Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezpieczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezpieczeństwo. Pokaż wszystkie posty

Gadżety do fotelika z Aliexpress

środa, 12 września 2018
Czasami w czeluściach Internetu odkrywamy rozwiązanie, które wydaje nam się genialne. I jeżeli w przypadku domontowania podnóżka do ikeowskiego krzesełka do karmienia wszystkie chwyty dozwolone, tak w przypadku fotelików liczy się bezpieczeństwo.

Ja osobiście staram się używać wszystkich samochodowych gadżetów z odpowiednimi atestami, ale czy możemy ocenić te bez? Prostym testem na wejście jest zapytanie: co się stanie, gdy to w czasie wypadku zadziała, a co gdy nie zadziała (czyli pęknie, odpadnie, itp)?

1. Opaska na głowę.


To jest odkrycie wielu rodziców w czasie surfowania po Internecie. Większość matek albo od razu wrzuca ją do koszyka albo siada do maszyny do szycia. No dobra, sama, gdy pierwszy raz zobaczyłam ją na Pinterest, pomyślałam: genialne! Ale za tym poszła jednak pewna refleksja.

Co będzie, gdy zadziała: opaska mocno utrzyma głowę dziecka, a siła uderzenia wyrzuci barki dziecka do przodu i złamie się kręgosłup szyjny
Co będzie, gdy nie zadziała: opaska pęknie i może nic się nie stanie lub: opaska zsunie się i udusi dziecko
Wynik: bardzo niebezpieczna

Alternatywa: jeżeli skorygowanie pozycji dziecka, pozycji fotela i napięcie pasów nie pomagają, możesz pomyśleć o zakupie poduszki Sandini z atestami.


2. Przedłużka pasa



Czasami się zdarza, że pas jest za krótki, żeby zamontować nim fotelik. Jego przedłużkę możecie kupić za kilkadziesiąt zł na Aliexpress.

Co będzie, gdy zadziała: utrzyma fotelik
Co będzie, gdy nie zadziała: pęknie, a fotelik z dzieckiem zostanie wyrzucony jak z procy
Wynik: bardzo niebezpieczna

Alternatywa: wymień pasy na dłuższe w autoryzowanym serwisie

3. Klips piersiowy


Prosty klips nakładany na pasy, który sprawia, że nie zsuwają się one z ramion, a dziecko nie ma jak wyciągnąć rąk spod pasów. Tego typu klipsy są standardowym elementem fotelików w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy w Europie stosowane są naramienniki mające na celu m.in. utrzymanie pasów w odpowiednim miejscu. We wcześniejszej homologacji EU klipsy piersiowe nie zdobyły certyfikatu poza trochę innym modelem od Be Safe, dopuszczone (jako klipsy w ogóle, nie konkretne modele) w nowej homologacji i-size.

Co będzie, gdy zadziała: utrzyma pasy na miejscu
Co będzie, gdy nie zadziała: pęknie, ale jeżeli traktujesz ten klips dodatkowo (a powinieneś), tj. najpierw mocno dociągasz pasy, a potem zapinasz klips, to pasy i tak utrzymają dziecko
Wynik: mało niebezpieczny

Alternatywa: Kup przetestowany klips od Be Safe, kosztuje on tylko ok. 26 zł. Co ciekawe, klips ten jest tak skonstruowany, że powinien pęknąć w trakcie wypadku, żeby łatwiej wyciągnąć dziecko. Pamiętaj, że taki klips zapina się na wysokości pach, a nie brzucha!


4. Prowadnice do isofixa


Takie proste uchwyty, ułatwiające wstrzelenie się uchwytami fotelika w zaczepy isofix. Na pewno te oryginalne są dopasowane do danego modelu samochodu i lepiej leżą, ale cóż, czasem się gubią.

Co będzie, gdy zadziała: łatwiej wepniesz fotelik
Co będzie, gdy nie zadziała: zasadniczo nic; te uchwyty nie mają żadnej funkcji trzymającej, a fotelik jest nadal wpięty w oryginalny isofix
Wynik: bezpieczny

5. Części zamienne

Czasem (bardzo rzadko) zdarza się, że jakaś część w foteliku się uszkodzi. Np. pęknie klamra.

Co będzie, gdy zadziała: nic
Co będzie, gdy nie zadziała: puszczą pasy albo mocowanie fotelika, albo inna część, która jest wymieniona
Wynik: bardzo niebezpieczne

Alternatywa: skontaktuj się z dystrybutorem swojego fotelika - ci od dobrych foteli zwykle sprawnie reagują, szybko wysyłają uszkodzoną część i często za nieduże pieniądze


A teraz druga część testu: pomyśl, czy na pewno chcesz oszczędzić na bezpieczeństwie swojego dziecka te 100 zł?

5 zasad, które powinno znać zgubione dziecko

środa, 15 sierpnia 2018

Są wakacje, wyjeżdżamy tłumnie odpoczywać, a dziecko, jak to dziecko, łatwo może zgubić się w tłumie czy na plaży. Ale taka sytuacja może się też zdarzyć na co dzień w parku czy supermarkecie. Co robić, żeby dziecko było bezpieczne albo chociaż było łatwiejsze do odnalezienia?

1. Dziecko stoi w miejscu.

To chyba najważniejsza zasada przy zgubieniu. Bardzo często kilkulatki same próbują znaleźć rodziców albo wrócić do domu. Czasem faktycznie trafią, a czasem zagubią się jeszcze bardziej w labiryncie uliczek lub regałów sklepowych.

Mój brat był żywym srebrem i okazjonalnie znikał, gdy mama stała w PRLowskich kolejkach. Nudził się, odszedł sobie trzy kroki dalej, potem zerknął na jakąś półkę, poszedł obejrzeć wystawę sklepową i po chwili stał już pod sklepem 100 metrów dalej (teraz nam się to wydaje bardzo dziwne, ale 40 lat temu był to standard). Czasem nie wiedział, do jakiego sklepu wrócić, więc mama znajdowała go... w drodze do domu. Mama w kółko mu powtarzała, że ma stać tam, gdzie się zorientował, że znowu nieświadomie powędrował, a ona go znajdzie. Po kilku razach reguła wbiła się do głowy. Na tyle bardzo, że raz stał metr od drzwi sklepowych, którymi wyszedł, bo miał się w końcu nie ruszać ;)

2. Dziecko prosi o pomoc.

Zwykle uczymy dzieci, że nie wolno rozmawiać z nieznajomymi, ani tym bardziej oddalać się z takimi osobami. Uczymy też, że policjanci łapią bandytów i wsadzają do więzienia. I czasem ta nauka może obrócić się przeciwko nam. Bo jakie dziecko podejdzie do policjanta, który może je wsadzić do więzienia? Niezależnie więc od tego, jak ambiwalentne uczucia wywołuje w nas polska policja, warto uczyć dziecko, że policja pomaga ludziom i jeżeli dziecko w zasięgu wzroku widzi policjanta, powinno podejść do niego i poprosić o pomoc.

Ja uczę też Manię, że może również podejść w sklepie do pana ochroniarza w mundurze i jego poprosić o pomoc. Taka sytuacja jest zilustrowana w książeczce "Kicia Kocia mówi NIE", gdzie Kicia Kocia obrażona na mamę ucieka w sklepie z kolegą Packiem, ale oboje szybko żałują swojej decyzji. Na szczęście znajduje ich pan ochroniarz i przez megafon wzywa mamy. Historia o zgubieniu w sklepie była też wymieniona w "Mikołajku", ale dosyć specyficznie, gdyż zagubiony Mikołajek trafił do kącika dziecięcego i tam poznał chłopca, który gubił się notorycznie i celowo, bo w kąciku dawano lody na pocieszenie.

3. Dziecko wie, jak się nazywa i gdzie mieszka.

Moja córka w wieku trzech lat była w stanie powiedzieć, jak się nazywa i na jakiej mieszka ulicy. Wtedy choćby policjantowi łatwiej zidentyfikować dziecko, a nawet odprowadzić je szybciej do domu.

4. Dziecko ma telefon do rodzica.

Oczywiście nie zawsze i wszędzie, ale np. na plaży warto założyć dziecku bransoletkę z telefonem do rodzica. Można też napisać numer telefonu na metce kurtki czy włożyć karteczkę do buta (jeżeli nie są to sandały;)).


5. Dziecko nie jest straszone.

Może to brzmi nielogicznie, bo wydaje nam się, że jak nastraszymy dziecko, to ono nie będzie się gubić, ale przecież dziecko gubi się nie z premedytacji, a zwykle z nieuwagi. Straszenie nie pomoże na roztargnienie, a jedynie sprawi, że w kryzysowej sytuacji dziecko spanikuje i zachowa się nieracjonalnie. Wystraszone dziecko może się też schować i utrudnić poszukiwania.



Rodzicu! Możemy mówić, że to dziecko się zgubiło i może się zdarzyć, że zgubi się nawet najlepszemu rodzicowi. Pamiętaj jednak, że to Ty jesteś dorosły i to na Tobie ciąży obowiązek pilnowania dziecka. Jeżeli widzisz tłum, złap dziecko za rękę. Nie spuszczaj go też z oczu na plaży. Dzieci potrafią utonąć w wodzie do kostek.



Jeżeli Twoje dziecko ma problem z nauczeniem się zasad, gorąco polecam książkę "Gdy Pola się zgubi" autorstwa Gabrysi Rzepeckiej-Weiss, której pierwszą książkę ("Animal ABC") już recenzowałam, więc z radością odkryłam, że ten tytuł jest również jej autorstwa.

Przedstawia ona niesforną Polę, która regularnie się gubi, a jej rodzice przy poszukiwaniach wprowadzają kolejne zasady bezpieczeństwa. Są one rymowane, więc łatwo zapadają w pamięć. Badania pokazały, że dzieci najszybciej uczą się, obserwując inne dzieci.



Właścicielu psa

wtorek, 12 września 2017
Pies a dziecko - wystraszył dziecko - duży pies - bez smyczy

Właścicielu psa,

psa Ediego, który zaatakował moją córkę. Cieszę się bardzo, że Twój pies nie gryzie. Nawet bardzo. Ale wyobraź sobie, że wielki pies biegnący do trzylatki i otwierający paszczę może ją nieziemsko wystraszyć. Wyobraź sobie, że wyrywając jej z ręki ciastko, mógł ją ugryźć. I nawet, że to ciastko mogło być dla dziecka ważne.

Dzieci i psy nie zawsze mają ze sobą po drodze. Są psy, które nie lubią dzieci, są też dzieci, które boją się psów. I zasadniczo jedni drugim mogą zrobić krzywdę (sprawić ból, wystraszyć lub po prostu naruszyć strefę komfortu). To naszym obowiązkiem, rodziców i właścicieli, jest sprawić, by obie strony były bezpieczne. 

Czy plastik jest zdrowy czy szkodliwy?

niedziela, 30 lipca 2017
 Czy plastik jest szkodliwy czy zdrowy, naczynia plastikowe, naczynia dla dzieci, otyłość u dzieci, surowce sztuczne, bpa, bpa-free, melamina

Czy wiesz, że nieodpowiedni dobór naczyń może wpływać na zdrowie i wagę Twojego dziecka?

Kiedyś w Polsce królowały surowce naturalne. Dzieci ubierało się w bawełnę, wełnę (nikt wtedy nie płakał, że nie wolno, bo może się pojawić alergia, dopiero jak się okazjonalnie pojawiła, to się wełnę wykluczało), w domu były metalowe garnki, szklane butelki i słoiki. I smoczki kauczukowe. Co ciekawe, nie było też praktycznie śmieci, bo zniszczone ubrania szły na szmaty, a te potem były wrzucane do ognia, garnki zostały zeżarte na dworze przez rdzę w jeden-dwa sezony (nie było jeszcze stali nierdzewnej), szkło służyło długo, a jak się już potłukło, to uzupełniało betonowe fundamenty. żyliśmy dużo bardziej ekologicznie. Ale to już historia na inny wpis.

Jeden wypadek, dwa foteliki, różne skutki

czwartek, 15 czerwca 2017
Angela to młoda kobieta, matka jak ja i Ty. Niestety, gdy w ubiegłym roku jechała samochodem ze swoimi dwoma córkami, uderzyła czołowo w drzewo. Obie jej córki były prawidłowo zapięte w swoich fotelikach, przy czym jedna jechała przodem, a druga tyłem do kierunku jazdy.

Na swojej tablicy na FB napisała rozpaczliwy list, którego tłumaczenie znajdziecie poniżej:

"DOWÓD NA TO, ŻE WOŻENIE TYŁEM TAK DŁUGO, JAK TO MOŻLIWE, JEST WAŻNE.

Piszę to, siedząc przy szpitalnym łóżku mojej prawie dwulatki (jutro kończy dwa lata), która wreszcie zasnęła po kolejnym ciężkim dniu. A moje prawie roczne dziecko śpi w swoim wózku w Westmed Children's Hospital.


26 lutego moje zwykłe szczęśliwe życie rozsypało się na kawałki i rozpoczął się koszmar.

Wracaliśmy w ciągu dnia z wizyty u dentysty wiejską drogą, gdy nasz SUV uderzył w drzewo z prędkością 100 km/h. Uderzenie były tak silne, że samochód dachował, a drzewo złamało się i upadło na samochód, zakleszczając nas w nim.

Co może połknąć dziecko?

wtorek, 27 grudnia 2016
„Trzymać z daleka od dzieci” – tak jest napisane na wszystkich środkach chemicznych. Ja czasami żartuję, że zasadniczo wszystko powinno się trzymać z daleka od dzieci, czy to dokumenty czy kieliszki. Ale przecież nie da się podwiesić wszystkiego w mieszkaniu na 1 metr od podłogi. Musimy zdecydować, co można pozwolić dziecku zniszczyć, a co nie oraz być świadomym, co może dziecku poważnie zaszkodzić. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo.

"Dzieci widzą rzeczy inaczej" - plakaty stworzone w ramach kampanii społecznej przez Lemz Advertising Agency z Amsterdamu, źródło: www.foodista.com

Nie rozumiem

niedziela, 11 września 2016
Piszę, bo się zirytowałam. 

Właśnie zwijamy się znad wody. Jest 11:50, 25 stopni, za godzinę prognozowane jest 28, później 30. Najwyższa pora schować się w domu lub chociaż w cieniu. A spora grupa ludzi właśnie się koło nas rozkłada. Również z malutkimi dziećmi. Drzew nie ma, jest tylko jasny piasek i błyszcząca woda dodatkowo odbijające promienie słoneczne, przez co odczuwalna temperatura jest wyższa niż rzeczywista.

Park Moczydło, 2 tyg. temu. Analogiczna sytuacja. Wychodzimy przed 12:00. Kolejka do wejścia 15x dłuższa, niż gdy wchodziliśmy po 9:00. Ludzie czekają jakąś godzinę na wejście w pełnym słońcu z niemowlętami na rękach. W środku jest kilka drzew, ale miejscówki pod drzewami już dawno zajęte (oprócz tej, którą właśnie zwolniliśmy). Poza tym patelnia.

Nasz ostatni pobyt w zoo. Dochodzi 12:00, podobne temperatury. Zbliżamy się do wyjścia. Tłum raczej przemieszcza się w drugą stronę. W którymś momencie zostaje rozgoniony. Przejeżdża karetka i zabiera około 5-letniego chłopca, który zasłabł. Do wejścia i kas kolejka kilkudziesięciu osób z dziećmi.

Fakty i mity o RWFach

czwartek, 21 kwietnia 2016

Kiedyś jeździliśmy bez fotelików i żyjemy. Dziecko miało wygodnie, mogło sobie pospać wzdłuż na kanapie. 

FAKT Było nam przyjemnie i wygodnie, ale żyjemy tylko dlatego, że nigdy nie ulegliśmy wypadkowi (a w każdym razie nie poważnemu), ALE! to nie znaczy, że wtedy ludzie i dzieci nie ginęli. Po prostu, ilość zabitych i rannych w stosunku do wielkości populacji jest na tyle mała, że prawie nikt z nas nie ma ofiar wypadków samochodowych wśród bliskiej rodziny i najbliższych znajomych. Tak samo jak zapewne nie znamy nikogo, kto zginął w wypadku lotniczym, co wcale nie znaczy, że w takich wypadkach nie ma ofiar śmiertelnych. Niestety w naszym umyśle jest zakodowane, że jak coś nas nie dotyczy, to tak do końca nie istnieje. Jak dobrze pomyślimy, to zwykle jakaś historia nam się przypomni. U mnie w Sandomierzu była kwiaciarnia, do której często zaglądałam - po kwiaty, po ziemię, po różne bibeloty na prezent, bo kiedyś najwięcej ich było w kwiaciarniach. Prowadził ją wesoły młody mężczyzna i jego naprawdę przepiękna żona. Wybudowali dom, rozbudowali kwiaciarnię. Mieli chyba dwoje dzieci. Któregoś dnia mieli wypadek - kierujący mężczyzna wyszedł z niego z obrażeniami, jego żona i dzieci zginęli. Został sam, bez rodziny, w pustym domu, kwiaciarnia podupadła. Widziałam go później na ulicy - wrak człowieka. Być może dzieci miałyby szansę przeżyć porządnie zapięte w dobrych fotelikach (pytanie czy w ogóle miały jakiekolwiek w tamtych czasach). To, że właśnie my żyjemy, znaczy, że mieliśmy szczęście, że nie uczestniczyliśmy w żadnym wypadku (nie mówię o zwykłej stłuczce). Bo gdybyśmy uczestniczyli, mielibyśmy małą szansę na wyjście z niego bez szwanku.  

Jaki kupić fotelik następny

sobota, 16 kwietnia 2016
O pierwszych fotelikach i o tym, kiedy przesadzić dziecko do następnego fotelika już pisałam. Teraz czas na foteliki następne. W moim przypadku wybór okazał się bardzo prosty, ale może też dlatego, że miałam w tym zakresie sporą wiedzę (i wsparcie dobrego sprzedawcy). Dzielę się więc nią i mam nadzieję, że poniższy wpis pomoże komuś podjąć decyzję.

(Żródło: www.pro-test.pl)


TYPY FOTELIKÓW

Podział wg wagi dziecka
Foteliki następne to foteliki z kategorii wagowej 9-18 kg, 9-25 kg, 0-18 kg i 0-25 kg. Bywają też takie 9-36 kg. U niektórych producentów (ale też w homologacji ECE) można się też spotkać z innym nazewnictwem, tj. 0 (0-9 kg), 0+ (0-13 kg), 1 (9-18 kg), 2 (15-25 kg) i 3 (22-36 kg) wraz z kombinacjami typu 0+/1 (0-18 kg), 1/2 (9-25 kg), 1/2/3 (9-36 kg). Część sprzedawców twierdzi, że foteliki o dużych zakresach wagowych nie do końca nadaje się do wożenia dziecka z dolnej granicy wagowej, gdyż mimo dodatkowych wkładek takie dziecko zapada się w fotelik. Foteliki od 9 kg i tak naprawdę większość fotelików 0-18 kg nie nadają się dla dziecka, które samodzielnie nie siedzi poza 2-3 modelami.

Podział wg metody montażu:
- montaż tylko na pasy samochodowe,
- montaż na isofix i/lub pasy samochodowe.

Foteliki następne montuje się w bazę, która jest na isofix (do 18 kg, bo na tyle obecnie pozwala ten system, trwają rozmowy nad przeniesieniem tej granicy do 22 kg, ale to raczej kwestia kilku lat) lub na pasy. Wiele z nich ma podwójny system montażu, więc te do 25 kg lub 36 kg można np. najpierw montować na isofix, a jak dziecko przekroczy 18 kg, to przepiąć na pasy (isofix najlepiej jest pozostawić, bo dodatkowo stabilizuje taki fotel). Albo w swoim samochodzie wozić na isofixie, a przy okazjonalnym korzystaniu z samochodu, który tego systemu nie ma (np. samochód zastępczy, samochód dziadków) w pasach. Potocznie mówi się, że system isofix jest bezpieczniejszy. Technicznie isofix sam w sobie nie zwiększa bezpieczeństwa przewożenia dziecka, a raczej neutralizuje obniżenie tego bezpieczeństwa z racji niepoprawnego montażu (badania w USA przed wprowadzeniem systemu LATCH, czyli amerykańskiego brata isofixa, pokazały, że 3 na 4 foteliki były źle zamocowane). Dobrze zamontowany fotelik na pasy jest tak samo bezpieczny jak ten na isofixie, jego wadą jest to, że łatwiej jest popełnić błąd przy montażu, pasy trzeba co jakiś czas dociągać i albo za każdym razem luzować pas piersiowy przed wyjęciem dziecka, a po włożeniu ponownie zahaczać go o tył fotelika albo zostawić ten pas zamontowany na stałe i przekładać dziecko nad nim. Minusem isofixa jest to, że, jak twierdzą niektórzy, czasami na opadających w tył kanapach ciężej jest wypoziomować bazę z racji sztywnego przyłącza isofix. Kluczowe jest tu mocne wciśnięcie fotela w brzeg kanapy - mi się w miarę udało, ale też pomogła mi kilkustopniowa regulacja fotelika. Dostępne są też dodatkowe bazy poziomujące.

Podział wg kierunku montażu:
- montowane przodem (ang. FWF - front way facing lub FF - forward facing),
- montowane tyłem (ang. RWF - rear way facing lub RF - rear facing),
- z opcją montażu i przodem i tyłem (ang. convertible).

Te ostatnie foteliki mają opcję odwrócenia, więc możemy "przekształcić" je z RWF w FWF. Przy czym niektórych modeli można używać tyłem w pełnym zakresie ich wagi (np. Axkid Kidzone 9-25 kg można montować i przodem i tyłem do 25 kg), a w innych istnieje konieczność odwrócenia ich przy pewnej masie/wzroście dziecka (np. Klippan Triofix Recline 9-36 kg można montować na oba sposoby do 18 kg, a powyżej tej granicy tylko przodem). W ramach fotelików obracanych są też foteliki 360 stopni. Ich nie przepina się przód-tył, a obraca na specjalnych łożyskach. Wygodna jest tu możliwość ustawienia ich przodem do drzwi na czas wkładania/wyciągania dziecka.

Podział wg zapięcia dziecka:
- na pasy trzy- lub pięciopunktowe,
- z osłoną tułowia/półką.

Te drugie część testów zdają śpiewająco (np. ADAC i OEAMTC), więc dostały sporo gwiazdek, ale część testów oblewają (np. UTAC). Producenci chwalą się, że w porównaniu do fotelików na pasy dziecko ma więcej swobody, nie ma tu ryzyka zbyt słabego naprężenia pasów, co jest niebezpieczne dla dziecka, oraz momentu w FWFie zawieszenia na pasach i przeciążenia głowy w trakcie uderzenia (odrobina mechaniki ruchu w akapicie Jaki najbezpieczniejszy?), tylko dziecko "leci do przodu, odbija się i wraca", jak to elegancko określił ekspert marki Kiddy tu. Nie mówi tylko, że od tej półki odbija się brzuchem, co może skutkować zmiażdżeniem organów wewnętrznych. Dodatkowo często nie były one w stanie utrzymać dziecka przy dachowaniu, które to ma udział ok. 7,5-8% we wszystkich wypadkach. Właśnie dlatego w 2014 roku zmieniono testy homologacji ECE i dodano do nich dachowanie - po raz pierwszy testy homologacji stały się bardziej rygorystyczne niż niezależne testy jak ADAC, OEAMTC czy ANWB. 7 poprawka do ECE R44/04 wyklucza też foteliki, w których głowy manekina może uderzyć o półkę. Niestety modele, które dostały homologację wg starszych wytycznych mogą być nadal sprzedawane, a na samej naklejce homologacji nie ma informacji, która to wersja, więc jeżeli już ktoś bardzo się napali na taki fotelik, niech chociaż poszuka tych informacji w Internecie. Nadal aktualnym kontrargumentem przeciwko fotelikom z osłoną jest to, że testowe manekiny mają czujniki tylko na szyi i klatce piersiowej, więc ewentualne uszkodzenia wrażliwych organów wewnętrznych brzucha przez osłonę nie są przez te testy wykazywane. Trochę o tym na osiemgwiazdek tu i tu (acz sprzed czasów nowej homologacji) PS. Sami przedstawiciele Cybexa przyznają, że RWF są bezpieczniejsze od ich fotelików, ale swoje foteliki uważają za bezpieczniejsze niż FWF na pasy. Podsumowując, fotelików z półką nie kupujemy.

Podział wg możliwości odchylenia
W foteliku następnym pojawia się dodatkowa opcja, a mianowicie jego wychył, czyli możliwość przestawienia fotelika w pozycję półleżącą, co przydaje się, gdy dziecko zaśnie - nie tylko dla jego wygody, fizjologii, ale też bezpieczeństwa (opadająca głowa obciąża kark, utrudnia oddychanie i zwiększa ryzyko uszkodzeń przy wypadku). Przy niektórych modelach pozycji nie można zmieniać w trakcie jazdy, więc już przy montażu należy zdecydować się na wybraną pozycję.

GDZIE MONTOWAĆ?

Miejsca w samochodzie od najbardziej do najmniej bezpiecznego:
- środek tylnej kanapy (jeżeli jej profil i pasy pozwalają na montaż),
- miejsce za pasażerem,
- miejsce za kierowcą,
- miejsce obok kierowcy (tylko przy wyłączonej poduszce powietrznej!).
Więcej szczegółów we wpisie o pierwszych fotelikach w punkcie o tej samej nazwie.

JAK MONTOWAĆ?

Należy dokładnie przeczytać instrukcję montażu i się jej stosować, regularnie naprężać pasy, a o innych istotnych rzeczach przy montażu przeczytasz we wpisie o pierwszych fotelikach w punkcie Jak montować.

JAKI NAJBEZPIECZNIEJSZY?

Dawniej w Polsce mówiło się, że najważniejsze, żeby fotelik miał dużo gwiazdek. Teraz dobry sprzedawca powie, że najlepszy fotelik to RWF. Oczywiście ważne jest to, żeby fotelik był dobrze dopasowany do kanapy, bo nawet najlepszy fotelik "latający" po siedzeniu nie zapewni dziecku bezpieczeństwa.

Wożenie dziecka tyłem do kierunku jazdy jest dużo bezpieczniejsze niż przodem. W przypadku większości uderzeń, siła wbija wtedy plecy dziecka i głowę w fotelik (fotelik pochłania większość siły uderzenia), a przy FWF wbija brzuch i klatkę w pasy (ciało dziecka pochłania uderzenie), a głowa opada bezwładnie do przodu. To opadnięcie głowy jest dużo bardziej niebezpieczne niż w przypadku dorosłego, gdyż a) głowa dziecka jest proporcjonalnie do ciała dużo większa i cięższa, b) mięśnie karku są bardzo wiotkie, a kręgi dużo delikatniej połączone. Stąd ryzyko uszkodzenia kręgosłupa jest dużo większe niż u dorosłego siedzącego przodem i przypiętego pasami. Dlatego zaleca się wożenie dziecka tyłem tak długo, jak się da. Najbardziej wiarygodnym i restrykcyjnym testem fotelika jest szwedzki Test Plus, który bada nacisk na szyję dziecka w trakcie wypadku. Zdają go tylko foteliki, w których siła ta jest na tyle mała, że nie złamie dziecku szyjnego odcinka kręgosłupa. Nie jest on ograniczony tylko do fotelików montowanych tyłem, ale żaden z montowanych przodem go nie zaliczył i chyba nigdy nie zaliczy! Dodatkowym plusem RWFa przy uderzeniu czołowym jest mniejsze ryzyko obrażeń od odłamków, np. rozbitej przedniej szyby czy części karoserii, bo fotelik izoluje dziecko od przedniej części samochodu.

Co dzieje się z głową dziecka w trakcie wypadku czołowego? Najpierw ciało dziecka leci bezwładnie do przodu aż jego tułów mocno wbija się w pasy i zatrzymuje się, głowa leci dalej i przy dużej sile jej ciężar łamie kręgosłup (co się dzieje potem nie ma już znaczenia). Przy mniejszej sile uderzenia szyja się nadweręża, ale rdzeń kręgowy pozostaje nienaruszony, za to mózg leci do przodu siłą bezwładności i uderza o czaszkę, co często kończy się wstrząśnieniem mózgu. Brutalne, wiem, przepraszam. Przeszedł Cię dreszcz? Powinien, bo skoro to czytasz, to najpewniej właśnie decydujesz o bezpieczeństwie swojego dziecka. Poniżej filmik wrzucony na YouTube przez tylem.pl


A co z uderzeniem bocznym? Poza bardzo specyficznymi przypadkami (np. samochód wpada w poślizg, przekręca się i uderza bokiem w drzewo czy latarnię albo inny samochód uderza w nasz, gdy właśnie stanęliśmy na parkingu, ale jeszcze nie wysiedliśmy), odbywa się ono zazwyczaj wtedy, gdy oba pojazdy są w ruchu. Wtedy RWF również zwiększa bezpieczeństwo naszego dziecka, bo uderzenie zwykle wyhamowuje naszą prędkość,a siła bezwładności wciska dziecko głębiej w fotelik, a osłony boczne głowy lepiej ją chronią przed uszkodzeniem. W przypadku FWFa siła bezwładności wyrzuca dziecko do przodu aż do jego zatrzymania się na pasach, a jego głowa staje się bardziej odsłonięta, przez co jest większe ryzyko jej uszkodzenia.

W przypadku uderzenia innego samochodu w nasz tył sytuacja jest odwrotna niż przy uderzeniu czołowym. Dziecko w RWFie najpierw jest wyrzucane do przodu na pasy, a potem (gdy samochód uderzający w nasz tył zaczyna hamować) siła bezwładności wpycha go znowu w fotelik. Ale! Tego typu uderzenia charakteryzują się dużo niższą siłą, bo różnica prędkości obu samochodów jest dużo mniejsza (tu prędkości odejmują się), a najczęściej są to małe stłuczki np. przy skrzyżowaniu czy nagle pojawiającym się korku - gdy my już wyhamowaliśmy, a kierowca za nami się zagapił i nie zdążył. Wg foteliki-pod-lupa.pl średnia prędkość przy takich uderzeniach to 30 km/h. Stąd dzieci wychodzą z takich zderzeń z mniejszymi obrażeniami niezależnie od typu montażu fotelika. Potwierdzają to też statystyki - w 2014 roku w przypadku zderzenia tylnego był tylko jeden zabity na 20 wypadków, a przy zderzeniu czołowym jeden zabity na 6 wypadków (na podstawie danych z raportu "Wypadki drogowe w Polsce w 2014 roku" Komendy Głównej Policji).


Inne wpisy z cyklu:

Nie samym pyłem żyje człowiek

poniedziałek, 7 marca 2016
W Warszawie, jak w każdym dużym mieście, o świeże powietrze ciężko. Każdy wie, że dobrze w miarę możliwości wyjeżdżać z dzieckiem nad morze, w góry czy nad jeziora. Znajomi z racji powiększenia rodziny planują kupić większe mieszkanie i wymogiem jest, żeby było w drugiej linii zabudowy, dalej od głównej ulicy. Niby smog pojawia się czasem i głównie w centrum, ale zdarzało mi się czytać w gazecie albo na Fejsbuku, że normy w Warszawie są przekroczone i lepiej nie wychodzić na spacery. Zazwyczaj czytałam to już w tramwaju, wracając z pracy, bo dopiero wtedy miałam chwilę na gazetę/Fejsbuka/bloga, a zresztą dziennikarze zazwyczaj o wszystkim piszą post factum.

Znalazłam więc i zainstalowałam darmową aplikację Zanieczyszczenie Powietrza, a na pulpit telefonu wrzuciłam jej widget. Wygląda on tak:


Szwedzi wzorem w przewożeniu dzieci (historia fotelika samochodowego)

sobota, 13 lutego 2016
Wożenie dziecka tyłem do kierunku jazdy oraz myśl o bezpiecznym wożeniu dzieci w ogóle wywodzi się ze Szwecji i sięga początków lat 60-tych (a szwedzkie testy fotelików mają ponad 50 lat!).

Jej twórca, profesor Bertil Aldman, zainspirował się pozycją kosmonautów w trakcie startu i lądowania (tylko siedząc tyłem byli oni w stanie znieść przeciążenia). Stwierdził on, że wożenie dzieci w fotelikach montowanych tyłem może istotnie zwiększyć ich bezpieczeństwo. W swoich badaniach zwracał on uwagę na bardzo delikatną głowę, szyję i kręgosłup dziecka, mniejsze uszkodzenia w RWFach przy kolizjach czołowych, a także bocznych, bo siła uderzenia wpychała dziecko w głąb fotelika, więc jego boki lepiej chroniły dziecko.

Wcześniej foteliki samochodowe były sporadycznie używane w różnych krajach, ale ich stosowanie miało na celu właściwie tylko sprawienie, żeby dziecko lepiej widziało i nie łaziło po samochodzie.


Zamówienie taksówki z fotelikiem

czwartek, 11 lutego 2016
Jeżeli kupujemy dobry fotelik po to, żeby bezpiecznie przewozić dziecko, a nie po to, żeby nie dostać mandatu, to tak samo bezpiecznie powinniśmy przewozić nasze dziecko w taksówce, mimo że prawo tego nie nakazuje. I bardzo Was do tego zachęcam, żeby zamawiać taksówki z fotelikami, bo przecież każdy i w każdej chwili może mieć wypadek. Zresztą, tak samo powinniśmy dbać też o swoje bezpieczeństwo i zapinać w niej pasy, mimo że prawo tego nie nakazuje.

Teoria jest prosta, w praktyce tak pięknie nie jest. Na szkoleniu "Bezpieczny Maluch" ratownik medyczny informował, że do sieci taksówkarskiej trzeba zadzwonić kilka dni przed planowaną jazdą i poprosić o taksówkę z fotelikiem. Czasami musimy oczywiście wyjechać gdzieś nagle, ale już wylot na wakacje mamy zaplanowany najczęściej kilka tygodni wcześniej.

Przy okazji jakiegoś kursu służbowego mąż zapytał kierowcę z Elle Taxi o możliwość zamówienia taksówki z fotelikiem. Ten potwierdził, że nie powinno być większego problemu, sam w bagażniku ma fotelik swojego dziecka i w razie czego użycza pasażerom, tak jak większość kierowców. Oczywiście usługa jest odpłatna. Cennik tej firmy za rezerwację takiej taksówki każe dopłacić obecnie 20 zł.

Jak bezpiecznie przewozić niemowlę, czyli o pierwszym foteliku

niedziela, 31 stycznia 2016
Fotelik samochodowy jest obowiązkowy w wyprawce każdego, kto ma samochód i komu rodzi się dziecko. Na wielu rzeczach można oszczędzić - odkupić używane ubranka od znajomych lub przez Allegro czy meble z Olx, ale fotelik należy kupić dobry i bezpieczny. Zawsze mi się wydawało to oczywiste. I to, że osoby kupujące fotelik tylko po to, by nie dostać mandatu, są jakąś marginalną grupą. Dopiero ratownik medyczny na szkoleniu z pierwszej pomocy uświadomił mi, jak mała jest wiedza społeczeństwa na temat wyboru i użytkowania fotelików. Powiedział, że on już nie walczy, by ktoś kupił fotelik montowany tyłem z kilkoma gwiazdkami w dobrym teście. On walczy, by uświadomić rodzicom, że trzeba zapinać pasy, nawet jak jadą tylko do sklepu za rogiem, żeby fotelik był prawidłowo zamontowany i był lepszy od tego nabytego w dyskoncie spożywczym albo supermarkecie.

Zdarza się, że rodzice kupują dobry fotelik, tylko nie zapinają pasów. Albo trzypunktowe pasy ciągną dookoła talii dziecka. Albo nie zastanawiają się, że pałąk służy do czegoś innego niż do wieszania na nim zabawek albo przenoszenia "nosidełka", bo tak często nazywa się fotelik, zapominając o jego podstawowej funkcji. A o regularnym dociąganiu pasów na bazie i foteliku to już mało kto pomyślał. Takie "drobiazgi" mogą sprawić, że nawet w najlepszym foteliku dziecko może doznać poważnych urazów.

Największą kopalnią wiedzy o fotelikach jest dla mnie blog osiemgwiazdek.blogspot.com prowadzony przez sprzedawcę z wieloletnim doświadczeniem i nienastawionego na to, żeby sprzedać jak najwięcej tylko na to, by dzieciaki były bezpieczne, człowieka z pasją, a do tego jeszcze z lekkim stylem pisania. Zajrzyjcie koniecznie, szczególnie jak będziecie mieć jakieś wątpliwości albo problemy. Polecam też stronę sklepu www.tylem.pl, na której znajdziecie sporo informacji.


JAK WYBRAĆ PIERWSZY FOTELIK?

Pierwszego fotelika nie przymierzamy do dziecka (bo jeszcze grzeje się w brzuchu), tylko do samochodu. Każdy samochód ma inne ukształtowanie kanapy i mocowania pasów i może się zdarzyć, że u kolegi ten sam fotelik zamocowany jest stabilnie, a u nas lata mimo dociągnięcia pasami.

Istotne jest to, żeby:
- miał on dobre wyniki w wiarygodnych testach,
- po zamontowaniu trzymał się stabilnie,
- oparcie fotelika nachylone było ok. 45 stopni do pionu.
O tym ostatnim punkcie często się nie słyszy. U nas tylna kanapa opada ku tyłowi i fotelik po zamontowaniu był bardziej spionizowany niż powinien. Przez to Mani po zaśnięciu głowa opadała na klatkę, co jest bardzo przeciążające dla mięśni karku, utrudniające oddychanie, a przy wypadku niebezpieczne. Dopiero przeczytanie poleconego wyżej bloga pozwoliło mi na dojście, co jest nie tak, a wypoziomowanie kanapy na przywrócenie poprawnej pozycji mojemu dziecku.

Wszystkie pierwsze foteliki montowane są tyłem (ale ratownik mówił, że Polak potrafi - wcisnąć fotelik odwrotnie w bazę też). Należą one do kategorii wagowej 0-13 kg. Są też foteliki np. 0-18 kg, a nawet 0-25 kg. Niektórzy sprzedawcy polecają je tak samo bardzo jak te 0-13 kg, inni zwracają uwagę na to, że mimo wkładek są one zbyt duże, mają zbyt mało wypeofilowane plecy, noworodek może się w nie zapadać, a czasami pasy mogą być za luźne przy tak małym dziecku i nie trzymać dobrze - zalecają używać ich jako fotelików następnych. Więc zanim się z jakiejś hipotetycznej oszczędności na taki zdecydujecie, poczytajcie dokładnie o wybranym modelu. Co jeszcze? Pasy mogą być trzypunktowe bądź pięciopunktowe i nie ma to jakiegoś specjalnego wpływu na bezpieczeństwo - troszkę bezpieczniejsze są te 5-punktowe, ale najczęściej w pierwszych fotelikach montowane są 3-punktowe. Wszystkie foteliki mocuje się bezpośrednio na pasy bądź do bazy na pasy lub isofix.

Baza na isofix
Montaż bazy na isofix jest prosty, zero-jedynkowy, czyli jak kliknie, tzn. że jest dobrze. Do tego jeszcze trzeba rozeprzeć "nogę", a w przypadku, gdy wypada ona na schowek albo otworzyć schowek i oprzeć ją o dno schowka (jak dosięga), albo kupić u producenta samochodu profesjonalne wypełnienie. Czasem dochodzą jakieś dodatkowe zaczepy. Moim zdaniem system isofix jest najwygodniejszy w montażu. Większość nowszych samochodów ma w standardzie jego uchwyty w tylnej kanapie, a przy przednim fotelu należy je zazwyczaj domówić. Jeżeli już mamy samochód i często podróżujemy sami z dzieckiem i wolimy go wozić obok siebie, to może być to problem. Ja wożę córkę z tyłu i czuję się z tym komfortowo. Niektóre bazy mają zestaw pasy + isofix.

Baza na pasy
W tym przypadku bazę montujemy na pasy, a pomaga nam w tym niebieski kolor zaczepów, przez które pas powinien przejść. Po zapięciu bazy dokładnie dociągamy pasy. Po wpięciu fotelika, pas powinien jeszcze przejść przez zaczep na jego tyle - wtedy też go mocno dociągamy. Minusem tego montażu vs. isofix jest a) konieczność regularnego napinania pasów na bazie i każdorazowego za fotelikiem i b) pas idący zza fotelika do górnego brzegu kanapy, nad którym trzeba przełożyć dziecko, gdy już będzie na tyle ciężkie, by przestać nosić go razem z fotelikiem.

Fotelik bezpośrednio na pasy
Wersja najtańsza, ale najmniej wygodna. Tu za każdym razem przeciągamy pasy przez uchwyty na foteliku i dociągamy po kolei. Należy sprawdzić, do jakiej wagi można tak przewozić dziecko, bo na moim obecnym pisze np. 0-10 kg. Opcja wygodna, jak musimy często zmieniać samochód bądź lecimy za granicę i chcemy zabrać fotelik ze sobą (daje lżejszy i mniejszy bagaż, gdy nie bierzemy bazy).

GDZIE MONTOWAĆ?

Technicznie pierwszy fotelik możemy zamontować na dowolnym miejscu. Z przodu tylko po wyłączeniu poduszki powietrznej, bo ta przy wybuchu wgniecie dziecko z fotelikiem w oparcie fotela. Sporo osób głosi teorię, że miejsce za kierowcą jest najlepsze, gdyż każdy kierowca instynktownie chroni siebie, czyli swoją stronę samochodu. Mój mąż dodaje jeszcze, że manewr lewoskrętu, w którym na uderzenie narażona jest prawa strona samochodu, jest bardziej kolizyjny niż prawoskręt. Ratownik medyczny uczył mnie jednak, że taką świadomość i umiejętność kontroli auta przy wypadku (ochrona swojej strony) mają tylko kierowcy zawodowi, głównie sportowi, a statystyki pokazują nieistotne różnice między ilością uderzeń lewych i prawych. Więc teoria ochrony swojej strony przez kierowcę to mit. 

Najbezpieczniejsze miejsce w samochodzie, to środek tylnej kanapy, jeżeli tylko jej kształt/profil pozwala na stabilne zamontowanie tam fotelika. To miejsce jest najdalej położone od obu boków samochodu równocześnie, przez to przy uderzeniu bocznym oddala dziecko od strefy zgniotu. Pozwala tez wyciągnąć dziecko z obu stron samochodu. Niestety rzadko który samochód ma tam uchwyty isofix, więc coś za coś. W mniejszych samochodach często z boku już nie bardzo się ktoś zmieści, więc przy większej rodzinie może być ciasno w samochodzie.

Drugim najbezpieczniejszym miejscem jest miejsce za pasażerem. Pozwala ono wyciągnąć dziecko od bezpieczniejszej strony pobocza czy chodnika przy wypadku czy zwykłej stłuczce. Gdy na autostradzie weźmiemy udział w karambolu, ważne jest, byśmy mogli jak najszybciej ewakuować się z samochodu i pasa ruchu, bo jest spore ryzyko, że kolejne auto uderzy w nas z tyłu lub, próbując w ostatniej chwili ominąć, potrąci osobę stojącą przy lewych drzwiach samochodu. Dlatego dziecko powinno wozić się z prawej strony, aby w razie czego móc go wyciągnąć od strony pobocza (najlepiej od razu przeskoczyć przez barierkę i kierować do przodu karambolu).

Kolejnym miejscem jest miejsce za kierowcą, a miejsce z przodu jest najbardziej niebezpieczne.

JAK MONTOWAĆ?

1) Zawsze chociaż raz dokładnie przeczytaj instrukcję obsługi i w pełni się do niej stosuj. Na foteliku i bazie są też często naklejki z rysunkowymi ściągami.
2) Pałąk należy ustawić zgodnie z instrukcją. 95% z nich ustawia się do góry, żeby dziecko przy bardzo mocnym szarpnięciu nie wylądowało rozgniecione z całym fotelikiem na oparciu tylnej kanapy.
3) Pasy dziecka muszą niesplątane i być tak naprężone, by nie dało się ich uszczypnąć. Kochasz - pętaj! ;)
4)  Do fotelika dodawane są specjalne wkładki dla noworodka i należy ich używać nie tylko dla ich komfortu, ale też bezpieczeństwa.
5) Dziecko nie powinno być ubrane w gruby kombinezon lub kurtkę, bo może wyślizgnąć się spod pasów.
6) Nie trzymaj nic na tylnej półce poza jakimś pluszakiem czy małym dziecięcym kocykiem. Półlitrowa butelka wody przy zderzeniu staje się pociskiem, który może zabić. Analogicznie nie wieszaj nad dzieckiem wieszaków z ubraniami.
7) Gdy montujesz fotelik na przednim siedzeniu (niezalecane), zawsze wyłącz poduszkę powietrzną.
8) Jeżeli samochód brał udział w wypadku, koniecznie wymień fotelik, nawet gdy gołym okiem nie widać żadnych pęknięć. Mikropęknięcia są tak samo niebezpieczne. Wyrzucanego fotelika nie wystawiaj pod koszem, żeby nikt go nie mógł użyć - najlepiej rozbierz go na części.
9) Każdy fotelik ma swoją datę ważności. Zwykle jest to 5 lub 7 lat od daty produkcji. Należy tej daty pilnować, bo plastik czy styropian niszczą się z wiekiem.
10) Staraj się przewozić dziecko w foteliku nawet wtedy, gdy prawo tego nie wymaga np. w taksówce - moje doświadczenie dot. taksówek z fotelikami tu.

KIEDY PRZESADZIĆ DZIECKO W NASTĘPNY FOTELIK?

Dziecko może korzystać ze swojego fotelika tak długo aż:
a) nie przekracza dopuszczalnej wagi,
b) czubek uszu nie wykracza poza brzeg fotelika (nogi mogą),
c) nie jest na ryle masywne, że po prostu nie mieści się na szerokość.

Dziecko może przesiąść się w fotelik następny, gdy już stabilnie siedzi. W przypadku grubego bądź wysokiego malucha, który nie mieści się w swój pierwszy fotel, a nie siedzi, należy kupić kolejny fotelik z kategorii 0-18 kg lub 0-25 kg. 

W przypadku, gdy już masz fotelik następny montowany przodem, np. po starszym rodzeństwie, i za żadne skarby nie dasz się namówić na kupienie nowego fotelika następnego montowanego tyłem, przesadź do niego dziecko tak późno, jak się da, gdyż obecny fotelik jest bezpieczniejszy. W przypadku dobrego fotelika następnego montowanego tyłem, można zrobić to bliżej jego dolnej granicy wagowej - często mają one możliwość regulacji i są o tyle wygodniejsze, że dziecko siedzi w nim bardziej pionowo i nie wyciąga głowy do góry, a gdy chce spać, można go przestawić w pozycję bardziej leżącą.

Najbezpieczniejszy (najlepszy?) prezent

sobota, 26 grudnia 2015
Kupiliśmy Mani pod choinkę chyba najlepszy prezent. Najlepszy, bo być może ratujący życie. Naszym nowym nabytkiem jest fotelik samochodowy. Miał być to model tzw. "następny" 9-18 kg, a w końcu kupiliśmy 0-18 kg, bo miał najlepszy wychył, a Mania przesypia 85% swoich podróży.


Fotelik jest montowany tyłem. Nie wyobrażam sobie innego sposobu wożenia dziecka. Mój mąż jest dobrym kierowcą, ale kilkakrotnie się nam zdarzało, że np. ktoś zajechał nam drogę, nawet nie używając kierunkowskazu i mnie ostre hamowanie wbiło tak w pasy, że ledwo mogłam oddychać, a Marysia nadal spokojnie spała w swoim pierwszym foteliku montowanym tyłem. Bardzo chciałam, żeby tak zostało. Zresztą te w testach wypadają lepiej. Nasz jest montowany na pasy lub isofix, ma cztery gwiazdki i został wyprodukowany w Finlandii. I zdał najtrudniejszy test fotelików Test Plus.

Warsztaty "Bezpieczny maluch"

środa, 22 lipca 2015
Dzisiaj byliśmy z mężem na warsztatach "Bezpieczny maluch" prowadzonych w Szpitalu im. Św. Rodziny przy ul. Madalińskiego. Warsztaty te prowadzi niezależna organizacja i korzysta z uprzejmości szpitala oraz innych placówek w innych dużych miastach. Są one całkowicie bezpłatne, gdyż finansowane są przez sponsorów, natomiast reklama nie jest nachalna - dostaje się reklamówkę z ulotkami i próbkami, dookoła stoją banery, a kilkuminutowy wykład ma Polski Bank Komórek Macierzystych (powiedzmy merytoryczno-reklamowy). W mojej paczuszce były ulotki fotelików i wózków (Quinny, Maxi Cosi, Britax i BeSafe), próbki balsamu Palmer's, butelka wody Mama i ja, karta Lifestyle od Superpharm z kuponami zniżkowymi (nieaktualnymi), a także myjka od Fiki-Miki z ulotką o ich materacykach oraz poduszkach dla ciężarnych i do karmienia. Nie lubię reklam, ale ze względu, że dzięki tym sponsorom mogłam bezpłatnie poszerzyć swoją wiedzę, to ich w drodze wyjątku wymieniłam.

Warsztaty skierowane są do kobiet ciężarnych i świeżo upieczonych mam (z osobami towarzyszącymi). Z jednej strony lepiej pojawić się na nich jako świeży rodzic, bo naprawdę ciężko pamiętać do "po porodzie" to, co przeczytało się w poradnikach, nauczyło w szkole rodzenia czy na kursach. Z drugiej strony, nie każdy ma gdzie maluszka zostawić (chociaż można też zabrać, na moich warsztatach jeden noworodek spał w wózku, a niemowlak bawił się na kolanach mamy), a po porodzie na częściach dotyczących ciężarnych można się troszkę nudzić.

W programie były:
1) 10-minutowa prezentacja pracownicy szpitala o możliwości porodu w tym szpitalu, standardach sal, pobycie osoby towarzyszącej, itp.
2) 10-minutowa prezentacja Polskiego Banku Komórek Macierzystych o bankowaniu krwi i wykorzystaniu komórek Macierzystych (z paroma nieścisłościami merytorycznymi i ważnym w mojej opinii niedomówieniem), ale jako wprowadzenie ok.
3) Warsztat ratownika medycznego, jak radzić sobie w przypadku omdlenia, zadławienia i zasłabnięcia kobiety ciężarnej (prezentowany na chętnym tacie).
4) Warsztat ratownika medycznego, jak radzić sobie z zadławieniem, bezdechem, utratą przytomności, oddechu i krążenia u niemowlaka (prezentowany na fantomie).
(przerwa)
5) Krótka prezentacja działania i montowania adaptera do pasów dla osoby ciężarnej.
6) Warsztat, jak kupować fotelik, jak go montować i na co zwracać szczególną uwagę. Trochę w tym zakresie czytałam i uważam go za bardzo merytoryczny. Ratownik jako bardzo dobre prezentował foteliki czterech firm i informował, że zasadniczo każdy fotelik z trzema gwiazdami jest dobry, więc nie był to absolutnie wykład sprzedażowy. Kilka słów poświęcił też fotelikowi 9-13 kg.

Chciałam bardzo pochwalić pana ratownika, gdyż był charyzmatyczny, potrafił utrzymać uwagę wszystkich i miał bardzo zabawne wtrącenia, więc sala co jakiś czas wybuchała śmiechem, mimo upału i tego, że większość tatusiów była po pracy.

Rozpiska warsztatów na bezpiecznymaluch.com.pl a zapisy przez formularz na stronie.

Zachęcam i zapraszam:)

Okulary przeciwsłoneczne dla maluszka

piątek, 10 kwietnia 2015
Chyba wszyscy doskonale zdają sobie sprawę ze szkodliwości promieniowania UV. Przemysł kosmetyczny uświadomił nas, że promieniowanie niszczy skórę i włosy. I tak oprócz typowych olejków i kremów przeciwsłonecznych mamy też kremy do twarzy, lakiery do włosów czy pianki do włosów z filtrem.

O nasze dzieci dbamy jeszcze bardziej. Kupujemy kremy z wysokimi filtrami, czytamy o filtrach mineralnych... 

Szkoda, że przemysł kosmetyczny ma mało do czynienia z oczami. Bo mało kto tak do końca zdaje sobie sprawę, że promieniowanie UV szkodzi też oczom, które bardzo łatwo je absorbują. Reakcją na silne słońce może być np. pieczenie, zaczerwienienie czy łzawienie oczu. Ale też przewlekła ekspozycja ma swoje skutki. Ogólne starzenie się tkanek, posłoneczne uszkodzenie rogówki, zaćma to tylko kilka przykładów.

 Żródło: www.polki.pl

Najczęściej zakładamy dzieciom kapelusze/czapki z daszkiem i to jest dobre albo okulary przeciwsłoneczne i to zazwyczaj nie jest dobre. Bo zazwyczaj kupujemy je na bazarze, w drogerii albo w sklepie odzieżowym. Z filtrami mają coś wspólnego chyba wtedy, kiedy stoją na półce koło kremu do opalania. Żeby jeszcze były neutralne dla oka - wiadomo, bo ładne, bo dziecko chciało, niech wygląda jak dorosły, niech się pomizdrzy przed innymi dziećmi. Ale takie ciemne szkiełka szkodzą, bo rozszerzają źrenice i sprawiają, że jeszcze więcej szkodliwego promieniowania UV wpada do oka. Nawet dobre okulary z filtrem nie są wskazane dla niemowląt i małych dzieci, bo ograniczają dopływ powietrza do gałki ocznej i męczą wzrok. Wskazane są dla troszkę starszych dzieci.

Wniosek? Niemowlętom i małym dzieciom ubierzmy kapelusik z rondem albo kaszkietówkę. Jak już mamy bazarkowe okulary "przeciwsłoneczne", to załóżmy je dzieciom tylko do sesji sesji fotograficznej. Przy większych dzieciach można pójść do optyka i zainwestować w dobre okulary. Takie o dużej powierzchni, dobrze przylegające do twarzy (żeby promieniowanie nie atakowało oka bokami) i z dobrymi szkłami. Na tyle pierdół wydajemy pieniądze w przypadku dziecka, więc zamiast tego kupmy lepiej dobre okulary i dobre buty na letnie spacery. Aaa, i żeby nie było tak prosto - okularów też nie można ciągle nosić, bo - jak pisałam wyżej -ciemne szkła trochę męczą oczy, a przylegające ramki utrudniają oku oddychanie.

A co, gdy chcemy kupić okulary sobie bądź nastolatkowi?  Zasada jest ta sama, natomiast w przypadku gdy mamy wadę wzroku i na stałe nosimy okulary, warto też pomyśleć o szkłach korekcyjnych z filtrami UV bądź o soczewkach kontaktowych z takimi filtrami. I to nie tylko latem.

Dobre bo polskie, czyli dlaczego warto unikać chińskich produktów

czwartek, 5 marca 2015

Zawsze starałam się kupować jak najwięcej polskich produktów. Oczywiście bez popadania w skrajności - Polska nie ma własnej szynki parmeńskiej czy parmezanu. Ale produkujemy za to świetne ubrania czy relatywnie zdrową żywność. Nasze owoce czy warzywa cieszą się uznaniem  za granicą jako mniej nawożone, mimo że nie zawsze mają naklejkę "eko" czy "bio". Podobno jest z ubraniami - polskie ubrania, szyte najczęściej gdzieś pod Łodzią, są pięknie skrojone i wykonane z dobrych materiałów. Pamiętam, jak kiedyś weszłam do sklepu, a sprzedawczyni, starsza pani zawołała "Jaki ma pani piękny polski płaszcz!", "Skąd pani wie, że to akurat polski?", "Bo widzę".

W przypadku małych dzieci kupowanie polskich ubrań i zabawek, to nie tylko lokalny patriotyzm i dbałość o dobre wykonanie, ale przede wszystkim o bezpieczeństwo naszych dzieci. Nasze sklepy zalewa fala tanich chińskich zabawek, przyborów szkolnych czy ubrań. Rzadko zastanawiamy się nad ich składem, nad tym, w jakich warunkach zostały wyprodukowane czy przewiezione. Wydaje nam się, że jeżeli dany produkt przekroczył granicę,  to jest bezpieczny. Niestety tak nie jest. We włoskiej telewizji regularnie informują o wycofywaniu całych partii ubranek, przyborów czy zabawek ze sklepów, mimo że przekroczyły one granicę. Tylko tam weryfikacje są częste a kary dla producentów/dystrybutorów wysokie. U nas w wiadomościach się o takich rzeczach nie mówi, ale czasem gazety napiszą: