Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty
Jakiś czas temu wspomniałam Wam o pięknej akcji Tęczowy Kocyk. Dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć kolejną grupę cudownych ludzi, głównie kobiet, i ich pracę.
Akcję "Ośmiorniczki dla wcześniaków" zapoczątkowała mama Asia Kmieć, która dowiedziała się o takiej akcji w Danii. Inicjatywie patronuje Fundacja Małych Serc, a zaangażowały się w nią setki osób, które charytatywnie szydełkują małe ośmiornice lub przekazują środki na materiały.
Nie wiem, czy wiecie, ale obie lalki-bobasy mają u nas status członka rodziny. Mogę z dumą pochwalić się, że jestem babcią :) Lale mają swoje gadżety: wózki, smoczki, butelki.
Ponieważ Mania ma końcówkę rotawirusa, a na dworze upał, musi niestety siedzieć w domu. A jak wiadomo w domu zawsze jest troszkę nudniej niż na dworze. Stąd konieczność przeszycia prującego się szwu piżamy stała się pretekstem do odgrzebania starego projektu. Gdy jakiś czas temu jechaliśmy z mężnym odebrać używany ręcznik Skip Hop z Olx za 5 zł, usłyszałam, że jestem trochę nie ten tego ;) Pewnie to prawda, ale w mojej głowie był już plan.
Początkowo stwierdziłam, że Mania jest jeszcze za mała na kalendarz adwentowy, nie zrozumie ani jego idei, ani odliczania do Świąt. Potem jednak zrobiło mi się żal, bo jedyne kalendarze adwentowe, które były w naszym dzieciństwie to bombonierki z okienkami, które i tak pałaszowało się w jeden dzień.
Idea projektu do ostatniej chwili była niedookreślona. Właściwie w zakresie dekoracji powstał z tego, co było w moim przyborniku DIY. Planowałam zrobić go wieczorem, gdy Mania zaśnie, żeby za szybko się z nim nie zdradzić. Ponieważ los dla rodzica nie zawsze jest łaskawy, Marynia poszła dzisiaj spać po 23 i wieczór stał się nocą. Połowiczny efekt pracy poniżej. Połowiczny, bo wisi na nim tylko połowa paczuszek. Na szczęście Mania nie umie liczyć do 24 ani nawet do 12, więc jutro potajemnie go dokończę - mam nadzieję, że o trochę bardziej ludzkiej porze :)
Przyszedł już wrzesień, a pogoda na dworze nie może się zdecydować czy to jeszcze lato czy już jesień. Marzyło mi się jeszcze odtworzyć klimat pikniku w ogrodzie, mimo że za oknem wiało. Zobaczcie, czy się udało :) W każdym razie jubilatka cieszyła się najbardziej z 1) dzieci, 2) prezentów, 3) paluszków ;)
Nowa kołyska, bobas i samodzielnie uszyta pościel, bo Mania to też mama (lalkowa)
piątek, 3 czerwca 2016
Przy Dniu Dziecka prezenty są dla nas tylko dodatkiem. Mania w ogóle jeszcze nie wie o jego istnieniu. Na początku planowałam nic nie kupować, mężny planował kupić kolejną książkę (bo każda okazja jest dobra na nową książkę ;)). Potem przy Marysi głębokich uczuciach macierzyńskich wobec lal pojawił się pomysł kołyski, ale mężny wymiękł i kupił ją przed czasem ;) Jest klasyczna, drewniana, polska i piękna. Zależało nam na kołysce, a nie łóżeczku, bo cały czas łudzimy się, że kilka minut kołysania lal, to kilka minut wolnego dla nas :D
Nie chciałam kupić kolejnego kremu. Chciałam coś dać od siebie. Chciałam uszyć, bo po pierwsze szycie sprawia mi przyjemność, bo drugie miałam akurat szyciowy pomysł, a po trzecie, chciałam udowodnić mojej mamie, że też potrafię coś uszyć. Moja mama skończyła szkołę krawiecką, w młodości projektowała i szyła sobie piękne sukienki, potem mi maleńkie sukieneczki, a potem jak oczy były już nie te - zawsze jeszcze uszyła zasłony, pościel Mani czy skróciła spódnicę. Nigdy nie chciała uczyć mnie szyć, żebym nie traciła na to czasu. Ale chodziło to za mną, oj chodziło. W końcu na 30-ste urodziny mężny kupił mi maszynę i od pół roku udaję, że szyję, jak już uda mi się położyć Manię spać, posprzątać dom, wykąpać się i mieć siły - czyli rzadko. Projekt ten był szczególny, bo z jednej strony miała to być niespodzianka, więc nie mogłam jej spytać o instrukcję, a z drugiej strony chciałam uszyć coś nieprzeciętnego.
Trafił mi w ręce bardzo fajny przepis na zdrowe ciastka.
Składniki:
- 2 dojrzałe banany lub jabłka,
- 1,5 szkl. płatków owsianych górskich,
- 4 kostki gorzkiej czekolady,
- garść orzechów,
- 1 łyżka miodu,
- 1 płaska łyżeczka cynamonu.
Przygotowanie:
Orzechy drobno posiekajmy i zmiksujmy z bananem (jabłkiem) i czekoladą. Dodajmy resztę składników. Uformujmy małe ciasteczka, posypmy cynamonem i pieczmy w piekarniku nagrzanym do 180 st. C przez około 15 minut, do zarumienienia.
(Za: "Rewia").
Składniki:
- 2 dojrzałe banany lub jabłka,
- 1,5 szkl. płatków owsianych górskich,
- 4 kostki gorzkiej czekolady,
- garść orzechów,
- 1 łyżka miodu,
- 1 płaska łyżeczka cynamonu.
Przygotowanie:
Orzechy drobno posiekajmy i zmiksujmy z bananem (jabłkiem) i czekoladą. Dodajmy resztę składników. Uformujmy małe ciasteczka, posypmy cynamonem i pieczmy w piekarniku nagrzanym do 180 st. C przez około 15 minut, do zarumienienia.
(Za: "Rewia").
Zbierałam się do nich długo. Nawet kupiłam ładne materiały na dresowka.pl, ale tak jakoś brakowało wieczoru, żeby a) Mania poszła w miarę szybko spać, b) nie miałam jakiegoś zajęcia czy sprzątania, c) nie byłam już tak sponiewierana, że nic mi się nie chciało.
W końcu wczoraj nadszedł taki wieczór i wyciągnęłam maszynę. Wykrój odrysowałam od starych spodni w wąsy od Guga Baby, które już są trochę ciasne i na szwach dodałam po 1 centymetrze, a także po 1 cm na obwodzie na ściągaczach. Szyłam na zwykłej stębnówce, bo nie mam overlocka i dałam radę.
Spodnie wyszły fajne, z kształtu dokładnie takie, jakie miały być, tylko lekko za szerokie. Wcześniej pocięłam podobne dla siebie i wygląda, że chyba będą węższe niż planowałam, więc tu z obawy przed tym samym błędem przegięłam w drugą stronę. Na szczęście nie zjeżdżają. Mania po domu biega najczęściej w legginsach, a zimą na dłuższy spacer dorzucany jej na to jakieś dresy zamiast zimowych ortalionowych spodni, więc w tej roli powinny się sprawdzić idealnie.
W końcu wczoraj nadszedł taki wieczór i wyciągnęłam maszynę. Wykrój odrysowałam od starych spodni w wąsy od Guga Baby, które już są trochę ciasne i na szwach dodałam po 1 centymetrze, a także po 1 cm na obwodzie na ściągaczach. Szyłam na zwykłej stębnówce, bo nie mam overlocka i dałam radę.
Spodnie wyszły fajne, z kształtu dokładnie takie, jakie miały być, tylko lekko za szerokie. Wcześniej pocięłam podobne dla siebie i wygląda, że chyba będą węższe niż planowałam, więc tu z obawy przed tym samym błędem przegięłam w drugą stronę. Na szczęście nie zjeżdżają. Mania po domu biega najczęściej w legginsach, a zimą na dłuższy spacer dorzucany jej na to jakieś dresy zamiast zimowych ortalionowych spodni, więc w tej roli powinny się sprawdzić idealnie.
Zrobienie domowego jogurtu naturalnego jest bajecznie proste - łatwiejsze niż domowy twaróg (tu), chleb czy szynka pieczona. Taki jogurt jest tańszy, świeższy, a wiele osób twierdzi też, że zdrowszy niż ten ze sklepu. Wg mojej mamy jest też smaczniejszy.
Do zrobienia jogurtu potrzebujemy:
1) jogurt naturalny (klasyczny lub bałkański) - taki, jaki nam najbardziej smakuje, bo za smak odpowiada m.in. pakiet bakterii mlekowych, który przenosimy na nasz jogurt,
2) mleko - najlepiej nieprzetworzone, "świeże"/pasteryzowane, ale nawet najzwyklejsze UHT da radę. Ja kupuję świeże 3,2%.
1) jogurt naturalny (klasyczny lub bałkański) - taki, jaki nam najbardziej smakuje, bo za smak odpowiada m.in. pakiet bakterii mlekowych, który przenosimy na nasz jogurt,
2) mleko - najlepiej nieprzetworzone, "świeże"/pasteryzowane, ale nawet najzwyklejsze UHT da radę. Ja kupuję świeże 3,2%.
Kroki:
1. Podgrzewamy mleko na chwilę do mniej więcej 60 stopni Celsjusza, żeby zabić wszystkie bakterie. 60 stopni, to taka temperatura, którą odczuwamy jako gorącą, ale nie parzącą. Teoretycznie każde mleko UHT jest czyste biologicznie, bo jest sterylizowane, a pasteryzacja zabija 99% bakterii, ale większość przepisów nakazuje jednak każde mleko podgrzać do 60 stopni, czyli jeszcze raz spasteryzować. Więc podgrzewamy.
1. Podgrzewamy mleko na chwilę do mniej więcej 60 stopni Celsjusza, żeby zabić wszystkie bakterie. 60 stopni, to taka temperatura, którą odczuwamy jako gorącą, ale nie parzącą. Teoretycznie każde mleko UHT jest czyste biologicznie, bo jest sterylizowane, a pasteryzacja zabija 99% bakterii, ale większość przepisów nakazuje jednak każde mleko podgrzać do 60 stopni, czyli jeszcze raz spasteryzować. Więc podgrzewamy.
2. Czekamy chwilkę aż mleko odrobinę ostygnie, szczególnie jak podgrzaliśmy go za mocno, co przy dziecku się zdarza ;)
Na trzydzieste urodziny dostałam od męża maszynę do szycia. Do tej pory ćwiczyłam na sobie wg wytycznych mojej szyjącej mamy - poszerzyłam spodnie, które wpadły mi w oko w sklepie, a które okazały się być zbyt opięte (to wszystko wina Mariana, żeby nie było ;p) i skróciłam spódnicę. Przyszedł czas, by uszyć coś do pokoju Mariana. Poniżej mój pokrowiec na mokre chusteczki, które nie prezentowały się za ładnie, a teraz pasują kolorystycznie do szaro-żółtego pokoju Mani. Uszyty za plecami mamy wg własnego projektu. Tadam! Bhawo ja!
Zrobienie domowego twarogu wcale nie jest trudne. W każdym razie jego finalny etap, bo krok pierwszy "Kup wiejskie mleko w mlekomacie" zajął mi miesiąc, mimo że jedyny mlekomat na Ursynowie mieści się 600 m od mojego domu. Spuśćmy jednak na to zasłonę milczenia i wróćmy do przepisu. Przepis jest prosty i stary jak świat. Nauczyłam się go od mojej mamy, która wychowała się na wsi. Stałym widokiem w trakcie odwiedzin u jej brata i jednym z moich wspomnień z dzieciństwa było białe płótno (coś jak gęsta pielucha) zawieszone na piecu kaflowym, w którym odciskał się ser i z którego do blaszanej miski skapywała serwatka. Dostawaliśmy kawałek tego sera (bo było go kilka kilogramów) do domu wraz z mlekiem przelanym do butelek po oranżadzie, a ja nie chciałam go jeść, bo był jakiś taki suchy. No głupie te dzieci czasem są i już ;)
1. Kup wiejskie mleko w mlekomacie (u mnie 2,50 zł za 0,5 l lub 4 zł za 1 l). Albo na bazarku. Albo chociaż tzw. mleko świeże z lodówki z krótkim terminem ważności (sprawdzaj, czy to na pewno takie mleko, bo czasem producenci, żeby podszyć się pod lepsze droższe mleko każą trzymać w sklepowej lodówce zwykłe mleko UHT).
2. Nalej wybraną ilość do szklanki lub garnka i odstaw na blat na 2-3 dni aż skwaśnieje.
3. Na górze pojawi się śmietanka. Możesz ją zebrać i do czegoś użyć, jak chcesz mieć chudy twaróg. Ja zostawiłam.
4. Garnek postaw na najmniejszym palniku i gotuj na najmniejszym ogniu. Szklankę włóż do kąpieli wodnej i tak samo gotuj na najmniejszym ogniu. Wolę to drugie rozwiązanie, bo ciepło równomiernie się rozchodzi i nic nie przywiera. Oczywiście nie zrobisz tak 3 kg twarogu, chyba że w dużej misce w wielkim garze ;)
5. W zależności od ilości mleka, gotuj tak od kilku do kilkunastu minut. Temperatura mleka nie powinna być za wysoka (ok. 40 stopni). W standardowej kuchence gazowej najmniejszy ogień i najmniejszy palnik dają pożądany efekt. Jeżeli masz wątpliwości, możesz sprawdzić palcem - jak wytrzyma kilka sekund w mleku, jest ok. Jak temperatura będzie niższa niż 40 st., gotowanie zajmie więcej czasu, a twaróg będzie bardziej jedwabisty, więc o przechył w tę stronę nie ma się co martwić.
6. Jeżeli nie widzisz, czy twaróg już się zrobił pod serwatką, podnieś delikatnie zawartość szklanki/garnka łyżką. Gdy jest gotowy, przełóż go ostrożnie do sitka o drobnych oczkach lub większych wyłożonego gazą. Jak w serwatce pływają jeszcze skrawki twarogu, to też możesz ją ostrożnie przelać przez sitko. Możesz zebrać przelatującą przez sitko serwatkę, bo ma dużo witamin i minerałów (nawet więcej niż zrobiony ser). Jak sama nie masz odwagi spróbować, możesz oddać psu, kotu albo podlać kwiatki. Dla niemowlaka dobry jest twaróg lekko odciśnięty, wilgotny, niezapychający. Wtedy trzymamy ser na sitku krótko. Żeby kroić go w plastry należy go dłużej odsączać, można też gazę zawiesić np. na sznureczku lub gumce recepturce na kranie, a nawet odcisnąć.
7. Po ostygnięciu włóż do lodówki. Smaczny będzie przez kilka dni.
2. Nalej wybraną ilość do szklanki lub garnka i odstaw na blat na 2-3 dni aż skwaśnieje.
3. Na górze pojawi się śmietanka. Możesz ją zebrać i do czegoś użyć, jak chcesz mieć chudy twaróg. Ja zostawiłam.
4. Garnek postaw na najmniejszym palniku i gotuj na najmniejszym ogniu. Szklankę włóż do kąpieli wodnej i tak samo gotuj na najmniejszym ogniu. Wolę to drugie rozwiązanie, bo ciepło równomiernie się rozchodzi i nic nie przywiera. Oczywiście nie zrobisz tak 3 kg twarogu, chyba że w dużej misce w wielkim garze ;)
5. W zależności od ilości mleka, gotuj tak od kilku do kilkunastu minut. Temperatura mleka nie powinna być za wysoka (ok. 40 stopni). W standardowej kuchence gazowej najmniejszy ogień i najmniejszy palnik dają pożądany efekt. Jeżeli masz wątpliwości, możesz sprawdzić palcem - jak wytrzyma kilka sekund w mleku, jest ok. Jak temperatura będzie niższa niż 40 st., gotowanie zajmie więcej czasu, a twaróg będzie bardziej jedwabisty, więc o przechył w tę stronę nie ma się co martwić.
6. Jeżeli nie widzisz, czy twaróg już się zrobił pod serwatką, podnieś delikatnie zawartość szklanki/garnka łyżką. Gdy jest gotowy, przełóż go ostrożnie do sitka o drobnych oczkach lub większych wyłożonego gazą. Jak w serwatce pływają jeszcze skrawki twarogu, to też możesz ją ostrożnie przelać przez sitko. Możesz zebrać przelatującą przez sitko serwatkę, bo ma dużo witamin i minerałów (nawet więcej niż zrobiony ser). Jak sama nie masz odwagi spróbować, możesz oddać psu, kotu albo podlać kwiatki. Dla niemowlaka dobry jest twaróg lekko odciśnięty, wilgotny, niezapychający. Wtedy trzymamy ser na sitku krótko. Żeby kroić go w plastry należy go dłużej odsączać, można też gazę zawiesić np. na sznureczku lub gumce recepturce na kranie, a nawet odcisnąć.
7. Po ostygnięciu włóż do lodówki. Smaczny będzie przez kilka dni.
Smacznego! Mój aż pachniał po zrobieniu :)
Decyzja w temacie krzesełka do karmienia nie była dla mnie trudna. Od razu wiedziałam, że nie chcę plastikowo-ceratowego potworka, a krzesła drewniane regulowane typu Stokke były bardzo drogie. Fora potwierdziły, że krzesełka Ikeowskie to dobry i optymalny wybór. Wybrałam droższy drewniany model Blames, bo nie lubię plastiku, a drewno wręcz przeciwnie - to bardzo szlachetny materiał.
Obecnie w ofercie sklepu te krzesła są tylko w kolorze czerwonym i czarnym. Kiedyś były jeszcze dostępne z polakierowanego naturalnego drewna. Ponieważ żaden z bieżących kolorów nie pasował mi do wystroju wnętrza, postanowiłam je przemalować. Kupiłam na Olx.pl używany, troszkę obdrapany egzemplarz za pół ceny, podkład, brązową farbę i zabrałam się do pracy. Resztę rzeczy miałam, gdyż czasem ozdabiałam przedmioty techniką decoupage'u. Technika ta zresztą bardzo spontanicznie znalazła zastosowanie również przy krzesełku. Efekt jest zadowalający nawet dla mnie, lekkiej pedantki ;)
KROKI
Czarno-białe tablice do łóżeczka trochę kosztują, a przecież można je zrobić samemu. Poniżej baardzo prosta instrukcja, jak je wykonać. Aż wstyd nazywać to tutorialem ;)
Potrzebujemy:
- czarno-białe wydruki z domowej drukarki albo punktu ksero,
- nożyczki i tasiemkę,
- taśmę klejącą.
1) Kartki nacinamy na górze po dwóch stronach na szerokość tasiemki.
2) Przewlekamy tasiemkę.
3) Przyklejamy do łóżeczka i gotowe!
Przy czym należy pamiętać, że w pewnym wieku dziecko zacznie sięgać rękami do kartek, ciągnąć je i ...zjadać ;) Wtedy czas je ściągnąć.
U nas najlepiej sprawdziły się w wersji jeszcze protszej - naklejone na szafę nad przewijakiem. Mania od razu się w nie wpatrywała. Ba! Zaczęła do nich gaworzyć, całkowicie olewając matkę i ojca ;) Potem ręce posły w ruch, czego efekty widać poniżej :D
Potrzebujemy:
- czarno-białe wydruki z domowej drukarki albo punktu ksero,
- nożyczki i tasiemkę,
- taśmę klejącą.
1) Kartki nacinamy na górze po dwóch stronach na szerokość tasiemki.
2) Przewlekamy tasiemkę.
3) Przyklejamy do łóżeczka i gotowe!
Przy czym należy pamiętać, że w pewnym wieku dziecko zacznie sięgać rękami do kartek, ciągnąć je i ...zjadać ;) Wtedy czas je ściągnąć.
U nas najlepiej sprawdziły się w wersji jeszcze protszej - naklejone na szafę nad przewijakiem. Mania od razu się w nie wpatrywała. Ba! Zaczęła do nich gaworzyć, całkowicie olewając matkę i ojca ;) Potem ręce posły w ruch, czego efekty widać poniżej :D













