Mania kocha tańczyć. Dawniej stała nieruchomo na stopach i potrząsała pupką. Jeszcze jak nie umiała sama stać, to przytrzymywała się przy tym kanapy. Czasem klaskała albo klepała się do rytmu w kolana. Niedawno zaczęła przestępować z nogi na nogę, gibając się na w miarę sztywnych nogach jak pingwinek. Ostatnio kręci się wokół własnej osi raz w lewo i raz w prawo. A wczoraj do piosenki "Jedzie pociąg" zaczęła bardzo szybko przebierać nogami w miejscu. Nawet do rytmu. Nikt jej tego nie pokazywał, nie chodzi do żłobka, nie ogląda bajek z dziećmi. Taka pierwotna wrodzona reakcja na muzykę.
Mania kocha też psy. Bardzo. Kiedyś z racji tego pokazałam jej bobomiga na psa. Na początku długo nie ogarniała, potem na każdego mijanego psa klepała się w udo i próbowała "szczekać" (i generalnie wychodziła z siebie i z wózka), a teraz podchodzi do mnie pokazuje na telewizor, laptopa czy komórkę, klepie się w udo i woła swoje zniekształcone, ale nie dające się z niczym pomylić hał hał. Więc puszczam jej od kilku dni "Pieski małe dwa", "Kundla burego" czy "Puszka Okruszka". A Maria rozpływa się w radości. Piosenki te tak szybko załapała, że jak ostatnio jedna z nich leciała z płyty, to zaczęła klepać się po udzie i "szczekać", mimo że żadnego psa nie widziała.
Ale oczywiście najlepsze jest połączenie obu tych rzeczy, czyli psie piosenki z YouTube na telewizorze i radosny taniec.
Ja: Odłóż Marysiu, już kupiłam jabłka.
Pani: Dobrze, dobrze, niech sobie weźmie. Taki prezent ode mnie.
Marysia patrzy na nią czujnie i wkłada drugą rękę do skrzynki. Po chwili ma już dwa jabłka.
Ja: Marysiu, nie przesadzaj, oddaj jedno.
Pani, śmiejąc się coraz bardziej: Dobrze, dobrze, weź dwa.
Ja: To niech mi pani zważy takie dwa, to zapłacę.
Pani: Nie, nie trzeba. - odpowiada zaśmiewając się pani.
1) lubiący prezenty funkcjonalne, dla których np. srebrna grzechotka z grawerem czy smoczek na pierwszy ząbek to zbędny bibelot i kurzołapka,
2) ceniący pamiątki, dla których np. drogi fotelik samochodowy jest niesatysfakcjonującym prezentem, bo po roku-dwóch się go odsprzeda albo odda komuś z rodziny i nic z tego dziecku nie pozostanie.
Moje pierwsze książki: "Moja pierwsza książka o liczbach" i "Moja pierwsza książka o kolorach" Eric Carle (1+)
poniedziałek, 5 października 2015Obie książki oparte są na tym samym koncepcie: kartki w środku rozcięte są na pół, a czytający ma za zadanie dopasować górę z dołem. W "liczbach" są to czarne kwadraty w rosnącej liczbie na górze i owoce w różnej liczbie i losowej kolejności na dole. W "kolorach" na górze jest kolor, a na dole przedmiot/istota w danym kolorze. Oczywiście Mania jeszcze nie liczy, ale namiętnie przewraca wszystkie kartki. Ta nowość, że można nietypowo kartkować tylko pół książki, też jej się bardzo podoba.
Moje pierwsze książki: "Gdzieżeś ty bywał, czarny baranie" i "Stary niedźwiedź" (9M+)
czwartek, 1 października 2015Mania bardzo je polubiła. Ja sama nie mogę się zdecydować, którą z nich lubię bardziej. Baran jest bardzo śmieszny za to niedźwiedź taki uroczy, wcale niestraszny, chociaż może troszeczkę, jak wyje ;)
Książeczki powiększają nasz repertuar śpiewany. Podobno babcia też śpiewa. Mój mąż wyjątkowo się cieszy z barana, bo przypomina mu odcinek "Miodowych lat" z dzieciństwa, kiedy to główni bohaterowie mieli brać udział w jakimś konkursie i przewijał się tam regularnie właśnie ten kawałek. A Tomek wraz z siostrą znał już go na pamięć, gdy program się skończył.


