rzuca na chodnik z radością. Dobrze, że minął, bo przez chwilę pojawił się wstręt do przewijania - wielorazówki poszły w kąt, a do Pampersów potrzebne były aż cztery ręce. Wcześniej raz zaliczyła skutecznie nocnik.

W dziesiątym miesiącu zaczęła szeptać i urocza jest, jak się bawi na dywanie i pod nosem sobie mówi "tata tata aha pffff ". Ale coraz częściej goni mamę i wisi na nogawce spodni, bo pojawił się lęk separacyjny. Gdy jestem w domu, nie bardzo daje się wziąć na ręce nawet tacie. Jak wychodzę - problem znika.

"Papa" zrobi rzadko, ale za to pięknie robi kosi-kosi. Często bije sobie brawo. Ostatnio nauczyła się kręcić dookoła własnej osi siedząc.

Bardzo chora

środa, 1 lipca 2015
Siedzimy w szpitalu., Marynia wreszcie przysnęła, gorączka 39,8 stopnia, a w pokoju upał co nie miara. Przyjechaliśmy tutaj po 23, jak okazało się, że wyniki moczu są złe. Maryni założono wenflon i przecewnikowano kolejny mocz do badań. Nacierpiała się bardzo, do prawie 3 rano kwiliła, potem w końcu padła.

PS. Dzisiaj miałam wrócić do pracy.